9 stycznia 2020

Od Libby CD Hal

Promienie słońca muskały moją skórę a lekki wiatr szumiał wokół. Przez to, że prawie całą noc nie spałam postanowiłam zrobić sobie poranny trening. Często ćwiczyłam, ponieważ wiedziałam, że każdy as w rękawie jest dobry. I tak zaczęłam od walki wręcz kończąc na biegach wokół akademii. Miałam zamiar zaliczyć jeszcze lot z Moną le chwila przerwy nie była by zła. Zawsze podziwiałam krajobraz wokół ponieważ budził nie lada zachwyt. Bez znaczenia czy byłeś członkiem akademii czy zwykłym przechodniem, ale każdy musiał przyznać, że to jest coś. Z rozmyśleń wyrwał mnie cichy pisk Tobiego, który ochoczo bawił mi się przy nodze. Samiec był rozbrykany więc nieraz sprawiał nie lada problem.


-Ty mój urwisie! - zaśmiałam się i pogłaskałam malucha po brzuchu


Jego futerko było puszyste, więc sprawiało to fajne uczucie zanurzać tam palce. Jednak po chwili maluch stał się niewidzialny i gdzieś zniknął a robił tak tylko wtedy, gdy czegoś się bał. A bał się naprawdę wielu rzeczy. Przez moment rozejrzałam się i w końcu ujrzałam jak jakaś postać opiera się o bramę. Już z daleka wyglądała jak by coś się stało więc ruszyłam czym prędzej do niej.


-Hej, co ci się stało? - Spytałam mężczyznę, który właśnie podniósł swój zmęczony wzrok na mnie. Nie odezwał się ani słowem, jedynie przez krótki moment przyglądał się. Jednak nie trwało to długo a on poleciał do przodu. Kucnęłam przy nim przy okazji oceniając sytuację. Jego rany wyglądały dość poważnie, a sądząc po jego stanie było coraz gorzej. Sprowadziłam czym prędzej lekarza, który bez owijania zabrał od razu go na oddział szpitalny. Oczywiście nie mogłam dostać żadnych informacji o jego stanie zdrowia, więc postanowiłam poczekać do jego przebudzenia. Niestety godziny mijały a ja dalej nie wiedziałam kto to i co tu robi. W końcu postanowiłam wślizgnąć się na oddział by poznać tajemniczego mężczyznę. Po ranach obstawiałam walkę ze zwierzęciem, jednak ciekawiło mnie co dokładnie się stało. Gdy blond pielęgniarka opuściła salę, bez problemu weszłam do środka. Rozejrzałam się dokładnie i ruszyłam na sam koniec do najbardziej zasłoniętego łóżka. Jednym gestem odsłoniłam kotarkę i spojrzałam na leżącego. Przyjrzałam mu się dokładnie, od rysów twarzy po obandażowane rany. Chłopak nic nie mówił tylko rozglądał się wokół. Mamy dość nietypowy początek znajomości.


-Witaj, tajemniczy nieznajomy. To niesamowite, że nadal jesteś w dobrym stanie - uśmiechnęłam się i usiadłam na pobliskim krześle. Z chęcią poznała bym tą niesamowitą historię jak przybłęda w stanie ciężkim znalazł się u nas w akademii.






< Przepraszam za brak weny!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz