24 lipca 2017

Od Sorayi Cd Adris / Reszta


-- ...wszytko będzie dobrze. -- Tylko tyle do mnie dotarło. Po przebudzeniu nie wiedziałam co się ze mną działo. Myślałam, że umrę z bólu, tak bardzo bolały mnie plecy i nadal bolą. Medycy próbowali postawić mnie na nogi. Dowiedziałam się, że przeszłam już dwie transfuzje krwi i potrzebna jest mi trzecia. To wyjaśnia te ciągłe zawroty głowy i senność. Trzy zabiegi tego typu to dużo. Bardzo dużo. Ostatnim razem, gdy uciekłam od Ciernia miałam tylko jeden taki, a teraz... Co się ze mną działo, gdy spałam? Całe szczęście, że moi bracia się zjawili. Nie wiem, co by ze mną było, gdyby nie oni. Na Bogów, tak strasznie ich kocham. Gdyby ich zabrakło..., nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ktoś do mnie podszedł i pomógł mi usiąść. Szło mi to naprawdę powoli, ponieważ każdy ruch kosztował mnie mnóstwo sił, no i bolał jak jasna cholera. Cały czas moi bracia byli przy mnie, tylko Matayas zakomunikował, iż musi gdzieś wyjść. Ponoś rano oddziały Ciernia wdarły się do miasta, zaczęły się walki. Po prostu świetnie! Jestem absolutnie niedolna co jakiejkolwiek walki. Jak na razie, to czarno to widzę, oj czarno.
Tym kimś, kto pomógł mi podnieść się z łóżka była Adris. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, iż jestem do połowy naga! Od góry nie mam na sobie zupełnie nic, jedynie włosy i prześcieradło zasłaniały moje odkryte ciało. Blizny, co do jednej, były widoczne. Okeś został ze mną, trzymał mnie ciągle za rękę i ani na sekundę jej nie puszczał. Jego dłoń była taka ciepła. Zupełnie inna niż Oriona.
Orion...
Jego osoba pojawiła się w mojej głowie. Znowu. Na chwilę wróciłam wspomnieniami do świata snów. On wie. Wie, co zrobiłam. Jaka jestem naprawdę. Pewnie mnie znienawidzi, na pewno to zrobi. Moje serce z tego powodu zabiło silniej, bardziej boleśnie, co odzwierciedliła podłączona do mojego ciała aparatura. Chciałam rozejrzeć się po oddziale, zobaczyć go, jednak nie mogłam wykonać żadnego innego ruchu. Czułam się niemal tak, jakbym była sparaliżowana. Kończyny ledwo co reagowały na polecenia mózgu. Nienawidzę tego stanu. Doświadczałam go już nie raz, stąd wiem, jakie to okropne.
Zmieniono mi bandaże na plecach, nałożono jakieś specyfiki, które przyniosły lekką ulgę w moim obecnym cierpieniu. Coś mi się wydaje, że ta rana nie zniknie tak szybko. Blizna z pewnością zostanie, jestem tego pewna. Nagle poczułam na swojej skórze obcy dotyk. Drgnęłam lekko. Wyczułam, jak Oktay się spina, mocniej ścisnął mnie za rękę.
-- Spokojnie, Shiro jest Złotym Strażnikiem posiadającym moc uzdrowienia. Chce tylko pomóc. -- Po tych słowach mój brat się nieco rozluźnił, jednak ja pozostałam spięta. Przecież dotyka mnie obcy facet! Po chwili jednak poczułam ulgę. Ból zelżał na tyle, że byłam w stanie unieść głowę i spojrzeć przed siebie. Mogłam przestać zaciskać zęby. Uniosłam wzrok i spojrzałam na Adris. Patrzyła na mnie ze współczuciem i troską.
-- Pokaż nam jaka jesteś silna, zwalczysz te rany, zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. -- Elfka ścisnęła moją drugą dłoń, chciała mi dodać otuchy, jakoś podnieść na duchu. Może nawet zmotywować. Pokazać, jak silna jestem... Może lepiej tego nie pokazywać, jeszcze źle by to się skończyło. Przełknęłam z trudem własną ślinę. Matko, jak mnie chce się pić...! Dzięki Złotemu Strażnikowi i jego leczniczej magii wróciło mi trochę sił. Nagle, ni stąd, zaburczało mi w brzuchu. Automatycznie się za niego złapałam, przez co szarpnęłam szwami na plecach.
-- Aaaaa....! -- wydarłam się na cały oddział. Okeś niczym błyskawica znalazł się przy mnie, jednak został odepchnięty przez kogoś innego. Tym kimś okazał się być mój najstarszy brat Tobiraya. Porwał mnie w swoje ogromne, niedźwiedzie ramiona przysparzając mi więcej bólu, oczywiście niechcący.
-- Siostrzyczko wybacz mi... Wybacz mi, że cię an to naraziłem... -- Tobi niemal płakał, co lekko mnie zdziwiło, jednak po minucie i do moich oczu wdarły się łzy. I nie były to łzy wzruszenia.
-- Weź ją puść, bo jej krzywdę robisz, idioto..! -- Oktay oderwał ode mnie naszego brata, po czym bezceremonialnie pacnął go ręką w łeb.
-- Dobra, przepraszam i.... AŁAAA...! -- Tobi spojrzał z niedowierzaniem na najmłodszego brata, a ja, mimo bólu, zaczęłam się śmiać. Nie wiem, co mnie podkusiło, jednak oparłam się o ramię Oktaya i poderwałam się do wstania, i niemal natychmiastowo runęłam na podłogę. Zakręciło mi się w głowie, to zapewne przez niski poziom krwi w żyłach. Bracia nie zdążyli mnie w porę złapać, to też zaliczyłam niemiłe spotkanie z zimnym gumolitem. Moje plecy zapiekły żywym ogniem, zaś kolejny krzyk już miał wyjść z moich ust, gdy bracia złapali mnie za ramiona. Posadzili z powrotem na materacu. Poczułam, jak po moich plecach spływa coś ciepłego.
-- Cholera jasna, szew puścił w jednym miejscu.. Po co wstawałaś? Mogłaś zrobić sobie krzywdę! Zaraz ci to na nowo zszyję. Nie waż się nawet ruszyć z tego łóżka, bo pożałujesz smarku jeden. -- Tobiraya poszedł odbyć ręce i odkazić je. No tak, zjebka od starszego brata medyka - zaliczona!

Minęło kilka godzin, w tym czasie Tobiraya zajął się moimi ranami, zbadał mnie dokładnie i sam oddał dla mnie kolejny litr krwi. Oddział powoli pustoszał, coraz więcej osób dołączało do żołnierzy, by pomóc im w walce. Ja też powinnam tam już być. Powinnam walczyć, ale nie dałabym rady w moim obecnym stanie. Ponad to, wiem po co te wojska tu zmierzają. Między innymi ja jestem powodem. Będąc we śnie udało mi się przejrzeć część jego planów. On serio wierzy w to, że moja krew pomoże mu wejść do Boskich Krain. To absurd. Nie jestem żadnym półbogiem!
Nie chcę nim być...

Moi bracia zmyli się, ponieważ poszli po coś dla mnie do zjedzenia. Mam nadzieję, że przemycą mi porządny kawał lasagne, bo umieram wręcz z głodu. Jednak ci długo nie wracali. Postanowiłam jeszcze raz spróbować i wstać z łóżka, jednak tym razem zrobiłam to o wiele ostrożniej. Najpierw prawa stopa, później lwa dotknęła zimnej podłogi. Rękami chwyciłam mocno znajdujący się obok mnie stojak z kroplówką, której już nie przyjmuję. Udało się, z trudem ale się udało.  Mimo poważnych zawrotów głowy, opatuliłam się prześcieradłem szczelniej i zaczęłam się kierować do wyjścia.

Powoli, krok za krokiem, niemal przyklejona do ściany szłam na przód przez ciemne korytarze Akademii. To wstanie z łóżka chyba nie było moim najlepszym pomysłem. Tak potwornie kręci mi się w głowie, że tylko świadomość tego, iż to nie świat tak wiruje nie pozwala mi upaść, i to, że kurczowo trzymam się ściany. Do kuchni miałam zdecydowanie za daleko, za to do ogrodu miałam znacznie bliżej, więc to właśnie do niego się skierowałam. Słabo mi, dodatkowo chce mi się jeść i pić. Świat mnie nienawidzi!
Cudem doczłapałam się do ogrodu niezauważona, pewnie wszyscy zdolni do walki walczą teraz z pomiotami. Uniosłam powoli rękę, by zetrzeć pot z czoła, ta króciutka wycieczka wypompowała mnie z niemal wszystkich odzyskanych sił. Usiadłam pod jednym z największych drzew, nie miałam już energii by dalej iść. Wstanie z łóżka to był zdecydowanie niedobry pomysł. Teraz to dopiero mi się od braci dostanie...

< Ktoś? Hahahaha... >

6 komentarzy: