15 kwietnia 2017

Od Naxii

Siedziałam na pieńku i patrzyłam jak inni się bawią. Płomienie ogniska ogrzewały moją skórę i dawały światło, byliśmy tu już od 17:00..Zawsze imprezy były najlepsze, bo w naszym gronie. Wszyscy tańczyli doskonale...no w miarę dobrze. Ja nigdy nie miałam talentu do tańca, a przynajmniej ja tak uważałam. Zorino oderwał się od pół lisicy Mii i podszedł do mnie wyciągając rękę.
-Zori..-nie dokończyłam bo podniósł mnie i zaprowadził na środek "parkietu". Ustawił moje dłonie jak do tańca i spojrzał swoimi pomarańczowymi oczyma.
-Jeden taniec ze mną przecież ci nie zaszkodzi-powiedział i puścił mi oczko. Uśmiechałam się do niego. Zawsze taki był, nie może zostawić mnie w spokoju, ale za to właśnie go uwielbiam. Gdyby nie on siedziałabym jak kołek przez całą noc. Po tańcu z Zorino, usiedliśmy wszyscy przy wielkim drzewie, gdzie mieliśmy rozbite swoje namioty. Razem z Zorino spojrzeliśmy ku sobie i zaczęliśmy żegnać się z grupą fantastycznych osób, z którymi spędziliśmy kilka cudownych lat. Najgorzej było mi się pożegnać z Eriką, to ona pierwsza była za tym byśmy dołączyli do ich grupy. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami.
-Uważajcie tam na siebie, i życzę przyjemnej podróży-rzekła i przytuliła mnie mocno. Do oczu napłynęły nam łzy, tak ciężko mi było opuszczać to miejsce. A już jutro rano wyruszymy i pożegnamy się na dobre z naszą grupą. Gdy już wszyscy porozchodzili się do swoich namiotów, my zrobiliśmy to samo.
-----
Wstaliśmy wcześnie rano, słońce już wschodziło. Raz jeszcze spojrzałam na nasz "dom" i wyruszyłam za Zorino.
-Nie martw się, przecież nie jest powiedziane, że ostatni raz ich widzimy. A kto jak nie my uratujemy ich wszystkich przed nadchodzącym Cierniem?-powiedział i objął mnie silnym ramieniem. Tak wyruszyliśmy w drogę, która zapowiadała się na bardzoo długą.
----
Przechodząc przez polany należące do ludzi uważaliśmy najbardziej. Nigdy nie wiadomo, jak by zareagowali na widok pół-wilków...często przez ludzi byliśmy nazywani demonami. Cóż nie byłam na nich za to zła, mają prawo się bać w końcu żyjemy w takich a nie innych czasach.. Cierń mógł im wyrządzić krzywdę.. Wolą nikomu nie ufać.
-Jak myślisz jakiego będę miał smoka? Sam myślę, że żywioł ogień pasuje do mnie najlepiej..a może ziemia? hmmm-mówił Zorino. Zatrzymałam się gwałtownie, usłyszałam głosy. Już po chwili zobaczyliśmy piętnastu ludzi uzbrojonych w miecze, łuki i strzelby. Nie mieli do nas dobrego nastawienia. Szczęście, że mieliśmy ukryte uszy pod kapturami i naszych ogonów nie było widać.
-Nie chcemy nic złego. Udajemy się na wyspy Dragoso-powiedziałam łagodnie. Wciąż obserwowałam ludzi, nigdy nie wiadomo co im strzeli do łba..
-Skoro tak to już idźcie-rzekł. -Jazda!-zawołał wrednie. Odbiegliśmy od nich, po chwili mój kaptur zwiał wiatr.
-Nie..nie..nie-szeptałam. Zorino zorientował się o co chodzi.
-Co tu robicie! Wy demony chcecie znów odebrać nam ziemie?!-wołał jeden z ludzi, a reszta się dołączała.
-Demony.. demony-tylko to było słychać. Przyśpieszyliśmy biegu, gonili nas, na szczęście jednak szybko im się to znudziło. Po długich godzinach biegania, zrobiliśmy się zmęczeni.
-Musimy znaleźć schronienie gdzie moglibyśmy się przespać. W tych rejonach jest zbyt zimno by leżeć na ziemi. A już jest późno-powiedział Zorino. Zgadzałam się z nim w pełni, ale gdzie znajdziemy te schronienie? A jak tak to i tak pewno ktoś tam będzie i nie będzie za tym byśmy tam przenocowali.. Mimo to zaczęliśmy szukać czegoś..
-----
Weszliśmy do starej małej chatki, było w niej ciemno, ale nie było w środku nikogo.
-Opuszczona chata. Pewno nawiedzona-rzekł rudzielec i zaśmiał się patrząc na mnie.
-Ha ha ha bardzo śmieszne-odrzekłam. Był tam jeden pokój z łóżkiem.. ach..to za mało..
-Idź do łóżka, ja zdrzemnę się na podłodze-zaproponował Zorino, ale nie mogłam się na to godzić.. Może zachorować, jest tu bardzo zimno, widzę jak mu zimno...z resztą mi też..
-Musi być sprawiedliwie...Nie pozwolę ci zmarznąć!-powiedziałam stanowczo. Rudy spojrzał na mnie i rozłożył się na łóżku przykrywając się grubą ciężką kołdrą, spojrzał na mnie znacząco.
-Na co czekasz? Zamarzniesz.-rzekł.
-Ty sobie chyba żartujesz..-powiedziałam. On jednak ciągle patrzył na mnie i czekał. Fakt.było mi zimno..ale spać z nim? To łóżko jest dla jednej osoby..nie dla dwóch!
-No chodź.-rzekł. Przewróciłam oczyma i położyłam się obok niego..cóż było małe więc leżeliśmy ściśnięci. Ciągle się trzęsłam, po chwili poczółam dłonie Zorino, no tak nie mógł sobie odpuścić.. Ale było mi miło..czułam się bezpiecznie..
-No, powiem ci, że zaskakujesz mnie-powiedział cicho.
-O co ci chodzi?-zapytałam.
-Nieważne-rzekł i zamknął oczy. Po chwili zrobiłam to samo.
-----
Kolejny dzień był tak samo wykańczający jak ostatni, chodź mieliśmy na pewno lepiej niż by mieli ludzie, którzy po dziesięciu minutach biegu męczą się.. My Wilkokrwiści możemy biec godzinami. Dotarliśmy do granicy po dwóch dniach. Przepłynięcie przez ocean zajęło nam kolejne trzy dni. W końcu dotarliśmy do wysp Dragoso.
-----
Cała wyspa była ogromna i piękna, chodź widziałam już lepsze widoki, to ten jednak mnie zachwycał.
-Jesteśmy !-zawołał radośnie Zorino. Już po kilku minutach biegliśmy wzdłóż plaży. Oczywiście nadal mieliśmy czarne peleryny kryjące nasze ogony i uszy, ja sama nie byłam jeszcze gotowa by pokazać się komuś w pełnej odsłonie. Dopiero gdy przejdziemy Próbę Przejścia... o ile ją przejdziemy...nie jesteśmy przecież ludźmi. Przechodząc przez miasteczko, słyszałam wiele opowieści na temat dziwnych stworów i innych..natknęłam się również na obrażanie naszej rasy.. Nie było to miłe, ale co zrobić.. Zatrzymaliśmy się przy Akademii, nagle kogoś usłyszałam.
-Kim jesteście?-zapytał kobiecy głos.
<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz