Walczyć, walczyć, walczyć. Ashuramaru się rozkręcał, a ja jako jego mistrz otrzymałem o tym informację. Nie tyle co przeklęte ostrze było aż wrzące, to na mojej twarzy zaczęły pojawiać się mroczne znamiona. Kontrola! Musiałem zacząć kontrolować demona, bo zakończyłoby się to niekontrolowaną formą. Na szczęście falę pomiotów wybiliśmy prawie natychmiast.
-Mo każe ci się uspokoić.. I idzie tu...
Rzekł nagle Neron, a ja na niego spojrzałem. Wyszeptałem runiczne słowa, a na moich plecach pojawiły się skrzydła Mrocznego Anioła. Jak najszybciej mogłem poleciałem do Akademii. Kiedy weszłem do środka, zauważyłem Moyrę, która zemdlała. Przerażony podleciałem do niej, wziąłem na ręce i zabrałem do swojego pokoju, bo był bliżej niż jej. Położyłem ją na łóżku. Na materac wskoczyła moja smoczyca Sannass i patrzyła na blondynkę z lekkim strachem. Wyszeptałem runiczne słowa, aby skrzydła zniknęły. Potem, położyłem dłonie na policzkach mojej Księżniczki.
-Moyra... Kochana, proszę... Obudź się...
<Moyra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz