16 kwietnia 2017

Od Sorayi CD Naxia/Zorino

    


Naxia i Zorino przystali na moją propozycję, cóż.. Ucieszyłam się poniekąd. Moja druga strona, ta bardziej wrażliwa, zaczynała przejmować nade mną kontrolę. Ale co do tamtego śmiecia, dla niego żadne z moich wcieleń nie ma litości. Przeprosiłam moich przyszłych gości na monet, po czym skierowałam się do zaułka, w którym zostawiłam agenta Ciernia. Leżał, ledwo oddychał, lecz to były jego ostatnie wdechy i wydechy. Podeszłam do niego i szybkim ruchem, bez jakiegokolwiek słowa, skręciłam kark, trochę musiałam się przy tym namęczyć, w końcu facet był jeszcze raz tak wielki jak ja. Kiedy już się z nim uwinęłam, zmówiłam krótką modlitwę i odeszłam, zostawiając go tak. Nie miałam żalu by to zrobić. Zaatakował dwoje ludzi, mógł ich zabić. Ja wyświadczyłam jedynie przysługę Śmierci. W końcu, jako jeden z Demonów Południa, tak nakazują zasady..
        Wróciłam do dwójki, nie takich już obcych, uśmiechnęłam się delikatnie jak gdyby nigdy nic i gestem nakazałam, by szli za mną.
        – Dobrze, że przystaliście na moją propozycję. Eter, zwłaszcza nocą, bywa niebezpieczne. Lepiej się nie wychylać samemu. – Odwróciłam się do nich, a ci przyglądali mi się z zainteresowaniem, oraz strachem. – Mój dom jest na uboczu, tam nikt nie będzie nam przeszkadzać. Jest nad samym morzem, mam tylko nadzieję, szum fal nie będzie wam przeszkadzać.
   
        

Szliśmy już dobre dwadzieścia minut. Rozmowa się jakoś nie kleiła, zresztą było już późno. Pewnie byli zmęczeni po podróży. Ja też już chciałam położyć się spać, gonitwa za tym fagasem dopiero teraz dała mi się we znaki.
        – Sorayo – usłyszałam swoje imię, więc przystanęłam i spojrzałam pytająco na chłopaka za sobą. – Musimy ci coś wyjaśnić. Nadzieję mam, iż zrozumiesz i nie osądzisz nas pochopnie. – Jego słowa lekko mnie zaniepokoiły, czyżby faktycznie byli agentami Ciernia? Naxia chwyciła swojego towarzysza za ramię, jakby chcąc powstrzymać go przed tym, co chciał powiedzieć, lecz ten kontynuował. – Otóż, wielu ludzi ma nas za demony.., potwory, które nie powinny żyć. Lecz czuję, że ty taka nie jesteś – rzekł i ściągnął kaptur. Naxia, zrezygnowana poszła za jego przykładem. – Jesteśmy Wilkokrwistymi, pół wilkami.
        Jego wyznanie zaskoczyło mnie, a to bardzo ciężkie zadanie. Ja tu myślałam, że to tajniacy a oni to mieszańcy... Uśmiechnęłam się szczerze, po raz drugi tego dnia. Odwróciłam się do tej dwójki przodem i patrząc każdemu po kolei w oczy powiedziałam.
        – Jestem właśnie taka. – Moje słowa sprawiły, że drgnęli. Obawa wstąpiła na twarz Zorina. – Jest tylko jedna mała rzecz, która mnie od tych wszystkich innych odróżnia – rzekłam poważnie. Podeszłam do tego chłopaka blisko, może i za blisko nawet, ale chyba mu to nie przeszkadzało. – Dla mnie największymi potworami są ludzie. Ludzie, którzy zabijają bez powodu. Ludzie, którzy dla władzy, potęgi i sławy niszczą wszystko, co stanie im na drodze. Tylko takich uważam za potwory, i sama uznaję siebie za takiego. Także, z mojej strony nic wam nie grozi. Jesteście inni, wyjątkowi. Mnie to pasuje. – Na koniec uśmiechnęłam się delikatnie. Moje słowa chyba ich zaskoczyły, chyba nawet bardziej niż ich wyznanie mnie. – No dobra, chodźcie. Mój mały pisklak ponoć dzisiaj miał się wykluć, a mnie przy nim nie ma. Władze Akademii już są na mnie cięci, więc pośpieszcie się! – krzyknęłam za nimi kiedy tamci zostali w tyle...


< Och Zorinie, jakiś ty odważny... :) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz