4 stycznia 2020

Od Sary - Pasowanie na Złotego Strażnika



Udało się, naprawdę się udało! Uśmiechnęłam się szeroko i zaklaskałam w dłonie z radości. Zapomniałam się na chwilę, objęłam Shiro tak mocno i szybko, że ten omal zemdlał mi w ramionach. Puściłam go prędko, przeprosiłam za swoje zachowanie. Zaproponowałam mu pomoc, którą przyjął. Zaprowadziłam go do gabinetu lekarskiego. Chciałam zawołać jakieś lekarza, medyka... czy coś, ale okazało się, że to Shiro nim właśnie jest.
- Ooł... no to podwójnie przepraszam... - Zarumieniłam się odrobinę. Wiedziałam to z powodu delikatnego pieczenia policzków.

Cała w skowronkach udałam się do wielkiej sali. I do tego pomieszczenia znałam drogę. Przechadzając się korytarzami miałam dziwne uczucie déjà vu, co później wydało mi się zdrowo pokręcone. Pewnie mi się zadawało, tak to sobie wtedy tłumaczyłam. Weszłam jako jedna z ostatnich do sali, gdzie wszystko było już gotowe. Ustawiłam się wraz z innymi w wyznaczonym miejscu. Najpierw przemówił słynny Euros, dyrektor smoczej akademii. Tłumaczył nam cały rytuał bardzo powoli, a po nim przemówiła Lilith.
- Po obietnicy wypijecie eliksir złotych strażników, który sprawi, że złożona przez was przysięga będzie wiążąca, a jeśli ją złamiecie, umrzecie... - Naprawdę? Tego to nie wiedziałam, pomyślałam. Na moment zrzedła mi mina, lecz po chwili ogarnęłam się. Właśnie po to tu przybyłam, aby stać się użyteczną i chronić ten świat. Ta myśl towarzyszyła mi przez całe życie. Ochrona - to mój życiowy cel. Zapewnienie bezpieczeństwa tym, których kocham. - Po wypiciu z kielicha musicie wypowiedzieć następujące słowa: jam jest złoty strażnik. Gdy to wypowiecie spłynie na was cząstka mojej mocy z energią, po czym przemienicie się w swojego wewnętrznego zwierza i zademonstrujecie swoją moc. Pasowanie zakończy się wypaleniem na każdym z was symbolem jego osobnego zwierzęcia.

Po tej zacnej przemowie Lilith spojrzała na dyrektora, a ten dał jej znać skinieniem głowy, by rozpocząć ceremonię. Przede mną były dwie osoby. Obserwowałam jak to wygląda z boku, czy przy odczuwają ból, czy coś w ten deseń. Wreszcie nadeszła moja kolej. Dopadł mnie stres, moje struny głosowe nagle zapomniały jak powinny działać. Poczułam jak zaczęły mi się trząść dłonie. Wszyscy patrzyli na mnie, byłam w centrum zainteresowania, co mi nie odpowiadało. Niby byłam na to przygotowana, ale i tak... Stres zrobił swoje. Pomodliłam się prędko do bogów, do ojca nas wszystkich - Dreyara Gromowładnego. To dodało mi odwagi, uspokoiło. Mogłam wreszcie złożyć swój ślub.
- Przyrzekam, że nie cofnę się w obliczu strachu, że nie zostawię potrzebujących bez pomocy. Przyrzekam służyć Dragoso, jego wszystkim mieszkańcom oraz najwyższym bogom aż po kres mojego istnienia. Przyrzekam dozgonne poświęcenie oraz przyjmuję Lilith jako mojego przywódcę. Przyrzekam stać zawsze wiernie na straży i nigdy nie odejść, choćby miało zależeć od tego moje życie. Tak mi dopomóc Dreyarze Wszechmocny.

Po złożeniu przyrzeczenia podano mi kielich z magicznym wywarem. Ujęłam go w obie dłonie, przybliżyłam do ust, spojrzałam na ciecz w środku, następnie przymykając oczy wypiłam eliksir strażników. 
- Jam jest złoty strażnik. - Poczułam jak rozlewa się po moim ciele fala gorąca i jak umiejscawia się w sercu. Nagle poczułam na prawej dłoni silnie pieczenie, omal nie upuszczając pucharu. Oddałam go szybko Lilith, by móc spojrzeć na swoja rękę. Był na niej czerwony ślad, który piekł mnie niesamowicie. Po chwili wszystko ustało. Patrzyłam na swoją drobną dłoń, zastanawiając się co to było. Nigdy nic takiego nie miało miejsca. Kiedy myślałam, że już koniec moim ciałem wstrząsnął dreszcz, świat przed moimi zaszedł mgłą, a ja upadłam na podłogę na klęczki. Szum, zawroty w głowie.... Gdy wszystko ustało zdałam sobie sprawę, że zamieniłam się... tygrysicę. Czarną, ze złotymi pręgami. Poczułam w sobie jeszcze większą siłę, niż dotychczas. Ryknęłam niczym krój dżungli na całą salę. Zdumienie wraz z adrenaliną sprawiły, że zaczęłam biegać wokół powarkując i zamiatając nerwowo długim ogonem. Z szybkością błyskawicy skoczyłam na najbliższą osobę powalając ją na łopatki. Chłopak, inny kandydat na złotego strażnika spróbował mnie z siebie zrzucić ale jednym ruchem łapy mu to wyperswadowałam. Pacnęłam go w pierś z taką siłą, że temu chyba poszły ze dwa żebra. Zeskoczyłam z niego, stanęłam obok i zaczęłam się wszystkim przyglądać. Chciałam powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, że akurat w tygrysa się przemienię, ale z mojej paszczy wydobyły się jedynie kocie pomruki i charkoty.
- Spokojnie, Sara. Uspokój się, skup i wróć do ludzkiej formy. - Lilith podeszła do mnie powoli, jakby w obawie, że i na nią postanowię ruszyć. Mruknęłam z dezaprobatą, bo cóż to był za idiotyczny pomysł... Jednakże, posłuchałam jej i skupiłam tak, jak mi nakazała. Zamknęłam oczy, a gdy je ponownie otworzyłam byłam na powrót człowiekiem.

Lilith wypaliła mi znak tygrysa na moim lewym ramieniu. Bolało i to jeszcze jak, ale jakoś to zniosłam. Odetchnęłam z ulgą, gdy pasowanie dobiegło końca. Zaczęło do mnie docierać, że to już po, że jestem złotym strażnikiem.
- Gratuluję - Euros podszedł do mnie. Wyciągnął do mnie rękę, którą ujęłam w mocnym uścisku, możliwe, że nieco za mocnym, gdyż od razu zabrał rękę. - Cóż za siła, godna podziwu... - Patrzył na mnie i patrzył. Wlepiał intensywne spojrzenie, aż zaczynało się to robić dla mnie kłopotliwe. - Czy my się już czasem kiedyś nie spotkaliśmy, panno Saro...?
- Dziękuję i nie, na pewno nie. To moja pierwsza wizyta na Eter. Pochodzę z sąsiedniego kontynentu - odpowiedziałam mu grzecznie. Musiałam oderwać swój wzrok zawstydzona. - Jeszcze raz dziękuję. Proszę o pozwolenie na odejście. Może jest jakieś zadanie, które akurat mogłabym wykonać?


(Lilith? Ktoś?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz