Kiedy wróciliśmy do sali szpitalnej, ja, Mat i Tobi, i ujrzeliśmy puste łóżko naszej siostry, od razu się skapnęliśmy, że zwiała. W sumie, to nie w jej stylu. Zapewne jest coś czego nie wiemy, ale dowiemy się później. Niemal natychmiast rozdzieliliśmy się, by znaleźć ta idiotkę jak najszybciej. Co jeśli jakiś niewydarzony pomiot wtargnie do Akademii i się na nią rzuci? W swoim obecnym stanie Soraya nie da rady się obronić. No po prostu idiotka! Pobiegłem korytarzem w stronę sali, gdzie przechodzi się Próby Przejścia. Zatrzymałem się przed drzwiami do niej, ponieważ coś mi nakazało tak postąpić. Wtem otworzyły się drzwi, a w nich, z czarnym smoczym jajem w ręku, stała Arrow. Przybliżyłem się do białowłosej dziewczyny, obejmując ją lekko w pasie. Uśmiechnąłem się do niej, ignorując dziwne uczucie przyciągania, które kazało mi wejść do środka tej komnaty. Światła wokół nas lekko zamrugały. To dlatego, iż nastąpił skok energii. Co się dzieje, do cholery jasnej..?! Ukryłem swoje zdenerwowanie pod jeszcze szerszym uśmiechem.
-- Znowu ty? -- spytała dziewczyna uśmiechając się do mnie w odpowiedzi.
-- Tak, to ja -- odpowiedziałem po chwili. Rozejrzałem się po korytarzu. Wciąż miałem nadzieję, że gdzieś tu znajdę moją zabawiającą się w uciekinierkę, siostrunie. -- Widziałaś może moją siostrę? Tak jakby nawiała ze skrzydła szpitalnego... -- rzekłem ciągle się rozglądając. Wtedy usłyszałem... głos. W mojej głowie. Spojrzałem na wnętrze sali, gdzie znajdowały się smocze jaja. Czy to możliwe..? Puściłem Arrow i udałem się w głąb pomieszczenia. Światła mrugały co po chwilę. Energia, którą tak doskonale wyczuwałem, buzowała wokół. Nogi prowadziły mnie prosto do jednego z jaj. Im bliżej niego byłem, tym głos w mojej głowie stawał się głośniejszy, bardziej wyrazisty. Dotarłem do jaja, czarnego o średniej wielkości, z połyskującą niczym diament skorupą. Bez wahania położyłem na nim prawą rękę, a po chwili poczułem jak na skórze wypala mi się słynne znamię jeźdźca. Więc jednak.
Zostałem wybrany...
Samiec, wybrał mnie samiec kryształu. No tak. Tylko i wyłącznie Kryształowce występują w mojej rodzinie. Od zawsze tak było. Złapałem pewnie moje jajo, po czym zacząłem kierować się do wyjścia. Więź z tym małym pisklakiem w środku już zaczęłam się zacieśniać. Powinienem się z tego cieszyć, jednak nie potrafiłem. Nie, kiedy moja siostra jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
< Arrow? Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz