Trzeba uczciwie przyznać, że propozycja szarowłosej była niesamowicie kusząca. Czułem nadal silny, rwący ból w nodze. Rana nie była dobrze zasklepiona i obawiałem się, że większy wysiłek może zbyt mocno ją nadwyrężyć. Jednak nie mogłem pozostać tu tak długo jak tego oczekiwała. Z pewnością nie bez miecza. Czułem się bez jego kojącego ciężaru jakoś pusto, wręcz nago. To była jedyna pamiątka i o ile nie lubiłem zdejmować go do treningów, które trwały zaledwie parę godzin, tak pozostawienie tak silnego oręż na parę dni było dla mnie nie do zniesienia. Dostał nawet własne imię. Fraynir. Był to dość długi półtorak o niezwykle ostrym cięciu. Idealnie wywarzony. O skromnym jelcu, skórzanej pochwie oraz głowicy w kształcie wilczej głowy, której oczy mieniły się błękitem akwamarynu. Na zbroczu widniał za to misterny napis w obcym języku, którego nigdy nie udało mi się odczytać. Przeczuwałem, że to też było swego rodzaju wskazówką. Ten napis coś znaczył. Coś ważnego i prawdopodobnie bliskiego Starszemu Bratu.
Mruknąłem niezadowolony, a następnie zgarniając z ziemi patyk,przesunąłem się na piaszczystą ścieżkę. Stawiając pierwsze znaki uchwyciłem kątem oka jakiś ruch w okolicach bramy. Podniosłem delikatnie spojrzenie, ale nie dostrzegając niczego podejrzanego wróciłem do treści przekazywanej wiadomości.
"Zostawiłem w karczmie bardzo ważną rzecz. Muszę po nią wrócić"
Dziewczyna przesunęła wzrokiem po niewyraźnych literach, krzywiąc delikatnie nos, zapewne na odwrotne pismo. Zawsze podczas zmęczenia czy stresu, zaczynałem pisać tak jak się nauczyłem. Byłem leworęczny, więc ten sposób zapisu pozwalał na nie rozmazywanie atramentu.
- W takim razie zostań, napisz mi gdzie i co zostawiłeś, a ja po to pójdę - jak widać, całe szczęście, szarowłosa zrozumiała
Jednak na ten pomysł potrząsnąłem głową, delikatnie odsuwając się w tył. Nie mogłem pozwolić by, ktoś obcy dotykał Fraynira. Zresztą wątpię aby dziewczyna była zachwycona przemytem takiej broni. W miastach nie wolno było nosić na widoku tak ciężkiej broni. Co innego sztylet czy proca które nie mogły wywołać w tłumie takiego szumu. Bardzo chętnie z tego prawa korzystali nożownicy, którzy już nie raz podrzynali nieświadomym ofiarom gardła, by następnie ulotnić się w tłumie. Takich osób nie sposób było wytropić o najwyraźniej Civa miał z takim często doczynienia.
"Muszę tam być"
Odpisałem jedynie na prędce, a następnie skłoniwszy głowę w wyrazie szacunku, ponownie ruszyłem w kierunku bramy. Za sobą usłyszałem westchnienie irytacji oraz stanowcze kroki na piasku. Po chwili też dziewczyna zrównała się ze mną, aby ramię w ramię, opuścić wrota Akademii.
***
Droga do karczmy przebiegła be większych komplikacji i już po chwili witałem się z właścicielem. Był to potężny mężczyzna z lekką siwizną pomiędzy czarnymi lokami. Oczy miał dość małe, ale wiecznie rozbawione i ciepłe. Jego policzki były często lekko zaróżowione od gorąca jakie buchało z pieca w którym przygotowywał posiłki. Miał żonę o pięknych, przyciągających uwagę złotych włosach, które splecione w warkocz sięgały linii bioder, a także dwóch synów i maleńką córeczkę. Skinąłem głową, a gospodynię na powitanie ucałowałem w dłoń.
- O! Raczył się pojawić nasz książę! Gdzie ty się podziewałeś?! Dwa dni żem cię nie widział! Maroll już się martwiła
Przez twarz przebiegł mi delikatny uśmiech. Znałem tych ludzi już od dobrych paru lat, a oni doskonale wiedzieli o Starszym Bracie. Prawdę powiedziawszy to pod ich opieką przeżyłem ostatnie pół roku swojego dzieciństwa. Jak znam życie kobieta zaraz usadzi nas przy stole, dokarmiając przysmakami, a Delor zaraz postawi nam kufel spienionego piwa. Dlatego też wycofałem się taktycznie, pociągając za rękę szarowłosą i prowadząc ją do pokoju.
Dziwne może się wydawać, że płaciłem za nocleg ludziom, którzy byli prawie jak rodzina. Jednak wiedziałem, że ostatnia zima nie była łaskawa, więc przyda im się trochę gotówki. Oczywiście obydwoje zapierali się rękami i nogami.
Gdy przekręcałem już klucz w zamku, dało się słyszeć z dołu okrzyk Maroll
- Hal! Nie myśl sobie, że nie zostaniesz na obiedzie! Masz nam wszystko dokładnie opowiedzieć! - najwyraźniej nie miałem wyboru. Z tą kobietą się po prostu nie dyskutuje
< Przepraszam, że tak długo czekałaś >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz