Udało
się, naprawdę się udało! Uśmiechnęłam się szeroko i
zaklaskałam w dłonie z radości. Zapomniałam się na chwilę,
objęłam Shiro tak mocno i szybko, że ten omal zemdlał mi w
ramionach. Puściłam go prędko, przeprosiłam za swoje zachowanie.
Zaproponowałam mu pomoc, którą przyjął. Zaprowadziłam go do
gabinetu lekarskiego. Chciałam zawołać jakieś lekarza, medyka...
czy coś, ale okazało się, że to Shiro nim właśnie jest.
-
Ooł... no to podwójnie przepraszam... - Zarumieniłam się
odrobinę. Wiedziałam to z powodu delikatnego pieczenia policzków.
Cała
w skowronkach udałam się do wielkiej sali. I do tego pomieszczenia
znałam drogę. Przechadzając się korytarzami miałam dziwne
uczucie déjà vu, co później wydało mi się zdrowo pokręcone.
Pewnie mi się zadawało, tak to sobie wtedy tłumaczyłam. Weszłam
jako jedna z ostatnich do sali, gdzie wszystko było już gotowe.
Ustawiłam się wraz z innymi w wyznaczonym miejscu. Najpierw
przemówił słynny Euros, dyrektor smoczej akademii. Tłumaczył nam
cały rytuał bardzo powoli, a po nim przemówiła Lilith.
-
Po obietnicy wypijecie eliksir złotych strażników, który sprawi,
że złożona przez was przysięga będzie wiążąca, a jeśli ją
złamiecie, umrzecie... - Naprawdę? Tego to nie wiedziałam,
pomyślałam. Na moment zrzedła mi mina, lecz po chwili ogarnęłam
się. Właśnie po to tu przybyłam, aby stać się użyteczną i
chronić ten świat. Ta myśl towarzyszyła mi przez całe życie.
Ochrona - to mój życiowy cel. Zapewnienie bezpieczeństwa tym,
których kocham. - Po wypiciu z kielicha musicie wypowiedzieć
następujące słowa: jam jest złoty strażnik. Gdy to wypowiecie
spłynie na was cząstka mojej mocy z energią, po czym przemienicie
się w swojego wewnętrznego zwierza i zademonstrujecie swoją moc.
Pasowanie zakończy się wypaleniem na każdym z was symbolem jego
osobnego zwierzęcia.
Po
tej zacnej przemowie Lilith spojrzała na dyrektora, a ten dał jej
znać skinieniem głowy, by rozpocząć ceremonię. Przede mną były
dwie osoby. Obserwowałam jak to wygląda z boku, czy przy odczuwają
ból, czy coś w ten deseń. Wreszcie nadeszła moja kolej. Dopadł
mnie stres, moje struny głosowe nagle zapomniały jak powinny
działać. Poczułam jak zaczęły mi się trząść dłonie.
Wszyscy patrzyli na mnie, byłam w centrum zainteresowania, co mi nie
odpowiadało. Niby byłam na to przygotowana, ale i tak... Stres
zrobił swoje. Pomodliłam się prędko do bogów, do ojca nas
wszystkich - Dreyara Gromowładnego. To dodało mi odwagi, uspokoiło.
Mogłam wreszcie złożyć swój ślub.
-
Przyrzekam, że nie cofnę się w obliczu strachu, że nie zostawię
potrzebujących bez pomocy. Przyrzekam służyć Dragoso, jego
wszystkim mieszkańcom oraz najwyższym bogom aż po kres mojego
istnienia. Przyrzekam dozgonne poświęcenie oraz przyjmuję Lilith
jako mojego przywódcę. Przyrzekam stać zawsze wiernie na straży i
nigdy nie odejść, choćby miało zależeć od tego moje życie. Tak
mi dopomóc Dreyarze Wszechmocny.
Po
złożeniu przyrzeczenia podano mi kielich z magicznym wywarem.
Ujęłam go w obie dłonie, przybliżyłam do ust, spojrzałam na
ciecz w środku, następnie przymykając oczy wypiłam eliksir
strażników.
-
Jam jest złoty strażnik. - Poczułam jak rozlewa się po moim
ciele fala gorąca i jak umiejscawia się w sercu. Nagle poczułam na
prawej dłoni silnie pieczenie, omal nie upuszczając pucharu.
Oddałam go szybko Lilith, by móc spojrzeć na swoja rękę. Był na
niej czerwony ślad, który piekł mnie niesamowicie. Po chwili
wszystko ustało. Patrzyłam na swoją drobną dłoń, zastanawiając
się co to było. Nigdy nic takiego nie miało miejsca. Kiedy
myślałam, że już koniec moim ciałem wstrząsnął dreszcz, świat
przed moimi zaszedł mgłą, a ja upadłam na podłogę na klęczki.
Szum, zawroty w głowie.... Gdy wszystko ustało zdałam sobie
sprawę, że zamieniłam się... tygrysicę. Czarną, ze złotymi
pręgami. Poczułam w sobie jeszcze większą siłę, niż
dotychczas. Ryknęłam niczym krój dżungli na całą salę.
Zdumienie wraz z adrenaliną sprawiły, że zaczęłam biegać wokół
powarkując i zamiatając nerwowo długim ogonem. Z szybkością
błyskawicy skoczyłam na najbliższą osobę powalając ją na
łopatki. Chłopak, inny kandydat na złotego strażnika spróbował
mnie z siebie zrzucić ale jednym ruchem łapy mu to wyperswadowałam.
Pacnęłam go w pierś z taką siłą, że temu chyba poszły ze dwa
żebra. Zeskoczyłam z niego, stanęłam obok i zaczęłam się
wszystkim przyglądać. Chciałam powiedzieć, że nie spodziewałam
się tego, że akurat w tygrysa się przemienię, ale z mojej paszczy
wydobyły się jedynie kocie pomruki i charkoty.
-
Spokojnie, Sara. Uspokój się, skup i wróć do ludzkiej formy. -
Lilith podeszła do mnie powoli, jakby w obawie, że i na nią
postanowię ruszyć. Mruknęłam z dezaprobatą, bo cóż to był
za idiotyczny pomysł... Jednakże, posłuchałam jej i skupiłam
tak, jak mi nakazała. Zamknęłam oczy, a gdy je ponownie otworzyłam
byłam na powrót człowiekiem.
Lilith
wypaliła mi znak tygrysa na moim lewym ramieniu. Bolało i to
jeszcze jak, ale jakoś to zniosłam. Odetchnęłam z ulgą, gdy
pasowanie dobiegło końca. Zaczęło do mnie docierać, że to już
po, że jestem złotym strażnikiem.
-
Gratuluję - Euros podszedł do mnie. Wyciągnął do mnie rękę,
którą ujęłam w mocnym uścisku, możliwe, że nieco za mocnym,
gdyż od razu zabrał rękę. - Cóż za siła, godna podziwu... -
Patrzył na mnie i patrzył. Wlepiał intensywne spojrzenie, aż
zaczynało się to robić dla mnie kłopotliwe. - Czy my się już
czasem kiedyś nie spotkaliśmy, panno Saro...?
-
Dziękuję i nie, na pewno nie. To moja pierwsza wizyta na Eter.
Pochodzę z sąsiedniego kontynentu - odpowiedziałam mu grzecznie.
Musiałam oderwać swój wzrok zawstydzona. - Jeszcze raz dziękuję.
Proszę o pozwolenie na odejście. Może jest jakieś zadanie, które
akurat mogłabym wykonać?
(Lilith? Ktoś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz