11 stycznia 2020

Od Hala Cd. Libby

Wysokie okna z witrażami przedstawiającymi barwne historie oraz napisy w tutejszym języku. Pomieszczenie było w odcieniach nasuwającą na myśl kość słoniową, z drewnianymi wykończeniami, przez co ruchome kolorowe plamy światła powstałe na wskutek przeświecania promieni słonecznych przez kolorowe szkło, nie dość że rozświetlały przestrzeń co nadawały magiczny charakter tego miejsca. Podświadomie wiedziałem gdzie się znajduje. Zresztą olbrzymie dzieła ułożone z maleńkich fragmentów wielobarwnego kruszcu, przedstawiające wszelakiej maści smoki, były wystarczającą podpowiedzią.
Tak. Jedynie Smocza Akademia oraz sam Król mogli mieć tak zadbany oraz świetnie wyposażony szpital. W tym też momencie nasunęły mi się jak zwykle myśli czysto praktyczne. Przecież nie było mnie stać na takie wydatki. Leczenie w takim miejscu musiało być niemożebnie kosztowne. Skromny dobytek jaki pozostawił mi Starszy Brat z pewnością nie starczy na pokrycie wydatków. Miecza natomiast przyrzekałem strzec jak źrenicy oka, więc jego sprzedaż nie wchodziła w opcję. 
W tym też momencie wysokie drzwi skrzypnęły delikatnie i przez wąską szparę wślizgnęła się nieznajoma. Kobieta miała jasną cerę z delikatnie zabarwionymi policzkami, zapewne od zimna. Wzrok przyciągały natomiast długie szare włosy, których sploty, swobodnie opadały na plecy nieznajomej. Miała duże brązowe oczy, otoczone koronką długich rzęs, malinowe usta i dość zacięty wyraz twarzy. Odziana w czerń, na szyi wisiał srebrny wisiorek umocowany na łańcuszku. Szła spokojnie, środkiem sali, a jej chód zdradził zwinność jak i pewność siebie szarowłosej. Miało się wrażenie, że bardziej płynie w moim kierunku, delikatnie kiwając biodrami na boki. Przyglądałem się uważnie jej ruchom, trafnie zgadując, że zmierza właśnie do mnie. Po chwili kobieta przysiadła na krześle, znajdującym się u wezgłowia łóżka, przesuwaj je nieco ku środkowi, by móc mnie lepiej obserwować

-Witaj, tajemniczy nieznajomy. To niesamowite, że nadal jesteś w dobrym stanie - po tych słowach na twarzy nieznajomej zakwitł, delikatny uśmiech, a w oczach można było dostrzec zaciekawienie

Jednak jak zwykle, gdy chciałem otworzyć usta i odpowiedzieć na pytanie, wzdrygnąłem się na całym ciele i jedynie skinąłem lekko głową. Nie mogłem nigdy zmusić się do mówienia w towarzystwie obcych ludzi. Starszy Brat też nigdy nie prowadził ze mną długich konwersacji. Od czasu do czasu jedynie pojedyncze zdania ale i to jedynie na osobności. Żałuję tego bo tak wiele chciałbym mu przekazać. 
Przymknęłam delikatnie oczy przeganiając złe wspomnienie oraz wyrzuty sumienia. Nie mogłem się na tym teraz skupić. Przybyłem do miasta w konkretnym celu. Civa gdzieś się tu  skrywał, a ja zamierzałem go dopaść. Ten cwany szczur mógł mieć informacje gdzie jest Starszy Brat. Wciąż miałem nadzieję, że on nadal żyje. Wiedziałem, że z każdym upływającym rokiem ta szansa maleje, jednak nie traciłem wiary.
Rozwarłem powieki i uważnie rozejrzałem się po pomieszczeniu, a dostrzegając notatnik oraz fragment węgla, leżący na szafeczce, sięgnąłem po niego. Naszkicowanie portretu jak i zapisanie pytania zajęło mi parę minut, w tym czasie kobieta nie ruszyła się z miejsca, marszcząc jedynie brwi z poirytowania. 



Widziała go Panienka?

< Libby? Przepraszam, że tak długo? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz