Wracałam już od Adris, nie były zadowolona z faktu, iż Zula opuściła oddział, ale również nic na to poradzić nie mogła. Moja siostra zawsze taka była, nie potrafi wysiedzieć nawet jeśli coś jej zagraża, lub coś jej jest. Zawsze uważa, że inne sprawy są ważniejsze niż ona sama.
Na korytarzu spotkałam Avena, wytuliłam go za wszelkie czasy, a ten radośnie pomrukiwał.
-No na prawdę dziwny z ciebie tygrysek wiesz Aven?-powiedziałam, ten spojrzał na mnie swoimi hipno-oczkami. Kiedy wstałam mało co zawału nie dostałam..Niespodziewanie ktoś na mnie wpadł.
Myślałam, iż byłam tu sama, a korytarz był pusty, ale cóż.. Nawet nie byłam przygotowana na takie spotkanie.. Już łapałam się ściany gdy pojawiłam się w ramionach wysokiego mężczyzny.
Okazał się nim brat Sorayi, Matayas. Przez krótką chwilę byliśmy w bezruchu.
Westchnęłam. Facet wydał się bardzo rozproszony, może dlatego też nie widział, że tu jestem i wpadł na mnie? Sama nie wiem, ale jedno wiem na pewno. Nie lubię jak ktoś mnie podnosi!!
-Już możesz mnie odstawić..-rzekłam.
<Matayas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz