Zgodnie z rozkazem Sorayi, niedługo potem byłem obok Elfki i Sorayi. Przymknąłem oczy. Niech ktoś przyjdzie z pomocą! Spojrzałem na Sorayę. Rzecz jasna chciałem zaprotestować, ale nie było mowy. Spojrzałem przed siebie i krzyknąłem. Wokół kostki sprzymierzeńca Ciernia zawiązał sie jakiś chwast, a parę sekund potem jego głowa leżała u moich stóp. Bleeh. Ochyda. Spojrzałem na Xerdę. Czy to Adris kontrolowała tę roślinę czy Xerda?
- C-co? - spojrzałem w górę. Tuż nad nami przeleciała Qare i uderzyła łapą parę sługusów. O! A na smoku i tata i mama! Super! Nie musiałem ich szukać. Wyjaśniłem co mamy zrobić. Rodzice spojrzeli na siebie zniepokojeni, ale w końcu się zgodzili. Wsiadłem z Xerdę na Qarę. Smoczyca uniosła się w górę i poleciała w stronę Akademii. Nagle Qara ryknęła i spadła na ziemie. Poturlałem się na parę metrów i z trudem wstałem. Na szyi i ramieniach Qare były dość pokaźne rany wywołane poparzeniem. Moja matka podeszła do tych ran i położyła na nim ostrożnie dłonie.
- Musicie uciekać, trochę potrwa uleczenie tych ran... - powiedziała, patrząc na ranę. Przełknąłem ślinę i spojrzałem na tatę. Ojciec mial zamiar zostać z mamą.
- Dobrze... - szepnąłem i pobiegłem z Xerdą w stronę Akademii. Usłyszałem jak Xerda przeklnęła. Spojrzałem za siebie. Widziałem jak miecz Xerdy leżał parę metrów stąd, mój miecz także poleciał dalej. Xerda zamknęła mocno oczy jakby chciała przywołać jakieś zwierzę. Chociaż to raczej Adris zacisnęła chwasta na kostce sługusa Ciernia. A jednak nie! Już widziałem jakąś przeudo mysz o żółtym kolorze. Uczy jak u królika, a na policzkach czerwone rumieńce. Na plecach trzy brącowe pasy. A ogon jak piorun. Podbiegł do nas z naprawdę daleka w parę sekund. Jakiego miał speeda! Tak pomyślałem.
- Pika - usłyszałem bardzo piskliwy głos tego stworzonka. Co to ma być? Zwykłe "Pika" i nic innego?
No Xerdziu, naprawdę się... - niedokończyłem, bo z gigantycznym zdziwieniem patrzyłem atakującego poirunami zwierzaka.
- Wow... - szepnąłem i wziąłem swój miecz, Xerda również.
<Xerda? Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz