Kiedy wybiegłem z pokoju Mo, odwróciłem się ostatni raz w jego stronę. Wziąłem głęboki wdech i dalej ruszyłem przed siebie sprintem. Po drodze, wyciągnąłem katanę i wyszeptałem runiczne słowa. Pojawiły się za mną czarne skrzydła, które zwinęły się w kokon, a ja z niego wyszedłem z opierzonymi, czarnymi anielskimi skrzydłami. Bardzo szybko zleciałem na sam dół i wyruszyłem do miasta, aby ocalić je przed pomiotami Ciernia.
~~~
Gdy już dotarłem do głębi miasta, miałem chęć zabijać wszystko co wejdzie mi w drogę. Wzleciałem do góry i zdjąłem rękawiczki, aby uzyskać moje umiejętności władania ogniem i wodą. Tu jednak mi najbardziej przyda się ogień. Pstryknąłem palcami i podpaliłem drogę ucieczki dla pomiotów, a sam zleciałem na dół i zacząłem z nimi walczyć. Nie było może aż tak ciężko, ale łatwo też nie było. Jeden z nich lekko zranił mnie w ramię, ale nie poddam się przez głupią ranę. Jednak z chwili na chwilę doznawałem trochę poważniejszych obrażeń. Dobiłem ostatnie pomioty i opadłem. Podleciałem do góry i za pomocą żywiołu wody, zgasiłem ogień, który palił się wokół mnie. Potem ruszyłem w stronę Akademii i tam zasiadłem przy wejściu. Zraniony w skroń, nogę, ramię i klatkę piersiową, siedziałem, powoli patrząc, na krew która spływała na drogę. Czemu byłem tak bardzo porywczy i rzuciłem się na raz na tak wielką grupę pomiotów... Wieczny debil... Cholera... Po mojej skroni i policzku płynęła coraz większa struga. W myślach poprosiłem, aby Kuro przyszedł do mnie. Miałem nadzieję, że przybędzie bardzo szybko...
<Moyra? Ratuj Akirę! :*>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz