Soraya, była pierwszym człowiekiem, który nie patrzył na nas jak na potwory. Bałam się, lecz widać było, że Soraya jest w porządku. Zorino postanowił jej zaufać, ja uczynię to samo, chodź nauczona jestem tego by uważać na każdego.
– No dobra, chodźcie. Mój mały pisklak ponoć dzisiaj miał się wykluć, a mnie przy nim nie ma. Władze Akademii już są na mnie cięci, więc pośpieszcie się! –krzykła i pobiegła zostawiając nas w tyle. Szybko ją dogoniliśmy, w końcu ma się te umiejętności. Musieliśmy zwolnić by dotrzymywać tępa Sorayi, my Wilkokrwiści biegamy o wiele szybciej.
---
Soraya wpuściła nas do swojego domu i od razu pośpieszyła do pokoju, w którym jak mniemam było jej Smocze Jajo. Sama już rozmyślałam na temat swojego smoka, jeżeli w ogóle przejdę próbę.. chodź nawet nie wiem czy dopuszczą nas do próby..
Zostawiłam torbę w korytarzu i poszłam za Sorayą, tu nie musiałam się kryć więc zdjęłam również pelerynę ukazując przy tym i uszy i ogon. Zastałam Sorayę siedzącą na podłodze, była odwrócona do mnie tyłem, ale wydawało mi się, że trzymała jajo.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz