Dość niespokojnie piłem wodę, nie wiedziałem jeszcze jak zaplanuję podróż, jako tygrys bardzo trudno mi się utrzymać na grzbiecie mojej smoczycy. Pamiętam nasze początki latania, kiedy nawet w wersjii ludzkiej sprawiało mi to trudność. Teraz było już o wiele lepiej, dobrze sobie radzimy, ale pod postacią tygrysa nie utrzymuję się na jej grzbiecie wystarczająco długo. Będę musiał coś wymyślić.
-co ty chcesz się upewniać? Tygrys to tygrys-usłyszałem nieopodal cichy głos, a po chwili zauważyłem blondynkę kierującą się właśnie w moją stronę. Na jej ramieniu siedziała sowa, a w ręku niosła smocze jajo. To na pewno była nowa jeźdźczyni. Szybko zdałem sobie sprawę, że dziewczyna jest ślepa, jej oczy na to wskazywały, oraz to że sowa mówiła jej gdzie i co..co ciekawe ludzkim głosem.
-Tygrys się patrzy, chodźmy stąd!-zawołała trochę poirytowana zachowaniem blondynki sowa. Nagle blondynka zahaczyła o gałąź i zaczęła lecieć na ziemię. Momentalnie zmieniłem się w człowieka i złapałem ją oraz lecące jajo.
-D..dziękuje-podziękowała stojąc już na swoich nogach. Chwyciłem ją za rękę i podałem jej w dłonie jej nie wyklute jeszcze smoczątko.
-Nie ma sprawy-rzekłem.
<Gabriela?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz