Dotarłem do Akademii przed czasem, co jak na mnie było absolutną nowością, choć pogawędka z Arianą już nie. Ja i Vihar postanowiliśmy poczekać na komisję, siadając przy oknie. Nawet ja mogłem dostrzec piękno miasta Dragoso. Miasta, które powoli umierało. Nie pochodzę stąd, ale wiem o tym miejscu więcej, niż niejedni jego mieszkańcy. W końcu, to część mojej pracy. Wiedzieć wszystko o wszystkim i o wszystkich. To jedna z moich zasad, lecz jak to bywa od każdej zdarzają się wyjątki. W moim przypadku jest podobnie. Istnieje jedna osoba, której nie udało mi się rozgryźć do końca, mimo prawie dwuletniej współpracy. Ona podważyła moje wartości, cały światopogląd. Sprawiła, że w pewnym momencie nawet zacząłem wątpić w samego siebie. Przecież jestem wielkim Drake'em Axallem! Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma kobiety, która by mi się nie oparła, a jednak... Na mojej drodze pojawiła się ona. Jedyna wśród ludzi, która mi dorównała sprytem i umiejętnościami. Choć sam nigdy tego nie przyznam, to imponowała mi. Była jedyną kobietą, która mi się oparła. Jedyną...
Rozmyślając tak o pewnej damie, o oczach tak zjawiskowych niczym poranna burza, obok mnie zjawiła się Ariana. Posłałem jej ostrzegawcze, nawet lekko wrogie spojrzenie. Nie wiedziałem czego konkretnie mogę się po niej spodziewać, dlatego nie odezwałem się. Czekałem, aż sama coś powie, i tak też się stało.
– Jesteś niezły, dawno nie miałam do czynienia z taką osobą jak ty – rzekła. Gołym okiem było widać, iż słowa przechodzą jej przez gardło z niemałą trudnością. Uśmiechnąłem się do niej, lustrując ją kolejny raz. Ta mała ma coś w sobie. Ma temperament, a mnie to kręci. Zeskoczyłem z parapetu i powoli ruszyłem w jej stronę. Już chciałem otworzyć usta, kiedy na horyzoncie pojawił się ktoś, kogo w życiu nie spodziewałem się tutaj spotkać. Dostrzegła mnie w tej samej chwili, co ja ją. Jej oczy, tak charakterystyczne, i piękne, utkwiły się we mnie wyrażając szok, by po chwili zastąpić go czystą furią. Ja zareagowałem tak samo. Poczułem, jak krew odpływa z mi twarzy. Wszystkie moje mięśnie się napięły. Straciłem nad sobą kontrolę na dosłownie parę sekund, to wystarczyło, by Ariana zorientowała się, że coś jest nie tak. A było, i to bardzo bardzo nie tak.
– Co ty tutaj robisz?! – Wykrzyczeliśmy w tym samym momencie. Jedyna istota ludzka, która była zdolna mnie rozszyfrować, i jedyna, która potrafiła mnie pokonać, właśnie stała kilkanaście metrów ode mnie. Mój wróg i przyjaciel w jednym. Soraya Dreyar.
<Ariano, co sądzisz o tej dwójce? Którą stronę wybierzesz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz