~ Co dzisiaj mamy w planie Wini? - usłyszałam w głowie głos mojego towarzysza, Ryuu.
- Dzisiaj sama teoretyka, nic do czego będziesz ty się musiał wysilać - odpowiedziałam mu i zaśmiałam się pod nosem, po czym wyszłam z korytarza na schody prowadzące na wyższe piętra budynku. Zawsze przed zajęciami udaję się do biblioteki by trochę poczytać, na jednej z przerw w połowie dnia zwykle jem obiad w towarzystwie mego smoka, a po zajęciach wychodzę na spacery po terenach wokół Akademii. Od czasu do czasu latam na grzbiecie Ryuu by razem ćwiczyć, ale uwielbiam również siedzieć na plaży i przyglądać się jak on sam lata nad wodą, łapie ryby czy straszy ptactwo. Zawsze bardzo go to bawi.
Dzisiaj właśnie zapowiadał się taki dzień, ponieważ wczoraj bardzo dużo razem trenowaliśmy i dzisiaj mój ogromny przyjaciel był wykończony.
****
Tak jak przeczuwałam, za po wyjściu z zajęć nie spotkałam Ryuu na dziedzińcu, czyli już poleciał. Udałam się więc poza teren Akademii i skierowałam w stronę plaży. Szłam przez jakiś czas niedaleko klifów, przyglądając się z nich połyskującej w słońcu wodzie. Smok latał radonie, jak zwykle. Wlatywał w chmury a z nich wypuszczał promienie światła strasząc mewy. Kiedy w końcu dotarłam do leśnej drogi, po której powoli schodziło się na piaskowe wybrzeże, ujrzałam w oddali znajomą sylwetkę. Mężczyzna, który szedł tą samą drogą, lecz kawał drogi przed mną był mi bardzo dobrze znany, bowiem przez te 100 lat widywaliśmy się już nie raz i zdążyliśmy nawiązać dosyć dobry kontakt w tym czasie. Podbiegłam kawałek i zatrzymałam się parę metrów za nim.
- No proszę, kogo tu przywiało? Szczerze, nie spodziewałam się ciebie tu dzisiaj Simonie - zaśmiałam się.
<Simon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz