22 kwietnia 2017

Od Drake'a Do Ariany/ Antonia

O żesz, tego to się absolutnie nie spodziewałem. Ochroniłem Ariś w ostatniej chwili. Nie powiedziałem ani słowa, kiedy brunetka ruszyła do ataku. Ja teraz najbardziej bałem się o Ildirim, o to, że coś może stać się Arianie i..., nie. Nie powiem tego. Ona z pewnością sobie dobrze radzi. Zawsze to robi. 
Poczułem, jak rodzi się we mnie prawdziwy szał. Jakim cudem ja nic nie wiem o tym ataku?! Kurna.. Jest źle, bardzo, bardzo źle. Moje przypuszczenia o zdrajcy w Akademii muszą być trafne. Mało tego! Ktoś pewnie zablokował dojście do mnie informacji o dzisiejszym ataku. Ktoś zlikwidował mojego informatora.
Fatalnie...
-- Drake! Ruszysz szanowny tyłek, czy nie?! -- Ariana wrzasnęła w moją stronę. Leżała na ziemi, a jakiś stwór z armii Ciernia, próbował ją ugodzić mieczem. Ariś blokowała go jak mogła. W końcu udało jej się odepchnął i zabić potwora. Antonio tym czasem, również włączył się do walki, lecz było widać, że się boi. Ach, nastolatki...
Chwyciłem za mój miecz, zacząłem iść w kierunku wrogów, którzy nas otoczyli ze wszystkich stron. Było ich naprawdę sporo, ale nadal za mało. Jestem Demonem Południa, najlepszym w swoim fachu. Królem morderców i złodziei. W mojej prawej ręce pojawił się pistolet. Nie byle jaki. Sam go zaprojektowałem razem z Oktayem Dreyarem. Strzeliłem prosto w łeb poczwary, chcącej zaatakować Ariś od tyłu. To było to. Impuls powodujący, że zapragnąłem zatłuc każdego, kto wejdzie mi w drogę. Ruszyłem do przodu. Mój miecz przeciął najbliższego demona na pół, ochlapując mnie czarną juchą.
-- Wkurzyliście mnie... -- szepnąłem pod nosem. Z szybkością błyskawicy, znalazłem się za Antoniem. Powaliłem na glebę dwa potwory na raz. Schowałem broń do kieszeni wewnętrznej kurtki, po czym wkładając palce do ust, gwizdnąłem tak głośno, że chłopakowi obok mnie prawie bębenki w uszach popękały. 
-- Vihar!!! -- Krzyknąłem w przestrzeń, i chwilę później obok mnie wylądował mój wilczy przyjaciel. -- Leć do Akademii, zostaw tam Ildirim, a kiedy już to zrobisz, leć do niej... -- Vihar kiwnął mi na znak zrozumienia. Zaatakował obok siebie trzech wrogich żołnierzy, rażąc ich wyładowaniem elektrycznym. Kiedy tamci padli na złoto-czarny piach wbił się w powietrze. Ja dopadłem do Ariany, zasłaniając ją od tyłu.
-- Antonio, mam nadzieje, że nie boisz się widoku krwi. Ariś, zabawmy się... -- rzekłem i zaśmiałem się dziko, takim śmiechem, że na ciele mojej towarzyszki pojawiła się gęsia skórka. Pora pokazać, na co stać wielkiego Drake'a Axalla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz