Poszedłem za Arianą do jej
pokoju. Chciałem zobaczyć, jak wygląda jej smok, czy będzie
konkurencją dla mojego Ildirim. Kiedy przekroczyłem próg pokoju,
zobaczyłem jak w ramionach dziewczyny spoczywa małe czerwone
stworzenie, które w przyszłości będzie potężne, ziać ogniem i
z pewnością podpali nie jednemu włosy. Mały dostrzegł mnie,
zeskoczył z jej ramion i przypałętał się do mnie. Dobrze, że
obok mnie nie ma teraz Vihara, mógłby być lekko zazdrosny.. Smok
podszedł do mnie i, skubany, zaczął gryźć moje buty! Nosz
kurna..!
– Ej, spadaj! – krzyknąłem
i zrobiłem krok do tyłu. Ariana, zamiast jakoś opanować tego
swojego stwora, zaczęła się śmiać. – No pięknie, więc tak
się mścisz za przegraną?
Brunetka, cały czas się
śmiejąc, zabrała w końcu ode mnie tego gryzaka. Całe szczęście,
bo jeszcze chwila, a bym musiał inwestować w nowe buty...
– Urwis z niego –
zagruchała dziewczyna, biorąc smoka na ręce. Ten popatrzył na nią
i jakby się uśmiechnął? Tak po smoczemu. Ciekawe, czy mój smok
też taki będzie, jeśli tak, to ja dziękuję.
– No nic.. Dobra, Ariana, ja
spadam. Mam parę rzeczy do załatwienia – powiedziałem rzucając
dziewczynie miłe spojrzenie. – Jak chcesz, możemy się spotkać
jeszcze dzisiaj.
– Się zobaczy.. – rzekła,
pomachała mi na do widzenia, a ja wyszedłem.
Zbliżało się południe, jak
ten czas leci. Po Viharze ani śladu, co jest dobrym znakiem. Jest
świetny w szpiegowaniu, wręcz nie ma sobie równych. Na ulicach
było coraz więcej ludzi. Dzieciaki biegały wesoło krzycząc i się
bawiąc. Przypominały mi moją siostrę. Rany, ale ja już jej długo
nie widziałem..! Poczekaj, droga siostrzyczko, jestem już coraz
bliżej celu. Już niedługo cię uwolnię.
Przechodziłem obok jednej z
uliczek, kiedy do moich nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach
zakrzepłej krwi. Przystanąłem w miejscu zaniepokojony. Na wszelki
wypadek wyostrzyłem swoją czujność. Ruszyłem w głąb zaułka.
To co zobaczyłem lekko mnie zaskoczyło. Leżały tam zwłoki
jakiegoś pobitego faceta. Z tego, co widzę, nie mia na przyjemnej
śmierci. No nic, zmówiłem krótką modlitwę, jak to mi nakazują
zasady. Jako jeden z Demonów Południa, muszę przestrzegać pewnych
zasad. Mimo, iż zabijanie nie raz spłynęło na mnie swoim
grzechem, tą krztę godności należy dać każdemu. Nawet
śmiertelnemu wrogowi. Odszedłem stamtąd szybko, jeszcze ktoś mnie
posądzi o zamordowanie tego typka. Ta, jeszcze czego... Nie dam się
wkręcić w żadne takie.
Przechadzałem się po targu,
kiedy nagle, w tłumie dostrzegłem znajomego, czarnego kuca. Jej
włosy falowały na lekkim wietrze, niczym tren sukni. Soraya.. Co
ona tu robi? I, dlaczego, zawsze musimy na siebie trafiać? Chcąc
nie chcąc, zacząłem kierować się w jej stronę i wtedy
zobaczyłem, jak ludzie wokół niej się rozstępują, na jej
ramieniu, niczym czarny ogień, lśniło coś... Coś, co z bliska
wygląda jak.. Jak smok?! Przyspieszyłem nieco, by dogonić Dreyar,
lecz nie było to łatwe. Ludzie wokół utrudniali mi dojście.
Gapili się na nią i na jej małego towarzysza, jakby sam Bóg
Światła zstąpił na ziemię.
– Widzę, że przyszłaś
pochwalić się swoim specjalnym smokiem – rzekłem a Soraya
odwróciła się w moją stronę. Na samo dzień dobry, na jej twarzy
malowało się zagniewanie, i to nie ja akurat byłem jego powodem.
Jak tylko nasze spojrzenia się spotkały, jej oczy pociemniały
jeszcze bardziej.
– Jeszcze ciebie tu
brakowało.. – burknęła niezadowolona i, chcąc mnie jak
najszybciej wyminąć, ruszyła w przeciwległym kierunku. Chwyciłem
ją dość mocno za ramię, już otwierałem usta by coś powiedzieć,
ale gad na jej ramieniu syknął ostrzegawczo. Puściłem ją niemal
natychmiast. Kryształowce to jedne z tych najbardziej
niebezpiecznych smoków, lepiej z nimi nie zadzierać. – Będziesz
cicho w końcu..?! – Soraya niemal wrzasnęła na swojego smoczka.
– Od tych twoich krzyków rozbolała mnie głowa, ty głupi
szczurze..! – I, niczym burza, przemknęła wściekle przez tłum.
Po drodze minęła Arianę ze swoim ognistym smokiem, prawie ją
potrącając. – Prze-przepraszam...
– O cześć Ariś! –
zawołałem do brunetki.
<Ariana?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz