Patrzyłam z obrzydzeniem na tego drania. Nie ważne kim, lub czym był. Dla mnie był nic nie wartym śmieciem. Zabiję go, ale najpierw się trochę z nim pobawię. O tak. Sprawię, że zacznie żałować iż się urodził. Przycisnęłam gościa jeszcze mocniej do brudnej od ulicznego kurzu i jego własnej krwi, ściany.
– To on, prawda? On cię nasłał? – warknęłam lecz nie doczekałam się odpowiedzi. Facet chwycił moją nogę, chcąc ją odepchnął i wykręcić, jednak ja to przewidziałam. Korzystając z siły obrotu, jaką pomógł mi osiągnąć, wykonałam przerzut ciałem opierając się na rękach, po czym drugi raz dałam posmakować mu mojej pięści. Nie poprzestałam na tym. Pochwyciwszy go mocno za przydługie włosy, pociągnęłam w dół jednocześnie zadając mu silny cios kolanem. Usłyszałam charakterystyczny odgłos łamanych kości. Cóż, i tak nie był zbyt urodziwy, więc złamany nos jedynie zwieńczy obleśny wygląd jego gęby. Ten jęknął, chwycił się rękami za twarz, po której lała się czerwona posoka. Chciał uciec.. Akurat, nigdy mu na to nie pozwolę. Złapałam go za szmaty i jeszcze raz rzuciłam na ścianę. Ten osunął się po niej, ledwo trzymał się na nogach. Och, biedny... Chwyciłam go za te tłuste kudły i siłą zmusiłam do wstania. Kopniakiem ponownie wpasowałam go w mur, aż tynk odleciał w jednym miejscu.
– Gadaj, albo znajdę twoją rodzinę i to ją zamiast ciebie będę torturować... – wysyczałam mu o ucha.
– J-ja.. Ja nie mam... rodziny.. - próbował grać twardego. Uśmiechnął się cwanie nawet. Co za marny kłamca..
– Nowa obrączka na twoim palcu mówi mi co innego – odpowiedziałam mu. Faceta przeszedł dreszcz. – Jeśli Cierń otacza się takimi bezmózgimi, tępymi idiotami, to jego panowanie raz dwa się skończy.
– Cierń jest jedynym władcą..! – wykrzyczał, ale ja spoliczkowałam go tak mocno, że prawie zemdlał.
– Cierń nigdy nie będzie władać ani Dragoso ani żadnym innym królestwem. Jego koniec jest już bliski. Pożałuje, że odważył tknąć nasze królestwo...! – wykrzyczałam i kopnęłam tego palanta w brzuch. Po raz trzeci wylądował na ścianie, zalany własną krwią i potem. Moja stopa idealnie wpasowała się w jego zagłębienie szyjne.
– Jego... agenci... są.. wszędzie... – wysapał z trudem. – N-nawet.. Akademia.. n-nie jest.. bezpieczna... – wreszcie zaczął sypać. Na to czekałam. Moje spojrzenie wywiercało w nim dziurę. Czułam jego strach, i to jak drży na całym ciele.
– Chce mi się rzygać na twój widok.. – powiedziałam i splunęłam mu pod nogi. – Zabójca poprzedniego króla i jego doradcy, generała Dreyara, czy są tutaj? – spytałam.
– Dragoso.. już.. przepadłooo... – zakaszlał, a kilka kropli jego ohydnej krwi przyozdobiło moją bluzę. – Nie ma króla... ani generała... Nikt was nie ocali.. – zaczął coraz bardziej bełkotać.
– Zadałam ci pytanie śmieciu! – wrzasnęłam. Moja złość zaczynała przeradzać się w istną furię. – Czy oni tu są, gadaj!!!
– Są... – to właśnie chciałam usłyszeć. Nagle, kilka cieni zatańczyło na murze obok mnie. Obróciłam głowę w prawo i moim oczom ukazały się dwie zakapturzone postacie. Stały tyłem do mnie, jednakże światło pochodzące z pobliskich latarni pozwalało mi dostrzec jak się czają. Moje szare komórki zaczęły pracować na przyspieszonych obrotach. Co jeśli to pałacowi strażnicy lub, co gorsza, kolejni agenci Ciernia?
– Kim jesteście? – zawołałam, cały czas trzymając się na baczności oraz tamtego, ledwo zipiącego śmiecia.
< Naxio,Zorinie (?), czy okażecie się wrogami, czy sprzymierzeńcami..? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz