3 stycznia 2020

Od Zuli CD Ariana/reszta

Ariana wyglądała na bardzo ucieszoną z widoku John'a, ten obrazek przypominał mi mojego Draka. Oczywiście, że na początku byłam wściekła o to, że kazał mi samej jechać tutaj.. potem jednak złość mi minęła i zastąpiła to wola nauki u ojca, później tak czy siak musiały mnie jednak dopaść tęsknota i smutek. Nie mogłam pojąć dlaczego zostawił mnie w tamtej chwili, co nie pozwalało mu ze mną lecieć..i dlaczego tak się upierał abym leciała z ojcem sama mimo tego, że on sam zostanie na Eter.
-Zulka chodź przywitać naszego gościa- wyrwał mnie głos ojca, czasem i na niego byłam zła..mimo że to nie jego wina, cieszyłam się, że powrócił ale gdyby nie to, cóż..nadal byłabym szczęśliwa z Drakiem. Odrzuciłam myśli na bok i skupiłam się na tym co teraz. Podeszłam do reszty rodzinki i uścisnęłam dłoń John'a witając się z takim uśmiechem na jaki było mnie teraz stać.
-Cześć, miło Cię znowu zobaczyć-powiedziałam. Blondyn przyjrzał mi się i już miał coś powiedzieć, ale byłam pierwsza.
-Tak tak, urosłam, wiem. Nie powinnam jednak chyba przez te lata nadal wyglądać na małą dziewczynkę prawda?-zażartowałam. Chłopak się zaśmiał i przyznał mi rację, widziałam to jak patrzył na Arianę, na pewno mu się ona podoba, tylko ciekawa jestem co zrobi jak dowie się, że Ari jest zakochana i ma już swojego adoratora. Schyliłam się do tygrysa, który brykał pod nogami innych. Maluch był na prawdę przeuroczy.
-Właśnie Zula! I ty Angelo. Mam i dla was prezenty-powiedział nagle ojciec. Zniknął tajemniczo i po chwili pojawił się z powrotem, ale już nie sam, oj nie. Przy jego lewym boku stała piękna klacz, a za jego nogami kręciła się jakaś kupka sierści, nie mogłam wykminić co to za zwierzę.
Gift: Aladin by sta-a
-Angelo, ta klacz jest dla Ciebie, jest już ładnie odchowana i nie powinnaś mieć z nią kłopotu.-powiedział, po czym zmierzał już do mnie. Czyli ja dostanę tę tajemniczą kulkę kłaków. 
"Young African Painted Dog (Wolf)" | 2016 | 20" x 20" | Acrylic on canvas | Sold
-To jeden z Likaonów Miridare. W czasie rośnięcia zyska pewne moce. Będzie Ci wiernie służył-powiedział i podał mi do rąk tę małą kulkę.
-Dziękuję ojcze. Zajmę się nim jak trzeba.- podziękowałam mu i ucałowałam w policzek. Likaon wiercił się niespokojnie, ale jak tylko zaczęłam go gładzić, uspokoił się, pieszczoty mu się spodobały. Nazwałam go Lazar. Razem z małym dołączyłam do Angeli z klaczą i resztą.
<Angela? Reszta?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz