17 lutego 2020

Od Libby Cd. Hal

Przyznam szczerze, że bardzo lubiłam klimat karczm i innych tego typu rzeczy. Rzeczy z drewna, ciekawe wystroje i bądź co bądź zawsze jakaś rozrywka się znalazła. Byłam jednak lekko zdziwiona, gdy właściciel ciepło przyjął mojego towarzysza. Widać było, że chyba spory kawał czasu się znają. Przez chwilę nawet przemknęła mi myśl czy to nie jakaś rodzina. Chłopak jednak pociągnął mnie na górę i skierował zapewne do swojego pokoju. Od razu co zrobił po wejściu to rzucił się w stronę swojego miecza, widać, że był czymś cennym. Stwierdziłam, że to chyba jeszcze nie czas o niego pytać, bo miałam wrażenie, że i tak nie dostanę satysfakcjonującej odpowiedzi. W każdym razie byłam zadowolona, że znalazł to co szukał i w końcu bez wymigiwania odpocznie w akademii.

-Obiad! Nie przyjmujemy odmowy! - Usłyszałam wołanie z dołu. No tak, zapomniałam o gospodarzach, którzy najwidoczniej szybko z stąd Hala nie wypuszczą.

-To może idź zjeść a ja na ciebie poczekam - uśmiechnęłam się lekko. Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio z kimś jadłam, a tym bardziej tyczyło się to rodzinnych obiadów i takich tam. Od śmierci rodziców nie potrafiłam jakość cieszyć się taką atmosferą. Zwłaszcza odkąd rozdzieliłam się z rodzeństwem. Czułam się samotna i w tej samotności się zamknęłam. W końcu, gdy się do niej przyzwyczaisz staje się znośniejsza.

Chłopak jednak otworzył drzwi i gestem pokazał by iść. Sądzę, że mój pomysł został odrzucony a nie chciałam nie na swoim terenie się wdawać w kłótnie. Które zresztą bym toczyła praktycznie sama ze sobą, bo brunet nie rozmawiał. Zeszliśmy na dół, gdzie przywitała nas uśmiechnięta kobieta. Nakrywała do stołu, lecz gdy ujrzała bruneta od razu rzuciła się w jego stronę.

-Gdzieś ty się podziewał, strasznie się martwiliśmy! - Próbowała udawać surowy ton jednak było widać, że poczuła ulgę, gdy go zobaczyła. Chłopak kiwnął tylko głową i rusz w stronę kąta by odłożyć miecz. Całe szczęście, że moje bronie są nie widoczne. Bez nich czuła bym się... nago.

-O przyprowadziłeś gościa jak miło. Siadajcie do stołu, już już.- Kobieta machała rękami poganiając nas

-Jestem Delor, właściciel tej karczmy to moja kochana żona Maroll. - Mężczyzna się uśmiechnął. Oboje wyglądali na sympatycznych ludzi, którzy posiadają cały ogrom ciepła.

-Miło mi was poznać jestem Libby - Odwzajemniłam uśmiech

-Moja droga powiedz skąd jesteś? I gdzie znalazłaś naszą zgubę - Kobieta wystrzeliła z pytaniami jak z procy, na co jej mąż zaczął się śmiać. Spojrzałam ukradkiem na Hala, który pochłaniał obiad i wydawał się nas olewać. Jednak coś mi mówiło, że mimo wszystko bardzo dokładnie przysłuchuje się naszej konwersacji.

-Obecnie mieszkam i uczęszczam do smoczej akademii - zaczęłam a pan Delor gwizdnął - A tą o to przybłędę spotkałam w mieście. Zgubił się więc mu pomogłam - Wzruszyłam ramionami.

Rozmowa od razu przeskoczyła na bruneta i zaczęła padać masa pytań.

-Gdzieś ty się szwendał? Jak to się zgubiłeś? - Właścicielka jak by jechała na jednym wdechu. Przyznam, że zaczęło mnie to bawić. Cicho się chichotałam patrząc na Hala, który nawet nie zdążył przełknąć obiadu. Spojrzał na mnie, wzruszył ramionami i jak gdy by nigdy nic powiedział

-Po prostu pomyliłem drogę

Pomimo, że w tle słyszałam wciąż szum pytań i rozmowy to jak by mnie zatkało. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Serio, przez tyle bawił się w kartki, bo nie chciało mu się gadać?! Nagle zaczęłam się śmiać, tak mocno, że rozbolał mnie brzuch. Chyba ta cała sytuacja tak mnie zdziwiła, że aż rozśmieszyła.

-Przepraszam, po prostu cała sytuacja mnie rozbawiła - Dodałam po chwili ocierając łzę z oka. Ta podróż wydaje się coraz ciekawsze. Coś czuję, że po obiedzie brunet nie odpędzi tak łatwo masę moich pytań.


<Przepraszam, że tak długo!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz