3 stycznia 2020

Od Mirajane CD Gabriela/Aven

Po całym miesiącu, nie rozumiałam co się stało... Ktoś poił mnie dziwnym napojem, mój smok spał ciągle obok mnie, ale czułam, że nic złego się z nim nie dzieje. Nieco niespokojna rozejrzałam się, kiedy ten ktoś nie zdążył jeszcze wpakować we mnie kolejnego specyfiku. Moja klatka, cela, jak zwał tak zwał, była lodowata. Było tu cholernie zimno i mokro. Ściany z kamienia, przesiąknięte wodą, co znaczyło, że jestem dość głęboko pod ziemią. Podłoga z podobnego materiału, pełna kałuż i grzybów. Co za obrzydliwe miejsce... Podsunęłam się do Bianaida, nie mogłam za bardzo ruszać sama nogami, więc postanowiłam się chociaż podsunąć. Co to mogło być, że miało tak dużą siłę... Pogłaskałam łeb smoka lodu i spojrzałam na niego.
- Bianaid... - szepnęłam słabo, nieco nim trząchając. - Proszę, obudź się...
~ Mirajane... Przepraszam... Nie udało mi się ciebie ochronić... - odrzekła jaszczurka. 
- Nie mów nic takiego. Znajdziemy wyjście... Obie... - nie dokończyłam.
Do celi wszedł ten ktoś w kapturze. Po sylwetce rozpoznałam, że był to mężczyzna. Przyglądałam mu się w przerażeniu, wyglądał okropnie, a spod kaptura wystawały mu rogi. W dłoni miał tacę z miską. Posiłek, czułam zapach mięsa oraz kaszy. Nie dotknę tego. Tym zapewne mnie karmił, abym spała jak zabita ten cały czas. Jaki miał w tym cel, czego ode mnie chciał! 
- Witaj piękna anielico... - powiedział nieznajomy. - Miło mi ciebie poznać. Jam jest Raphael... - dodał z uśmiechem. 
- Nie znam żadnego Raphaela. Zostaw mnie! Wypuść mnie! - krzyknęłam nagle. - Chcę stąd wyjść! - dodałam.
Mężczyzna się zaczął głośno śmiać, co echem rozchodziło się po pomieszczeniu. Tacę postawił na mały stoliczek, po czym zdjął kaptur. Wyglądał okropnie... Miał puste oczy, białka w kolorze magenty, rogi, bliznę na twarzy, a ubrany był w garnitur. Po tym jak przestał się śmiać, dotknął swojej piersi, aby chrząknąć. Obrzydliwe, kościste dłonie z ranami na knykciach. Przerażona cofnęłam się do mojego smoka, który zaczął warczeć na nieznajomego. 
- Nie rozśmieszaj mnie przerośnięta jaszczurko. Żadne dla mnie z ciebie zagrożenie. - powiedział do Bianaida. - Wiesz kim jestem? Jestem durnym zmiennokształtnym w rogatego psa... A ty chciałaś mnie pozbawić mojego amuletu, aniele... - zwrócił się do mnie.
Podszedł do mnie i złapał moje ramię po chwili, wbijając swoje ostre pazury w moją rękę. Wrzasnęłam z ogromnego bólu, czując po chwili spływającą ciurkiem krew po moim ramieniu. Dłoń nieznajomego powędrowała na moją klatkę piersiową. Jednym palcem zaczął rozrywać moje ubranie, a prostą linią jechał paznokciem między moimi piersiami, rozcinając tam skórę. Cała cela rozniosła się moim krzykiem. Dlaczego on mi to robił! Dlaczego! Tak strasznie mnie to bolało...
- Z-Zostaw mnie! - wrzasnęłam.
- O nie, nie, moja piękna. Skoro już mi się trafiłaś, zemszczę się na Avenie... Kiedyś mi zalazł za skórę, przez to jestem tym, kim jestem... - powiedział i się głośno zaśmiał. - Będę ciebie torturował, dopóki nie wróci... - dodał i wrócił do ranienia mojego ciała.
Nogi, ręce, klatka piersiowa i nawet policzki stały się dla niego miejscem, gdzie mógł zostawiać krwawe ślady... Zalewałam się głośnymi łzami. To tak okropnie mnie bolało. Aven, proszę, pomóż mi. Boję się... Dlaczego ciebie nie ma teraz obok... Kocham cię. Wybacz, że poszłam gdziekolwiek bez ciebie. Ja tylko chciałam ci pomóc...

<Aven? Gabriela?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz