17 stycznia 2020

Od Hal'a Cd. Libby

Trzeba uczciwie przyznać, że propozycja szarowłosej była niesamowicie kusząca. Czułem nadal silny, rwący ból w nodze. Rana nie była dobrze zasklepiona i obawiałem się, że większy wysiłek może zbyt mocno ją nadwyrężyć. Jednak nie mogłem pozostać tu tak długo jak tego oczekiwała. Z pewnością nie bez miecza. Czułem się bez jego kojącego ciężaru jakoś pusto, wręcz nago. To była jedyna pamiątka i o ile nie lubiłem zdejmować go do treningów, które trwały zaledwie parę godzin, tak pozostawienie tak silnego oręż na parę dni było dla mnie nie do zniesienia. Dostał nawet własne imię. Fraynir. Był to dość długi półtorak o niezwykle ostrym cięciu. Idealnie wywarzony. O skromnym jelcu, skórzanej pochwie oraz głowicy w kształcie wilczej głowy, której oczy mieniły się błękitem akwamarynu. Na zbroczu widniał za to misterny napis w obcym języku, którego nigdy nie udało mi się odczytać. Przeczuwałem, że to też było swego rodzaju wskazówką. Ten napis coś znaczył. Coś ważnego i prawdopodobnie bliskiego Starszemu Bratu.
Mruknąłem niezadowolony, a następnie zgarniając z ziemi patyk,przesunąłem się na piaszczystą ścieżkę. Stawiając pierwsze znaki uchwyciłem kątem oka jakiś ruch w okolicach bramy. Podniosłem delikatnie spojrzenie, ale nie dostrzegając niczego podejrzanego wróciłem do treści przekazywanej wiadomości.

"Zostawiłem w karczmie bardzo ważną rzecz. Muszę po nią wrócić"

Dziewczyna przesunęła wzrokiem po niewyraźnych literach, krzywiąc delikatnie nos, zapewne na odwrotne pismo. Zawsze podczas zmęczenia czy stresu, zaczynałem pisać tak jak się nauczyłem. Byłem leworęczny, więc ten sposób zapisu pozwalał na nie rozmazywanie atramentu.

- W takim razie zostań, napisz mi gdzie i co zostawiłeś, a ja po to pójdę - jak widać, całe szczęście, szarowłosa zrozumiała

Jednak na ten pomysł potrząsnąłem głową, delikatnie odsuwając się w tył. Nie mogłem pozwolić by, ktoś obcy dotykał Fraynira. Zresztą wątpię aby dziewczyna była zachwycona przemytem takiej broni. W miastach nie wolno było nosić na widoku tak ciężkiej broni. Co innego sztylet czy proca które nie mogły wywołać w tłumie takiego szumu. Bardzo chętnie z tego prawa korzystali nożownicy, którzy już nie raz podrzynali nieświadomym ofiarom gardła, by następnie ulotnić się w tłumie. Takich osób nie sposób było wytropić o najwyraźniej Civa miał z takim często doczynienia.

"Muszę tam być"

Odpisałem jedynie na prędce, a następnie skłoniwszy głowę w wyrazie szacunku, ponownie ruszyłem w kierunku bramy. Za sobą usłyszałem westchnienie irytacji oraz stanowcze kroki na piasku. Po chwili też dziewczyna zrównała się ze mną, aby ramię w ramię, opuścić wrota Akademii.

***

Droga do karczmy przebiegła be większych komplikacji i już po chwili witałem się z właścicielem. Był to potężny mężczyzna z lekką siwizną pomiędzy czarnymi lokami. Oczy miał dość małe, ale wiecznie rozbawione i ciepłe. Jego policzki były często lekko zaróżowione od gorąca jakie buchało z pieca w którym przygotowywał posiłki. Miał żonę o pięknych, przyciągających uwagę złotych włosach, które splecione w warkocz sięgały linii bioder, a także dwóch synów i maleńką córeczkę. Skinąłem głową, a gospodynię na powitanie ucałowałem w dłoń.

- O! Raczył się pojawić nasz książę! Gdzie ty się podziewałeś?! Dwa dni żem cię nie widział! Maroll już się martwiła

Przez twarz przebiegł mi delikatny uśmiech. Znałem tych ludzi już od dobrych paru lat, a oni doskonale wiedzieli o Starszym Bracie. Prawdę powiedziawszy to pod ich opieką przeżyłem ostatnie pół roku swojego dzieciństwa. Jak znam życie kobieta zaraz usadzi nas przy stole, dokarmiając przysmakami, a Delor zaraz postawi nam kufel spienionego piwa. Dlatego też wycofałem się taktycznie, pociągając za rękę szarowłosą i prowadząc ją do pokoju.
Dziwne może się wydawać, że płaciłem za nocleg ludziom, którzy byli prawie jak rodzina. Jednak wiedziałem, że ostatnia zima nie była łaskawa, więc przyda im się trochę gotówki. Oczywiście obydwoje zapierali się rękami i nogami.
Gdy przekręcałem już klucz w zamku, dało się słyszeć z dołu okrzyk Maroll

- Hal! Nie myśl sobie, że nie zostaniesz na obiedzie! Masz nam wszystko dokładnie opowiedzieć! - najwyraźniej nie miałem wyboru. Z tą kobietą się po prostu nie dyskutuje

< Przepraszam, że tak długo czekałaś >

12 stycznia 2020

Od Sary Do Libby


Zanim poszłam spotkać się z niejaką Lyrą postanowiłam dowiedzieć się, gdzie mogę znaleźć jakieś mieszkanie, czy chociaż pokój dla siebie. Bo przecież gdzieś muszę spać. Straż poinformowała mnie, że przysługuje mi pokój w akademii. Była to całkiem dobra wiadomość, dlatego z ambulatorium zabrałam wszystkie swoje rzeczy i poszłam je zanieść do swojego nowego lokum.
Byłam mile zaskoczona funkcjonalnością i nowoczesnością mojego nowego pokoju. W klasztorze mogłam jedynie pomarzyć o większości przedmiotów, jakie zastałam tutaj. Rzuciłam w kąt torby, plecak. Pierwsze co zrobiłam to otworzyłam szeroko okno. Na koniec walnęłam plackiem na zaścielone łóżko. Było takie wygodne... Nawet bardziej niż te moje w domu. Z miejsca pokochałam to wyrko.
Dopiero po kilku minutach udało mi się zmusić samą siebie do wstania i do obejrzenia łazienki. Tak, dokładnie. Miałam własną łazienkę! Małą, ale tylko moją. Rozpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, ubrania, a kiedy wszystko było już na swoim nowym miejscu postanowiłam poszwendać się po korytarzach smoczej akademii.

Gdy tak sobie chodziłam od sali do sali natknęłam się na pracownię informatyczną. Zaciekawiła mnie. Nie spodziewałam się w smoczej akademii czegoś takiego. Weszłam do środka, rozejrzałam się sprawdzając, czy ktoś jest w środku. Nikogo nie zastałam, co w sumie nie było takie złe. Podeszłam do jednego ze stanowisk i usiadłam przy nim. Uruchomiłam sprzęt.

Nie wiem, czy moja ciekawość jest aż tak wielka, czy po prostu jestem wścibskim człowiekiem, lecz podczas sprawdzania systemu tak jakoś natknęłam się na akta personalne smoczych jeźdźców. Zaczęłam przeglądać pliki tych, co wydali mi się ciekawi. Westchnęłam zrezygnowana, ponieważ złamanie zabezpieczeń zajęło mi jakieś piętnaście minut. To nie wróżyło niczego dobrego.
- Aż dziwne, że nikt jeszcze nie wykradł informacji z akademii. To chyba jakiś cud... - mruknęłam pod nosem klikając w następne nazwisko na liście. Zupełnie zapomniałam o tym, że ktoś mógł mnie w każdej chwili przyłapać.
Nazwisko Dreyar pojawiło się kilka razy. Zaintrygowało mnie to, ponieważ im więcej myślałam o nim, tym bardziej czułam, że powinnam się o nim dowiedzieć więcej. W końcu miałam uczyć kogoś o tym nazwisku. Być może to ktoś z właśnie tych Dreyarów.
- Czasami dobrze jest po szpiegować, chociaż to nieodpowiednie. Nie powinnam dowiedzieć się więcej o Złotej Straży? W końcu by wypadało...
Zajęłam się przetrząsaniem bazy danych o strażnikach, przez co nie zauważyłam, że ktoś wszedł do sali.


( Libby? )

Od Libby CD Hal

Gdy siedziałam na tym krześle i spoglądałam co chłopak kreśli przypomniały mi się czasy za nim trafiłam do akademii. Jak dowiedziałam się o chorobie siostry i dzień i noc tak samo przy niej siedziałam. Zmieniałam się co jakiś czas z bratem, ale w tamtym momencie to on zajmował się zarabianiem. Teraz role się odwróciły i to ja zarabiam w dodatku z dala od nich. Chłopak pokazał mi obraz a moja pierwsza myśl była, czy jest niemową. Zapytanie na kartce na to wskazywało, ale niegrzecznie było by dociekać. Wzięłam do ręki portret i musiałam przyznać, że ciemnowłosy ma ogromny talent. Dopiero po chwili zorientowałam się kto widnieje na portrecie

-Blair... - wyszeptałam

Mężczyzna rozszerzył oczy, zabrał notatnik i dalej coś pisał. Zastanawiałam się skąd on może znać taką szumowinę, ale na obrzeżach miasta każdy go znał. Boss który miał swoje szemrane interesy w każdej dziupli, a co najgorsze nawet dobrze płacił.

Chłopak bardzo chciał go znaleźć, bo ciągle prosił o pomoc, ale nie chciałam się do tego przykładać. Sama u niego przez jakiś czas nielegalnie “pracowałam” i wolę go unikać. Za bardzo spodobała mu się władza jaką dostawał ode mnie poprzez hakowanie przez co stawał się coraz bardziej wymagający i agresywny. W dalszej konwersacji dowiedziałam się, że nowy przybysz nazywa się Hal i ma jakiś bardzo ważny interes do niego. Oschle odpowiadałam na jego prośby skupiłam się głównie na przekonaniu go do odpoczynku. Jego stan nadal nie był najlepszy a on się już rwał w podróż. Ze względu, że był już późny wieczór brama akademii została zamknięta więc i tak by nigdzie nie zawędrował. Była ona wielka i solidna. Nie da się jej przeskoczyć, bo miała kilka metrów wysokości, żadnych szczelin też nie dało się dopatrzyć. Jedyna droga prowadziła przez niebo, czyli wylot na smoku. A nie każdy w tej szkole ma smoka a na zewnątrz jest to niemożliwe. Zapał bruneta przygasł, kiedy dowiedział się, że i tak musi tu spędzić noc. Miałam nadzieję, że dzięki podanym lekom będzie spał przynajmniej do południa. Pożegnałam się lekkim uśmiechem i wróciłam do swojego pokoju. Jednak cała ta sytuacja nie pozwalałam mi zasnąć. W głowie kłębiły mi się przeróżne scenariusze a i tak nie wiedziałam który może być chodź blisko prawdy. W dodatku chłopach nic nie mówił albo nie chciał mówić. Na samym początku wydawało się jak by miał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zamilkł. Sytuacja robiła się coraz dziwniejsza a ja nie wiedziałam co począć.

Ze względu, że niezbyt spałam udałam się rankiem do przychodni. Chwiałam sprawdzić co lekarze dopisali do jego karty, jednak jakież było moje zdziwienie, gdy go nie zastałam na sali. Szybko znalazłam kogoś kto go widział i dzięki wskazówką gnałam czym prędzej przed bramę. Gdy zauważyłam ciężko idącego chłopaka od razu stanęłam mu na drodze.

-Nie rozśmieszaj mnie, w tym stanie daleko nie dojdziesz

Brunet jak by prychnął na mnie po czym ignorując mnie ruszył dalej przed siebie.

-Proszę zostań jeszcze i wylecz rany! Zapłaciłam już za ciebie – Podniosłam ton a on w końcu uraczył mnie swoim wzrokiem. Podejrzliwym i ciut zirytowanym, ale uraczył

-Wiem, że leczenie jest drogie i nic nie planuję spokojnie. Najwyżej mnie spłacisz. Jeśli chcesz iść do Blaira to pójdę z tobą. Ale najpierw się podleczysz i zaopatrzymy się w prowiant i potrzebne rzeczy. Co ty na to? - Wyciągnęłam rękę w jego stronę w ramach zgody



<Hal? Przyda ci się pomoc? >

11 stycznia 2020

Od Hala Cd. Libby

Wysokie okna z witrażami przedstawiającymi barwne historie oraz napisy w tutejszym języku. Pomieszczenie było w odcieniach nasuwającą na myśl kość słoniową, z drewnianymi wykończeniami, przez co ruchome kolorowe plamy światła powstałe na wskutek przeświecania promieni słonecznych przez kolorowe szkło, nie dość że rozświetlały przestrzeń co nadawały magiczny charakter tego miejsca. Podświadomie wiedziałem gdzie się znajduje. Zresztą olbrzymie dzieła ułożone z maleńkich fragmentów wielobarwnego kruszcu, przedstawiające wszelakiej maści smoki, były wystarczającą podpowiedzią.
Tak. Jedynie Smocza Akademia oraz sam Król mogli mieć tak zadbany oraz świetnie wyposażony szpital. W tym też momencie nasunęły mi się jak zwykle myśli czysto praktyczne. Przecież nie było mnie stać na takie wydatki. Leczenie w takim miejscu musiało być niemożebnie kosztowne. Skromny dobytek jaki pozostawił mi Starszy Brat z pewnością nie starczy na pokrycie wydatków. Miecza natomiast przyrzekałem strzec jak źrenicy oka, więc jego sprzedaż nie wchodziła w opcję. 
W tym też momencie wysokie drzwi skrzypnęły delikatnie i przez wąską szparę wślizgnęła się nieznajoma. Kobieta miała jasną cerę z delikatnie zabarwionymi policzkami, zapewne od zimna. Wzrok przyciągały natomiast długie szare włosy, których sploty, swobodnie opadały na plecy nieznajomej. Miała duże brązowe oczy, otoczone koronką długich rzęs, malinowe usta i dość zacięty wyraz twarzy. Odziana w czerń, na szyi wisiał srebrny wisiorek umocowany na łańcuszku. Szła spokojnie, środkiem sali, a jej chód zdradził zwinność jak i pewność siebie szarowłosej. Miało się wrażenie, że bardziej płynie w moim kierunku, delikatnie kiwając biodrami na boki. Przyglądałem się uważnie jej ruchom, trafnie zgadując, że zmierza właśnie do mnie. Po chwili kobieta przysiadła na krześle, znajdującym się u wezgłowia łóżka, przesuwaj je nieco ku środkowi, by móc mnie lepiej obserwować

-Witaj, tajemniczy nieznajomy. To niesamowite, że nadal jesteś w dobrym stanie - po tych słowach na twarzy nieznajomej zakwitł, delikatny uśmiech, a w oczach można było dostrzec zaciekawienie

Jednak jak zwykle, gdy chciałem otworzyć usta i odpowiedzieć na pytanie, wzdrygnąłem się na całym ciele i jedynie skinąłem lekko głową. Nie mogłem nigdy zmusić się do mówienia w towarzystwie obcych ludzi. Starszy Brat też nigdy nie prowadził ze mną długich konwersacji. Od czasu do czasu jedynie pojedyncze zdania ale i to jedynie na osobności. Żałuję tego bo tak wiele chciałbym mu przekazać. 
Przymknęłam delikatnie oczy przeganiając złe wspomnienie oraz wyrzuty sumienia. Nie mogłem się na tym teraz skupić. Przybyłem do miasta w konkretnym celu. Civa gdzieś się tu  skrywał, a ja zamierzałem go dopaść. Ten cwany szczur mógł mieć informacje gdzie jest Starszy Brat. Wciąż miałem nadzieję, że on nadal żyje. Wiedziałem, że z każdym upływającym rokiem ta szansa maleje, jednak nie traciłem wiary.
Rozwarłem powieki i uważnie rozejrzałem się po pomieszczeniu, a dostrzegając notatnik oraz fragment węgla, leżący na szafeczce, sięgnąłem po niego. Naszkicowanie portretu jak i zapisanie pytania zajęło mi parę minut, w tym czasie kobieta nie ruszyła się z miejsca, marszcząc jedynie brwi z poirytowania. 



Widziała go Panienka?

< Libby? Przepraszam, że tak długo? >

9 stycznia 2020

Od Libby CD Hal

Promienie słońca muskały moją skórę a lekki wiatr szumiał wokół. Przez to, że prawie całą noc nie spałam postanowiłam zrobić sobie poranny trening. Często ćwiczyłam, ponieważ wiedziałam, że każdy as w rękawie jest dobry. I tak zaczęłam od walki wręcz kończąc na biegach wokół akademii. Miałam zamiar zaliczyć jeszcze lot z Moną le chwila przerwy nie była by zła. Zawsze podziwiałam krajobraz wokół ponieważ budził nie lada zachwyt. Bez znaczenia czy byłeś członkiem akademii czy zwykłym przechodniem, ale każdy musiał przyznać, że to jest coś. Z rozmyśleń wyrwał mnie cichy pisk Tobiego, który ochoczo bawił mi się przy nodze. Samiec był rozbrykany więc nieraz sprawiał nie lada problem.


-Ty mój urwisie! - zaśmiałam się i pogłaskałam malucha po brzuchu


Jego futerko było puszyste, więc sprawiało to fajne uczucie zanurzać tam palce. Jednak po chwili maluch stał się niewidzialny i gdzieś zniknął a robił tak tylko wtedy, gdy czegoś się bał. A bał się naprawdę wielu rzeczy. Przez moment rozejrzałam się i w końcu ujrzałam jak jakaś postać opiera się o bramę. Już z daleka wyglądała jak by coś się stało więc ruszyłam czym prędzej do niej.


-Hej, co ci się stało? - Spytałam mężczyznę, który właśnie podniósł swój zmęczony wzrok na mnie. Nie odezwał się ani słowem, jedynie przez krótki moment przyglądał się. Jednak nie trwało to długo a on poleciał do przodu. Kucnęłam przy nim przy okazji oceniając sytuację. Jego rany wyglądały dość poważnie, a sądząc po jego stanie było coraz gorzej. Sprowadziłam czym prędzej lekarza, który bez owijania zabrał od razu go na oddział szpitalny. Oczywiście nie mogłam dostać żadnych informacji o jego stanie zdrowia, więc postanowiłam poczekać do jego przebudzenia. Niestety godziny mijały a ja dalej nie wiedziałam kto to i co tu robi. W końcu postanowiłam wślizgnąć się na oddział by poznać tajemniczego mężczyznę. Po ranach obstawiałam walkę ze zwierzęciem, jednak ciekawiło mnie co dokładnie się stało. Gdy blond pielęgniarka opuściła salę, bez problemu weszłam do środka. Rozejrzałam się dokładnie i ruszyłam na sam koniec do najbardziej zasłoniętego łóżka. Jednym gestem odsłoniłam kotarkę i spojrzałam na leżącego. Przyjrzałam mu się dokładnie, od rysów twarzy po obandażowane rany. Chłopak nic nie mówił tylko rozglądał się wokół. Mamy dość nietypowy początek znajomości.


-Witaj, tajemniczy nieznajomy. To niesamowite, że nadal jesteś w dobrym stanie - uśmiechnęłam się i usiadłam na pobliskim krześle. Z chęcią poznała bym tą niesamowitą historię jak przybłęda w stanie ciężkim znalazł się u nas w akademii.






< Przepraszam za brak weny!>

4 stycznia 2020

Od Sary Cd Lilith / Lyra


Propozycja Lilith wydała się interesująca. Nie zgodziłam się od razu. Musiałam zastanowić się, ponieważ nigdy nikogo nie uczyłam. To mnie zazwyczaj szkolono. Koniec końców postanowiłam się zgodzić. Lilith poinformowała mnie, gdzie znajdę tą całą Lyrę. Swoją drogą miała ciekawe nazwisko.
- Dreyar, nie słyszałam o takim nazwisku. - Białowłosa uśmiechnęła się jedynie lekko, po czym oddaliła się, żegnając się z nami. Otuliłam swoje ciało szczelniej, zaczynało mi być coraz zimniej. Pod materiałem, którym mnie okryto byłam kompletnie naga, co mnie strasznie żenowało i oczywiście krępowało. Postanowiłam również opuścić wielką salę i ubrać na siebie jakieś ciuchy. Skóra, gdzie wypalono mi znak zaczynało coraz bardziej mnie boleć, dlatego skierowałam się do skrzydła szpitalnego, gdzie miałam nadzieję znaleźć ubranie z opatrunkami. 

Po krótkiej rozmowie z Shiro oraz inną, równie miłą pielęgniarką, która była tak uprzejma i przyniosła moje rzeczy, ubrałam się w wygodne, lekkie spodnie dresowe i koszulkę odkrywającą pępek. Na plecy ubrałam swój "magiczny" plecak, który był rozkładaną zbroją wraz z łukiem. Sprzęt zawsze nosiłam przy sobie, choć rzadko z niego korzystałam. Zazwyczaj unikałam sprzeczek i bijatyki. Byłam zbyt leniwa żeby brać w nich udział, a tak szczerze, to uważałam, że przemoc nie rozwiązuje tak naprawdę niczego.
Przeczesałam włosy palcami. Byłam gotowa na spotkanie z moją pierwszą uczennicą.
Lyra...
To imię coś mi mówiło, lecz nie byłam w stanie sobie przypomnieć co. Słowo "Lyra" zaczęło odbijać się w mojej głowie niczym echo o skały, co z każdą chwilą robiło się denerwujące i przyprawiało mnie o ból głowy.

Około południa dotarłam na szczyt wierzy, przed pokój owej osoby, którą miałam wziąć pod swoje skrzydła. Tym razem nie czułam stresu, dlatego bez większych ceregieli zapukałam śmiało w drzwi. Po chwili otworzyła mi jasnowłosa, młodziutka dziewczyna. Posłałam jej miły uśmiech, jednak... gdy się jej bliżej przyjrzałam...
- Witaj, jestem Sara. Poproszono mnie abym cię podszkoliła w walce... ee... Przepraszam, ale czy my się już wcześniej gdzieś nie spotkałyśmy?
To spojrzenie, ona patrzyła na mnie w taki sposób... Sama nie wiedziałam co się stało. Poczułam się, jakbym miała kolejne déjà vu. Potrząsnęłam głową, by wszystkie dziwne myśli wypadły mi z niej. To się robiło powoli męczące. Złapałam się za świeżą ranę na ramieniu. Cholernie mnie te wypalone znamię bolało.


( Lyra? Ktoś? )


Od Winry CD Simon

Biegliśmy truchtem przez plażę. Czułam przyjemny powiew wiatru we włosach, zapach czystego, morskiego powietrza, widziałam Ryuu latającego nad wodą. Wtem dostrzegłam, że Simon został w tyle. Odwróciłam się i natychmiast zwolniłam. On upadł na ziemię. W jednej chwili ruszyłam biegiem do niego.
- Simon! - krzyknęłam. Mężczyzna runął twarzą w piasek - Simon!! - krzyknęłam jeszcze głośniej upadając przy nim na kolana. Całkiem stracił przytomność. Co mu się stało? Ryuu widząc co się dzieje od razu przyleciał.
- trzeba go zabrać do domu, dasz radę unieść nas obydwoje? - zapytałam smoka.
~ tak - odpowiedział po czym od razu chwycił mężczyznę w łapy a ja wskoczyłam mu sprawnie na grzbiet.
Po chwili wylądowaliśmy przed moim domem. Ryuu był zbyt duży aby wejść do środka, więc musiałam wziąć Simona na plecy, ponieważ nadal się nie budził a do tego zaczął mieć bardzo silną gorączkę. Położyłam go w swoim łóżku. Wiedziałam, że mimo tego iż wiem jak leczyć nawet taką gorączkę, tutaj przyda się pomoc prawdziwego lekarza. Zdjęłam mu koszulkę i zauważyłam przy tym liczne blizny na jego ciele. Z zaskoczenia przyłożyłam dłoń do twarzy. Zrobiło mi się bardzo smutno. Nie znałam go od tej strony. Co on musiał biedny przeżyć? Wtem na jego ciele rozbłysły jakieś dziwne znaki, a po chwili zgasły. Skądś je znałam.. Odwróciłam go na bok szybko, acz delikatnie. Nie myliłam się. Dwie charakterystyczne blizny na plecach, świadczące o tym że były tu wcześniej skrzydła. On jest aniołem i nic mi o tym nie powiedział. Westchnęłam. Najwyraźniej miał swoje powody. Odwróciłam go, by leżał brzuchem do góry, poszłam po wiadro które napełniłam wodą, po czym szybko wróciłam do pokoju. Nadal spał. Przysunęłam sobie stołek do łóżka, zanurzyłam nieduży ręcznik we wodzie, wycisnęłam go nad wiadrem i delikatnie przetarłam jego przepoconą oraz opiaszczoną twarz. Inny ręcznik ułożyłam na czole SImona.
Minął jakiś czas kiedy zauważyłam, że zaczął się budzić.
- Simon! W końcu się przebudziłeś. Martwiłam się.. - powiedziałam z troską.
On milczał. Za pewne nadal był wykończony i też zaskoczony tym gdzie się obudził.
- Kiedy bardziej dojdziesz do siebie, będziemy musieli porozmawiać o czymś, ale teraz witaj znowu wśród żywych. - Zaśmiałam się, po czym wstałam ze stołka. - pójdę już byś mógł w spokoju odpocząć i postaram się przygotować tobie coś do jedzenia. - Powiedziałam z uśmiechem i wyszłam. Bardzo mnie cieszyło, że już mu lepiej.

<Simon?>

Od Lilith CD Sara

Dziewczynie udało się opanować swoją zwierzęcą wersję, od razu po przemianie w człowieka zakryto ją złotym aksamitnym nakryciem, aby nikt nie zobaczył jej nagości. Pamiętam jak kiedyś nie było czegoś takiego, i ja sama zdawałam test Złotego Strażnika po czym na sali paradowałam naga, sama musiałam się prosić o nakrycie. Teraz na szczęście nasi rekruci od razu dostają nakrycie, już w tedy jak się przemieniają w człowieka, aby uszanować ich prywatność..nagość.
Od razu po wszystkim dziewczyna spytała się o zadanie, na prawdę mnie to mile zaskoczyło, zwykle rekruci odczekują chwilę a potem biorą na siebie stos obowiązków, a tu proszę. Bardzo dobrze. Jednakoż na tę chwilę nie było nic takie.. a zaraz miałam do spełnienia jedną obietnicę, aby znaleźć kogoś do treningów.
-Saro, jesteś dobra w walce. Byłabyś chętna by potrenować i nauczyć nowych technik jedną z moich podopiecznych? -zapytałam. Sara chwilę się zastanowiła po czym wyraziła chęć podjęcia się tego zadania. Cieszyłam się, bowiem nikt dotychczas nie miał na to czasu by poćwiczyć z córką mojej przyjaciółki.
-Będziesz trenowała córkę mojej przyjaciółki, jest to 18-letna dziewczyna. Wie jak posługiwać się łukiem, jednakoż w walce wręcz i bronią inną niż łuk idzie jej kiepsko, a przydało by jej się to.-wytłumaczyłam.
-Oczywiście rozumiem. Jak ma na imię ta dziewczyna i gdzie ją mogę znaleźć?-spytała od razu.
-Lyra Dreyar, zapewne kręci się gdzieś przy bibliotece, lub jest w swoim pokoju na samej górze przy moim biurze.-powiedziałam. Kiedy już wszystko zostało wyjaśnione odeszłam do swoich spraw.
<Sara?>

Od Sary - Pasowanie na Złotego Strażnika



Udało się, naprawdę się udało! Uśmiechnęłam się szeroko i zaklaskałam w dłonie z radości. Zapomniałam się na chwilę, objęłam Shiro tak mocno i szybko, że ten omal zemdlał mi w ramionach. Puściłam go prędko, przeprosiłam za swoje zachowanie. Zaproponowałam mu pomoc, którą przyjął. Zaprowadziłam go do gabinetu lekarskiego. Chciałam zawołać jakieś lekarza, medyka... czy coś, ale okazało się, że to Shiro nim właśnie jest.
- Ooł... no to podwójnie przepraszam... - Zarumieniłam się odrobinę. Wiedziałam to z powodu delikatnego pieczenia policzków.

Cała w skowronkach udałam się do wielkiej sali. I do tego pomieszczenia znałam drogę. Przechadzając się korytarzami miałam dziwne uczucie déjà vu, co później wydało mi się zdrowo pokręcone. Pewnie mi się zadawało, tak to sobie wtedy tłumaczyłam. Weszłam jako jedna z ostatnich do sali, gdzie wszystko było już gotowe. Ustawiłam się wraz z innymi w wyznaczonym miejscu. Najpierw przemówił słynny Euros, dyrektor smoczej akademii. Tłumaczył nam cały rytuał bardzo powoli, a po nim przemówiła Lilith.
- Po obietnicy wypijecie eliksir złotych strażników, który sprawi, że złożona przez was przysięga będzie wiążąca, a jeśli ją złamiecie, umrzecie... - Naprawdę? Tego to nie wiedziałam, pomyślałam. Na moment zrzedła mi mina, lecz po chwili ogarnęłam się. Właśnie po to tu przybyłam, aby stać się użyteczną i chronić ten świat. Ta myśl towarzyszyła mi przez całe życie. Ochrona - to mój życiowy cel. Zapewnienie bezpieczeństwa tym, których kocham. - Po wypiciu z kielicha musicie wypowiedzieć następujące słowa: jam jest złoty strażnik. Gdy to wypowiecie spłynie na was cząstka mojej mocy z energią, po czym przemienicie się w swojego wewnętrznego zwierza i zademonstrujecie swoją moc. Pasowanie zakończy się wypaleniem na każdym z was symbolem jego osobnego zwierzęcia.

Po tej zacnej przemowie Lilith spojrzała na dyrektora, a ten dał jej znać skinieniem głowy, by rozpocząć ceremonię. Przede mną były dwie osoby. Obserwowałam jak to wygląda z boku, czy przy odczuwają ból, czy coś w ten deseń. Wreszcie nadeszła moja kolej. Dopadł mnie stres, moje struny głosowe nagle zapomniały jak powinny działać. Poczułam jak zaczęły mi się trząść dłonie. Wszyscy patrzyli na mnie, byłam w centrum zainteresowania, co mi nie odpowiadało. Niby byłam na to przygotowana, ale i tak... Stres zrobił swoje. Pomodliłam się prędko do bogów, do ojca nas wszystkich - Dreyara Gromowładnego. To dodało mi odwagi, uspokoiło. Mogłam wreszcie złożyć swój ślub.
- Przyrzekam, że nie cofnę się w obliczu strachu, że nie zostawię potrzebujących bez pomocy. Przyrzekam służyć Dragoso, jego wszystkim mieszkańcom oraz najwyższym bogom aż po kres mojego istnienia. Przyrzekam dozgonne poświęcenie oraz przyjmuję Lilith jako mojego przywódcę. Przyrzekam stać zawsze wiernie na straży i nigdy nie odejść, choćby miało zależeć od tego moje życie. Tak mi dopomóc Dreyarze Wszechmocny.

Po złożeniu przyrzeczenia podano mi kielich z magicznym wywarem. Ujęłam go w obie dłonie, przybliżyłam do ust, spojrzałam na ciecz w środku, następnie przymykając oczy wypiłam eliksir strażników. 
- Jam jest złoty strażnik. - Poczułam jak rozlewa się po moim ciele fala gorąca i jak umiejscawia się w sercu. Nagle poczułam na prawej dłoni silnie pieczenie, omal nie upuszczając pucharu. Oddałam go szybko Lilith, by móc spojrzeć na swoja rękę. Był na niej czerwony ślad, który piekł mnie niesamowicie. Po chwili wszystko ustało. Patrzyłam na swoją drobną dłoń, zastanawiając się co to było. Nigdy nic takiego nie miało miejsca. Kiedy myślałam, że już koniec moim ciałem wstrząsnął dreszcz, świat przed moimi zaszedł mgłą, a ja upadłam na podłogę na klęczki. Szum, zawroty w głowie.... Gdy wszystko ustało zdałam sobie sprawę, że zamieniłam się... tygrysicę. Czarną, ze złotymi pręgami. Poczułam w sobie jeszcze większą siłę, niż dotychczas. Ryknęłam niczym krój dżungli na całą salę. Zdumienie wraz z adrenaliną sprawiły, że zaczęłam biegać wokół powarkując i zamiatając nerwowo długim ogonem. Z szybkością błyskawicy skoczyłam na najbliższą osobę powalając ją na łopatki. Chłopak, inny kandydat na złotego strażnika spróbował mnie z siebie zrzucić ale jednym ruchem łapy mu to wyperswadowałam. Pacnęłam go w pierś z taką siłą, że temu chyba poszły ze dwa żebra. Zeskoczyłam z niego, stanęłam obok i zaczęłam się wszystkim przyglądać. Chciałam powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, że akurat w tygrysa się przemienię, ale z mojej paszczy wydobyły się jedynie kocie pomruki i charkoty.
- Spokojnie, Sara. Uspokój się, skup i wróć do ludzkiej formy. - Lilith podeszła do mnie powoli, jakby w obawie, że i na nią postanowię ruszyć. Mruknęłam z dezaprobatą, bo cóż to był za idiotyczny pomysł... Jednakże, posłuchałam jej i skupiłam tak, jak mi nakazała. Zamknęłam oczy, a gdy je ponownie otworzyłam byłam na powrót człowiekiem.

Lilith wypaliła mi znak tygrysa na moim lewym ramieniu. Bolało i to jeszcze jak, ale jakoś to zniosłam. Odetchnęłam z ulgą, gdy pasowanie dobiegło końca. Zaczęło do mnie docierać, że to już po, że jestem złotym strażnikiem.
- Gratuluję - Euros podszedł do mnie. Wyciągnął do mnie rękę, którą ujęłam w mocnym uścisku, możliwe, że nieco za mocnym, gdyż od razu zabrał rękę. - Cóż za siła, godna podziwu... - Patrzył na mnie i patrzył. Wlepiał intensywne spojrzenie, aż zaczynało się to robić dla mnie kłopotliwe. - Czy my się już czasem kiedyś nie spotkaliśmy, panno Saro...?
- Dziękuję i nie, na pewno nie. To moja pierwsza wizyta na Eter. Pochodzę z sąsiedniego kontynentu - odpowiedziałam mu grzecznie. Musiałam oderwać swój wzrok zawstydzona. - Jeszcze raz dziękuję. Proszę o pozwolenie na odejście. Może jest jakieś zadanie, które akurat mogłabym wykonać?


(Lilith? Ktoś?)

3 stycznia 2020

Od Mirajane CD Gabriela/Aven

Po całym miesiącu, nie rozumiałam co się stało... Ktoś poił mnie dziwnym napojem, mój smok spał ciągle obok mnie, ale czułam, że nic złego się z nim nie dzieje. Nieco niespokojna rozejrzałam się, kiedy ten ktoś nie zdążył jeszcze wpakować we mnie kolejnego specyfiku. Moja klatka, cela, jak zwał tak zwał, była lodowata. Było tu cholernie zimno i mokro. Ściany z kamienia, przesiąknięte wodą, co znaczyło, że jestem dość głęboko pod ziemią. Podłoga z podobnego materiału, pełna kałuż i grzybów. Co za obrzydliwe miejsce... Podsunęłam się do Bianaida, nie mogłam za bardzo ruszać sama nogami, więc postanowiłam się chociaż podsunąć. Co to mogło być, że miało tak dużą siłę... Pogłaskałam łeb smoka lodu i spojrzałam na niego.
- Bianaid... - szepnęłam słabo, nieco nim trząchając. - Proszę, obudź się...
~ Mirajane... Przepraszam... Nie udało mi się ciebie ochronić... - odrzekła jaszczurka. 
- Nie mów nic takiego. Znajdziemy wyjście... Obie... - nie dokończyłam.
Do celi wszedł ten ktoś w kapturze. Po sylwetce rozpoznałam, że był to mężczyzna. Przyglądałam mu się w przerażeniu, wyglądał okropnie, a spod kaptura wystawały mu rogi. W dłoni miał tacę z miską. Posiłek, czułam zapach mięsa oraz kaszy. Nie dotknę tego. Tym zapewne mnie karmił, abym spała jak zabita ten cały czas. Jaki miał w tym cel, czego ode mnie chciał! 
- Witaj piękna anielico... - powiedział nieznajomy. - Miło mi ciebie poznać. Jam jest Raphael... - dodał z uśmiechem. 
- Nie znam żadnego Raphaela. Zostaw mnie! Wypuść mnie! - krzyknęłam nagle. - Chcę stąd wyjść! - dodałam.
Mężczyzna się zaczął głośno śmiać, co echem rozchodziło się po pomieszczeniu. Tacę postawił na mały stoliczek, po czym zdjął kaptur. Wyglądał okropnie... Miał puste oczy, białka w kolorze magenty, rogi, bliznę na twarzy, a ubrany był w garnitur. Po tym jak przestał się śmiać, dotknął swojej piersi, aby chrząknąć. Obrzydliwe, kościste dłonie z ranami na knykciach. Przerażona cofnęłam się do mojego smoka, który zaczął warczeć na nieznajomego. 
- Nie rozśmieszaj mnie przerośnięta jaszczurko. Żadne dla mnie z ciebie zagrożenie. - powiedział do Bianaida. - Wiesz kim jestem? Jestem durnym zmiennokształtnym w rogatego psa... A ty chciałaś mnie pozbawić mojego amuletu, aniele... - zwrócił się do mnie.
Podszedł do mnie i złapał moje ramię po chwili, wbijając swoje ostre pazury w moją rękę. Wrzasnęłam z ogromnego bólu, czując po chwili spływającą ciurkiem krew po moim ramieniu. Dłoń nieznajomego powędrowała na moją klatkę piersiową. Jednym palcem zaczął rozrywać moje ubranie, a prostą linią jechał paznokciem między moimi piersiami, rozcinając tam skórę. Cała cela rozniosła się moim krzykiem. Dlaczego on mi to robił! Dlaczego! Tak strasznie mnie to bolało...
- Z-Zostaw mnie! - wrzasnęłam.
- O nie, nie, moja piękna. Skoro już mi się trafiłaś, zemszczę się na Avenie... Kiedyś mi zalazł za skórę, przez to jestem tym, kim jestem... - powiedział i się głośno zaśmiał. - Będę ciebie torturował, dopóki nie wróci... - dodał i wrócił do ranienia mojego ciała.
Nogi, ręce, klatka piersiowa i nawet policzki stały się dla niego miejscem, gdzie mógł zostawiać krwawe ślady... Zalewałam się głośnymi łzami. To tak okropnie mnie bolało. Aven, proszę, pomóż mi. Boję się... Dlaczego ciebie nie ma teraz obok... Kocham cię. Wybacz, że poszłam gdziekolwiek bez ciebie. Ja tylko chciałam ci pomóc...

<Aven? Gabriela?>

Od Simon'a CD Winry

Poszukiwania siostry nie przyniosły najmniejszego efektu, gdy teraz tak o tym myślę, to nawet dobrze, bo skoro ja mam problemy by ją znaleźć na tej wyspie, to znaczy, że dobrze dba o swoje ukrycie. Postanowiłem wysłać Risara na wyprawę, niech jej poszuka, i przy okazji może też znajdzie coś ciekawego. Sam udałem się na wymagający trening, już od dawna nie ćwiczyłem tak bardzo siłowo. Brakowało mi tego, moje zdrowie pogarszało się, ale mocne ciało pozwalało mi utrzymywać moją wytrzymałość. Na początek ćwiczenia rozciągające, potem wziąłem się za ciężary a już na końcu zacząłem nawalać kukłę moim srebrnym mieczem. Był już dla mnie za słaby, powinienem postarać się o nowy miecz, ale póki co ten jeszcze daje radę. Skończyłem gdy na ustach poczułem strużkę brudnej błękitnej krwi. Otarłem krew i odłożyłem broń, bez zawahań wskoczyłem do wody z altany.
Wziąłem w domu prysznic, ubrałem się i usiadłem jeszcze przy stoliku, po czym odpaliłem jednego papierosa. Nie powinienem palić w swoim stanie, ale palę już od jakichś 50 lat, odkąd moja cząsteczka którą podarowałem Sor wróciła. Co znaczyło, że ona umarła. Na początku paliłem by się uspokoić, potem już przerodziło się to w drobne uzależnienie i szczerze nie interesuje mnie to teraz. Lubię tę chwilę przerwy od wszystkiego. Nalałem sobie kieliszek burbonu i tak siedziałem przez jakiś czas, rozmyślając o..wszystkim co miało kiedyś miejsce.
Zamknąłem oczy, w mojej głowie przewijały się obrazy Sorayi.. Cholerna pamięć Anioła.. Jeszcze bardziej sprawiała mi ból. Byłem wściekły, że pozwoliłem na to by Soraya zniknęła mi z oczu... Że jej nie znalazłem. Że umarła. Miłość jest najgorszym co może być. Wszystko kurwa przeze mnie!
-Przeze mnie to wszystko ! Kurwa jasna przeze mnie!-krzyknąłem. Zerwałem się na równe nogi i rozbiłem pusty już kieliszek o ścianę. Szkło rozsypało się po całym pomieszczeniu. 
~Panie, wszystko w porządku?-usłyszałem głos Risara. Musiał bardzo dobrze poczuć, że coś jest nie tak. 
~Risar, a jak ma być? Myślisz, że to takie łatwe zapomnieć o niej? Chciałbym.-odpowiedziałem i zakończyłem rozmowę ze smokiem, głównie dlatego by nie przeszkadzać mu podczas misji. 
Posprzątałem szkło i wyleciałem zza moich altan używając skrzydeł. Lot sprawił iż uspokoiłem myśli. Skierowałem się do miejsca, w którym dobrze sobie żyła Nigrum Cristali. Pamiętam ten dzień kiedy przyleciała tutaj dzięki temu, że Sor oddała jej przedmiot pozwalający na wejście do tego świata.. dała jej wolność..kazała mnie upilnować, ah.
Postawiłem nogi na bujnej zielonej trawie. Wokół widziałem przeróżne gatunki zwierząt żyjących jedynie w moim świecie. Jednak przybyłem tu by zobaczyć jak trzyma się krysztalica. 
Szybko ją odnalazłem, a może to raczej ona mnie, bowiem wylądowała tuż przede mną. Skinąłem głową kłaniając się lekko. Po czym wyciągnąłem w jej stronę dłoń, o którą się otarła. Przez te lata nieźle wzrósł nam kontakt, mogę szczerze powiedzieć, że się polubiliśmy. Bardzo jej pomogłem po stracie Sorayi, a ona mnie. 
-Dobrze się trzymasz Nigrum. Cieszę się.-powiedziałem do smoczycy. Ta ryknęła krótko i z powrotem położyła pyszczek na mojej dłoni. 
-----
Risar nadal nie wracał z wyprawy, ale czułem, że jest wszystko w porządku więc nie martwiłem się o niego. Postanowiłem sam wylecieć z mojego królestwa. Kto wie, może zobaczę się z Winry. Już długi czas widujemy się co kilka dni. Niegdyś była przyjaciółką mojej diablicy. 
Trafiłem na plażę, gdzie chodziłem wzdłuż brzegu, przy głazach. Zamknąłem oczy i głęboko oddychałem świeżym morskim powietrzem. Od razu wyczułem znajomą mi energię, a nad wodą dostrzegłem jej smoka.
-No proszę, kogo tu przywiało? Szczerze, nie spodziewałam się ciebie tu dzisiaj Simon'ie- zaśmiała się. Odwróciłem się do niej i przywitałem ją uśmiechem na jaki teraz było mnie stać. Dziewczyna objęła mnie na przywitanie. 
-Mm a ja Ciebie tutaj tak.-zaśmiałem się tym razem ja. Winry nie wie o moim świecie, o moich umiejętnościach i o tym kim jestem, oraz że jestem jeźdźcem, stwierdziłem, że tak będzie najlepiej dla niej. Poczułem ich energię zbliżającą się do plaży, stąd też i ja się tu skierowałem. 
Porozmawiałem chwilę z Winry, a potem wraz z dziewczyną przebiegliśmy się brzegiem za jej smokiem Ryuu. Był bardzo szybki, jak przystało na smoka tego gatunku oraz tej budowy. Chwilę tę popsuło uczucie słabości, moja krew cieknąca z nosa. Zwolniłem, Winry nadal biegła do przodu. Ja coraz bardziej się zataczałem..przed moimi oczyma zbierały się czarne chmury, traciłem wzrok. Potem już tylko poczułem piach pod moją twarzą i ciałem i słyszałem wołania nieświadomej blondynki.. Tak bardzo kląłem w myślach na siebie, że pozwoliłem sobie na taki stan. 
-----
Czułem się słaby.. moja głowa promieniowała ciągłym bólem, cały byłem gorący..mokry od potu. Czułem pod sobą już nie piach a miękkość poduszek i koców. Otwarłem oczy z trudem, byłem w jakimś pomieszczeniu, światło było zgaszone. Byłem przykryty kocem, który był już trochę przemoczony.. Nie miałem na sobie koszuli, rękawiczek.. Ah nie nie.. 
-Simon! W końcu się przebudziłeś. Martwiłam się-usłyszałem głos Winry. Ona musiała mnie tu sprowadzić z pomocą smoka, to pewnie jej dom. Musiała mi zdjąć koszulę i rękawiczki.. Widziała moje blizny i anielskie znaki..jak i dwie charakterystyczne blizny po skrzydłach gdzie wyrastają. Będę miał wiele do tłumaczenia tej dziewczynie. A tego chciałem uniknąć. 
<Winry?> 

Od Avena CD Gabriela/Mirajane

Dość niespokojnie piłem wodę, nie wiedziałem jeszcze jak zaplanuję podróż, jako tygrys bardzo trudno mi się utrzymać na grzbiecie mojej smoczycy. Pamiętam nasze początki latania, kiedy nawet w wersjii ludzkiej sprawiało mi to trudność. Teraz było już o wiele lepiej, dobrze sobie radzimy, ale pod postacią tygrysa nie utrzymuję się na jej grzbiecie wystarczająco długo. Będę musiał coś wymyślić.
-co ty chcesz się upewniać? Tygrys to tygrys-usłyszałem nieopodal cichy głos, a po chwili zauważyłem blondynkę kierującą się właśnie w moją stronę. Na jej ramieniu siedziała sowa, a w ręku niosła smocze jajo. To na pewno była nowa jeźdźczyni. Szybko zdałem sobie sprawę, że dziewczyna jest ślepa, jej oczy na to wskazywały, oraz to że sowa mówiła jej gdzie i co..co ciekawe ludzkim głosem.
-Tygrys się patrzy, chodźmy stąd!-zawołała trochę poirytowana zachowaniem blondynki sowa. Nagle blondynka zahaczyła o gałąź i zaczęła lecieć na ziemię. Momentalnie zmieniłem się w człowieka i złapałem ją oraz lecące jajo.
-D..dziękuje-podziękowała stojąc już na swoich nogach. Chwyciłem ją za rękę i podałem jej w dłonie jej nie wyklute jeszcze smoczątko.
-Nie ma sprawy-rzekłem.
<Gabriela?>

Od Angeli CD Zula/Reszta

Byłam zachwycona zwierzęciem. Klacz była biała i bardzo majestatyczna, nie mogłam się doczekać by ją dosiąść i ruszyć na przejażdżkę. Gdy Awisin wręczył Zuli zwierzątko dla niej, podeszłam do niego.
- Bardzo ci dziękuję, ale na prawdę nie musiałeś - powiedziałam z wdzięcznością.
- Angelo, bardzo dużo dla nas robisz, więc tobie też coś się należy - odpowiedział a ja uśmiechnęłam się. To było na prawdę miłe z jego strony.
- Lepiej zaprowadzę ją do stajni zanim przyleci Ayro i przypadkiem ją spłoszy. Ten mały gryf lubi się psocić - zaśmiałam się cicho. - zechciał byś mi towarzyszyć? Tak na wszelki wypadek - zapytałam mężczyznę. 
- To bardzo dobrze ułożony koń, nie sądzę by dało się go tak łatwo spłoszyć, ale skoro nalegasz - odpowiedział również się uśmiechając - zajmijcie się na chwilę sobą i swoimi nowymi pupilami, a ja za niedługo do was wrócę - tym razem zwrócił się do młodzieży. Zula ruszyła w stronę domu ze swoją małą, słodką kulką. Za pewne przygotuje mu jakieś miejsce do spania. Ari i John jeszcze chwilę rozmawiali po czym również ruszyli do domu. Żal mi było dziewczyn. Ukochany Ariany w ogóle się do niej nie odzywał przez ostatnie sto lat. To musiało ją boleć. Mimo iż minęło tyle czasu, widziałam że ona nadal cierpiała. Przez pierwszych kilka lat nie raz przychodziła do mnie po radę, lub porozmawiać o tym co ją dręczy i chociaż teraz jest już z nią dużo lepiej to nadal, gdzieś w jej głębi siedzi. Zula natomiast też nie miała łatwo, mimo iż Drake utrzymywał z nią dość długo kontakt to od jakiegoś czasu przestała odbierać listy. Ciekawiło mnie co się stało. 
Po chwili dotarliśmy do stajni. Awisin pomógł mi wprowadzić klacz do boksu.
- z wielką chęcią wybiorę się z tobą na przejażdżkę któregoś dnia - powiedziałam kiedy wychodziliśmy.

<Awisin? Reszta?>

Od Gabrieli do Avena

Byłam szczęśliwa słysząc te słowa. Zostałam wybrana. Przyjęłam w ręce delikatnego, zamkniętego w skorupce młodego smoka i skłoniłam się wdzięcznie.
- Bardzo dziękuję za danie mi szansy - powiedziałam i skierowałam się do wyjścia, w kierunku który wskazała mi Tulan.
- Czy skoro to jest jajo, oznacza to że będziesz je teraz wysiadywać? - odezwałam się żartobliwie do sowy, która od razu westchnęła przeciągle.
- Tylko jeśli będzie to na prawdę konieczne! - zawołała a ja od razu zaczęłam się śmiać.
W Akademii przydzielono mi jeden z pokoi więc od razu po tym udałam się po swoje rzeczy do gospody w której się zatrzymałam i przeniosłam je tam gdzie teraz było moje miejsce. Czas przez to bardzo szybko zleciał i byłam nieco zmęczona, więc postanowiłam razem z moją sową udać się na spacer na łono natury, z dala od miasteczka. Wędrując lasem zawsze trenowałam samodzielne postrzeganie przestrzeni. Szłam sama a Tulan latała w pobliżu. Oczywiście zdarzało mi się potknąć o kamień czy gałąź, lecz nie przeszkadzało mi to. Po pewnym czasie zaczęłam wyczuwać w pobliżu obecność czystej wody. Wskazałam sowie kierunek i powiedziałam, że tam się udamy. Zanim jednak dotarłyśmy na miejsce towarzyszka usiadła mi pośpiesznie na ramieniu i powiedziała.
- Nie idź tam. Tam jest tygrys - starała się przyciszyć głos. Rozejrzałam się. Rzeczywiście wyczuwałam w pobliżu obecność zwierzęcia, lecz ten zapach był dosyć dziwny, inny niż kiedykolwiek czułam.
- podejdę tylko odrobinę bliżej, tak by się upewnić - szepnęłam.
- co ty chcesz się upewniać? Tygrys to tygrys - Odpowiedziała mi Tulan nieco wystraszonym głosem, aż wydała z siebie ptasi skrzek, jak zwykle kiedy się zaczyna bać.

<Aven?>

Od Avena "Rozpoczęcie poszukiwań"

Jak tylko promienie słońca pokazały się w pokoju i pokryły moje powieki, zbudziłem się. Czułem się dziwnie, przeciągnąłem się. Wstając spostrzegłem kartkę..list..i to od.. nie, dlaczego. Czemu to od Miry? Gdzie ona jest? Czytając treść listu robiłem się coraz to bardziej zdenerwowany. Jak mogła sama wyruszyć na poszukiwania amuletu?! Beze mnie? Przecież sama sobie może nie dać rady!
Wiedziałem, że moja obecność w jej życiu sprowadzi tylko problemy, które mogłaby uniknąć nie będąc ze mną. I właśnie oto jest jeden z powodów..
Nie miałem na co czekać, i ruszyłem jej śladami. Jednakże ślady kończyły się na balkonie.. Poleciała na smoku no jasne..
~Aven pomogę Ci ją zlokalizować. Przeszukam całą wyspę Eter-rzekła moja smoczyca Tiela. Bardzo mi w ten sposób pomoże. Zgodziłem się na to i sam zacząłem szukać. I tak przez kolejne dni.
-----
  Nigdzie nie było śladu po Mirze, nie wracała już miesiąc. Nawet smoczyca nie mogła jej wyczuć.. Czułem się bezsilny. Miałem tylko nadzieję, że nic jej nie jest i że wróci lada moment.
Moje nadzieje się skończyły kiedy przez okno pokoju wleciał gołąb wraz z listem.

"Witaj tygrysi przeklęty.
Jestem kimś, kogo bardzo dobrze znasz. I teraz to ja bardzo dobrze poznam kogoś kogo kochasz... Cóż za ironia że ta piękna niebieskowłosa chciała ci pomóc na chyba wszelki możliwy sposób, bo chciała posunąć się do kradzieży amuletu innego przeklętego. Jeżeli chcesz ją odzyskać, przemyśl sobie kim mogę być... Kilkadziesiąt lat ciebie nie widziałem... Chyba pora się spotkać bracie. Nie zabiję jej... Ale lepiej się pośpiesz... Ona i jej smok mogą ucierpieć na twoim czasie...
Podpisano, R."

Nie mogłem uwierzyć, ten sukinkot dorwał Mirę..  a ta? Myślała, że inny amulet mi pomoże? Ahh.. To tak nie działa..to tak nie działa. Nieźle się wpakowała.
Musiałem się szybko zebrać i wyruszać do miasteczka Solemian dwie wyspy dalej od Eter. Spakować nie mogłem nic, dlatego też po prostu zadbałem tylko o to aby się najeść i napoić. Upolowałem jedno leśne stworzenie, po czym pokierowałem się do sadzawki z wodą by się napić.

Od Winry

Wstałam bardzo wcześnie, jak co dziennie od przeszło 100 lat. Zaczęłam się szykować, czyli ubrałam dzisiaj moją ulubioną czarną spódniczkę i białą bluzkę, włosy związałam w kitkę zostawiając trochę grzywki na bokach. Zgarnęłam swój notatnik i wyszłam z pokoju, który był mi przydzielony w Akademii.
~ Co dzisiaj mamy w planie Wini? - usłyszałam w głowie głos mojego towarzysza, Ryuu.
- Dzisiaj sama teoretyka, nic do czego będziesz ty się musiał wysilać - odpowiedziałam mu i zaśmiałam się pod nosem, po czym wyszłam z korytarza na schody prowadzące na wyższe piętra budynku. Zawsze przed zajęciami udaję się do biblioteki by trochę poczytać, na jednej z przerw w połowie dnia zwykle jem obiad w towarzystwie mego smoka, a po zajęciach wychodzę na spacery po terenach wokół Akademii. Od czasu do czasu latam na grzbiecie Ryuu by razem ćwiczyć, ale uwielbiam również siedzieć na plaży i przyglądać się jak on sam lata nad wodą, łapie ryby czy straszy ptactwo. Zawsze bardzo go to bawi.
Dzisiaj właśnie zapowiadał się taki dzień, ponieważ wczoraj bardzo dużo razem trenowaliśmy i dzisiaj mój ogromny przyjaciel był wykończony.

****

Tak jak przeczuwałam, za po wyjściu z zajęć nie spotkałam Ryuu na dziedzińcu, czyli już poleciał. Udałam się więc poza teren Akademii i skierowałam w stronę plaży. Szłam przez jakiś czas niedaleko klifów, przyglądając się z nich połyskującej w słońcu wodzie. Smok latał radonie, jak zwykle. Wlatywał w chmury a z nich wypuszczał promienie światła strasząc mewy. Kiedy w końcu dotarłam do leśnej drogi, po której powoli schodziło się na piaskowe wybrzeże, ujrzałam w oddali znajomą sylwetkę. Mężczyzna, który szedł tą samą drogą, lecz kawał drogi przed mną był mi bardzo dobrze znany, bowiem przez te 100 lat widywaliśmy się już nie raz i zdążyliśmy nawiązać dosyć dobry kontakt w tym czasie. Podbiegłam kawałek i zatrzymałam się parę metrów za nim.
- No proszę, kogo tu przywiało? Szczerze, nie spodziewałam się ciebie tu dzisiaj Simonie - zaśmiałam się.

<Simon?>



Od Adris (Próba Przejścia Gabrieli)

Gabriela dotknęła jedno z jaj na sali. Było to coś cudownego do zobaczenia, smok wybrał ją mimo jej słabości jaką jest brak wzroku. Na pewno będę jej kibicować aby udało jej się zostać dobrą jeźdźczynią. Podeszłam do niej i po spojrzeniu na jajo już byłam pewna co za smok ją wybrał. Na jej nadgarstku widniało smocze znamię.
-Gratulację, zostałaś wybrana przez Anielskiego Smoka. Oby wam się powiodło-powiedziałam.



Gratulacje! Gabriela przeszła Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Anioł  Płeć: Samiec




Wygląd gdy dorośnie:

Od Gabrieli / Próba przejścia

Na Smocze Wyspy dotarłam o zmierzchu. Wyczuwałam to z łatwością poprzez szybkie zmiany w pogodzie. Po prostu zrobiło się zimno. Razem z Tulan, która przez cały ten czas siedziała na moim ramieniu ruszyłam w głąb miasta. Miałam ze sobą jedynie nie dużą walizkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Nie potrzebowałam dużo czasu by znaleźć zakwaterowanie. Położyłam swój bagaż w kącie, wyjmując z niego nie duży stojak na którym od razu usiadła moja sowa. Poszłam się oczywiście umyć i przebrać w piżamę. Kiedy położyłam się do łóżka rozmawiałam jeszcze chwile z towarzyszką po czym zasnęłam.

****

Po przebudzeniu rano, usiadłam na łóżku i wyciągnęłam dłoń przed siebie wołając.
- Tulan!
Wtem usłyszałam trzepot skrzydeł i po chwili poczułam jak nieduże szpony chwytają mą rękę.
- Witaj Gabi, jak się spało? - sowa zapytała od razu, swym przyjemnym dla ucha, ciepłym głosem.
- Bardzo dobrze. Nie mogę się doczekać, dzisiaj jest ten dzień! - zawołałam radośnie - jak tylko się ubiorę, zaprowadzisz mnie do Akademii?
- oczywiście, z wielką chęcią.

****

Nie minęło wiele czasu gdy w końcu opuściłyśmy gwarne ulice miasteczka i wkroczyłyśmy na teren Akademii. Poszłyśmy tak jak wyjaśnił nam pewien miły miejscowy. Niedługo po wejściu spotkałyśmy kogoś, lecz nie wiem czy był to nauczyciel czy uczeń. Mimo wszystko ta osoba zaprowadziła nas do pewnej sali, a dokładniej przed jej drzwi. Powiedziano mi, że mam tu zaczekać, ponieważ poinformuje ona osoby, przy których będę odbywać rytuał przejścia. 
Nie wiem ile czasu minęło aż ponownie usłyszałam głosy ludzi. W końcu zostałam zaproszona do środka. Tulan dokładnie mnie powadziła, abym na nic nie wpadła. Powiedziano mi, że przede mną znajdują się ustawione w rzędzie postumenty ze smoczymi jajami na poduszkach. Miałam przejść powoli obok każdego z nich i dać znać gdy coś się stanie. Nie rozumiałam o co im chodzi, dodali tylko, że będę wiedziała gdy "to" się wydarzy. 
Nie czekając ani chwili ruszyłam prosto przed siebie wedle instrukcji przyjaciółki, aż po chwili usłyszałam kolejny głos.
~ Gabriela..
- Słucham? - powiedziałam odwracając się za siebie.
- Gabi, nikt nic nie mówił - Tulan przemówiła ze pokojem.
Westchnęłam, i ruszyłam dalej, nie trwało jednak długo by ten głos ponownie się odezwał.
~ Gabriela! - krzyknął, słyszałam go wyraźnie.
- Kim jesteś i skąd znasz moje imię? - powtórzyłam, wtem usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się do mnie.
- Podejdź tam, skąd słyszałaś ten głos, proszę - głos kobiety był bardzo miły, od razu zaczęłam się cofać.
~ Grielo, tu jestem
Podeszłam nieco do przodu i wyciągnęłam dłoń, a po chwili poczułam pod nią coś nie dużego, nie umiem jednak określić ani temperatury ani tekstury tego czegoś, nawet z moimi wyostrzonymi zmysłami.

<Adris?>

Gabriela Toris

https://i.pinimg.com/originals/5e/b9/6a/5eb96a5dea4500e3be321263c6148ae6.jpg

Imię: Gabriela Toris
Przezwisko: Gabi
Wiek: 20 lat
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje: Gabriela mimo praktycznie braku zmysłu wzroku dobrze radzi sobie w wielu dziedzinach. 
*Jest sprawną kucharką - bardziej niż na wzroku polega na powonieniu. Ma mocno wyostrzony węch co pomaga jej nie tylko przy rozróżnianiu czy dania są gotowe. Potrafi niemal jak zwierzę wyczuć obcy zapach np. spalin zanim wyczują go inni. Przy przygotowywaniu potraw pomaga jej wieloletnia towarzyszka - Tulan, która zwykła siedzieć jej na ramieniu i mówić jak mieszać i co gdzie nakładać by danie wyglądało dobrze. Początkowo nie szło im za dobrze, jednak lata praktyki wiele zmieniły.
*Kowalstwo - Za czasu gdy jeszcze widziała normalnie opanowała kowalstwo na dosyć wysokim poziomie. Kuła w wysokiej jakości metalach a także zajmowała się wyrobami ze złota, zdobieniami i biżuterią itp. W obecnym stanie uczy się na nowo.
*Walka wręcz - Walczy pięściami. Gabi za pomocą swojego czulszego słuchu potrafi z łatwością ocenić gdzie znajduje się przeciwnik, w jakiej odległości i szybko wymierzyć mu cios. Nie jest dla niej przeszkodą przeciwnik walczący bronią bowiem na ręce nosi złoty karwasz, którym sprawnie potrafi zablokować lub odbić atak.
*Walka krótkim mieczem - mimo swego urazu stara się nauczyć posługiwać bronią, jest początkująca.
Rodzina: 
Harvis - Ojciec, był z zawodu kowalem, nauczył ją wszystkiego co umiał, bardzo się załamał gdy córka straciła wzrok.
Sally - Matka, najbardziej dbała o dom i rodzinę, ponieważ ojciec zawsze był bardzo zajęty swoją pracą, nie przeszkadzało jej to jednak bowiem wiedziała że to jego pasja. Uwielbiała przesiadywać w jego pracowni zajmując się jakąś ręczną robótką w trakcie gdy zajmował się tym co umiał najlepiej.
Marcys - Starszy brat Gabi, to on okazywał jej zawsze największe wsparcie nie zależnie od sytuacji.
Partner: brak
Smok: brak
Pupil: Tulan
Charakter: Nie ocenia nikogo po wyglądzie bowiem nie ma ku temu możliwości. Zawsze zwraca uwagę na to co i jak mówią inni by możliwie jak najlepiej zrozumieć ich intencje. Gabi nigdy nie zwykła się wywyższać, jak zwykle stwierdza, jest tylko człowiekiem i także popełnia błędy, lecz nie zawsze potrafi je zauważyć, więc jeśli ktoś zwróci jej uwagę jest gotowa przeprosić i wyrazić skruchę. Nie oznacza to jednak że jet uległa. Jest w pewnym sensie upartą osobą, ponieważ gdy już coś postanowi, np. nauczyć się czegoś nowego mimo swej wady, na pewno to zrobi. W innych przypadkach jest zawsze otwarta na sugestie i nie jest dla niej problemem wybrać kompromis. Bardzo lubi żarty, nawet czarny humor. Lubi żartować ze swej ślepoty co często zaskakuje.
Historia: Gabi wychowywała się w niedużej miejscowości gdzie wszyscy się znają, lecz mimo to jej rodzinie niczego nie było brak, a wszystko dzięki ojcu który był znanym i cenionym kowalem. Dziewczyna od małego wykazywała zdolności kulinarne. Zawsze bardzo lubiła spędzać czas z bratem. Kiedy Marcys nie wykazywał chęci i talentu do kowalstwa, ojciec rodzeństwa postanowił uczyć tej sztuki córkę. Zawsze był bardzo dumny z jej sukcesów. Gdy skończyła 16 lat w wyniku wypadku Gabriela niemal całkowicie straciła wzrok. Jej ojciec się załamał gdyż dziewczyna nie mogła dalej wykonywać zawodu, którego ją uczył. Niedługo później brat podarował jej zwierzę, z początku zwyczajną sowę, która po pewnym czasie pokazała, że umie mówić ludzkim głosem. Bardzo się ze sobą zżyły. Zwierzę bardzo chętnie pomagało jej bardzo wielu czynnościach będąc jej oczami i mówiąc co się dzieje wokół. Brat nauczył ją postrzegać świat nie musząc go widzieć. Po 4 latach dziewczyna udała się na Smocze Wyspy by podjąć próbę dołączenia do Smoczej Akademii.
Właściciel: howrse: Kaśka_2000
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Głos: Amy Macdonald - This is the llife
Przedmioty: brak
Punkty: 0
Monety: 0
Punkty Umiejętności: WYTRZYMAŁOŚĆ: 15/SIŁA: 25/SZYBKOŚĆ:30 /ZWINNOŚĆ: 30/PANCERZ: 0
Pupil
https://i.pinimg.com/originals/6a/2a/d3/6a2ad3e0fc2f3f49d4e993d6797edfb9.jpg 
 Imię: Tulan
Wiek: Nie znany, Gabi przyjmuje że 4 lata, ponieważ tak długo już jest z nią.
Płeć: samica
Rasa: Gadająca sowa
Moce: Próbuje się nauczyć grać na pianinie i do tego jest bardzo inteligentna, jesli to się liczy.
Charakter: Tulan jest bardzo towarzyska i wygadana, łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi, lecz ciężko jej idzie z innymi zwierzętami, z nimi praktycznie nie umie znaleźć wspólnego języka (Gabi przyjmuje, że to dla tego iż spędziła w otoczeniu ludzi zbyt wiele lat). Jest dosyć tajemnicza. Są tematy na które nie rozmawia, jak np. co się z nią działo zanim spotkała swoją ludzką przyjaciółkę.
Właściciel: Gabriela Toris

Od Zuli CD Ariana/reszta

Ariana wyglądała na bardzo ucieszoną z widoku John'a, ten obrazek przypominał mi mojego Draka. Oczywiście, że na początku byłam wściekła o to, że kazał mi samej jechać tutaj.. potem jednak złość mi minęła i zastąpiła to wola nauki u ojca, później tak czy siak musiały mnie jednak dopaść tęsknota i smutek. Nie mogłam pojąć dlaczego zostawił mnie w tamtej chwili, co nie pozwalało mu ze mną lecieć..i dlaczego tak się upierał abym leciała z ojcem sama mimo tego, że on sam zostanie na Eter.
-Zulka chodź przywitać naszego gościa- wyrwał mnie głos ojca, czasem i na niego byłam zła..mimo że to nie jego wina, cieszyłam się, że powrócił ale gdyby nie to, cóż..nadal byłabym szczęśliwa z Drakiem. Odrzuciłam myśli na bok i skupiłam się na tym co teraz. Podeszłam do reszty rodzinki i uścisnęłam dłoń John'a witając się z takim uśmiechem na jaki było mnie teraz stać.
-Cześć, miło Cię znowu zobaczyć-powiedziałam. Blondyn przyjrzał mi się i już miał coś powiedzieć, ale byłam pierwsza.
-Tak tak, urosłam, wiem. Nie powinnam jednak chyba przez te lata nadal wyglądać na małą dziewczynkę prawda?-zażartowałam. Chłopak się zaśmiał i przyznał mi rację, widziałam to jak patrzył na Arianę, na pewno mu się ona podoba, tylko ciekawa jestem co zrobi jak dowie się, że Ari jest zakochana i ma już swojego adoratora. Schyliłam się do tygrysa, który brykał pod nogami innych. Maluch był na prawdę przeuroczy.
-Właśnie Zula! I ty Angelo. Mam i dla was prezenty-powiedział nagle ojciec. Zniknął tajemniczo i po chwili pojawił się z powrotem, ale już nie sam, oj nie. Przy jego lewym boku stała piękna klacz, a za jego nogami kręciła się jakaś kupka sierści, nie mogłam wykminić co to za zwierzę.
Gift: Aladin by sta-a
-Angelo, ta klacz jest dla Ciebie, jest już ładnie odchowana i nie powinnaś mieć z nią kłopotu.-powiedział, po czym zmierzał już do mnie. Czyli ja dostanę tę tajemniczą kulkę kłaków. 
"Young African Painted Dog (Wolf)" | 2016 | 20" x 20" | Acrylic on canvas | Sold
-To jeden z Likaonów Miridare. W czasie rośnięcia zyska pewne moce. Będzie Ci wiernie służył-powiedział i podał mi do rąk tę małą kulkę.
-Dziękuję ojcze. Zajmę się nim jak trzeba.- podziękowałam mu i ucałowałam w policzek. Likaon wiercił się niespokojnie, ale jak tylko zaczęłam go gładzić, uspokoił się, pieszczoty mu się spodobały. Nazwałam go Lazar. Razem z małym dołączyłam do Angeli z klaczą i resztą.
<Angela? Reszta?>

2 stycznia 2020

Od Lilith (Pasowanie na Złotego Strażnika-Sara)


Wiedziałam od początku, że ta dziewczyna ma potencjał. Jak tylko skończyli walkę dałam znak Shiro, iż może już odejść.
-Widzimy się za 15 minut w wielkiej sali.-rzekłam tylko. Dziewczyna jakby nie wiedziała jak zareagować, chyba nie dotarło to do niej.
-Widzimy się na pasowaniu na Złotego Strażnika-dopowiedziałam.
-Dziękuję-rzekła.
Wyszłyśmy z sali treningowej. Uśmiechnęłam się do dziewczyny i tak się rozdzieliłyśmy.
---
Przygotowania do pasowania dobiegły końca. Tuż po rozmowie z Eurosem ustawiłam się przy zbiorniku wypełnionym eliksirem Złotych Strażników. Przyszli Złoci Strażnicy ustawili się przy Eurosie, było ich w tym miesiącu tylko trzech, ale i tak nasze szeregi już się poszerzyły.
Euros przemówił, a na sali zapadła cisza.
-Musicie obiecać poświęcenie się w imieniu dobra świata, zaakceptować swoją dowódczynię Lilith oraz oświadczyć, iż nie odejdziecie od Złotej Straży nawet jeśli mielibyście zginąć. -powiedział, a ja zaczęłam mówić zaraz po nim.
- Po obietnicy wypijacie eliksir Złotych Strażników, który sprawia, że trzyma Was ta przysięga, a jeśli nie dotrzymacie słowa, umieracie. Po wypiciu kielicha musicie wypowiedzieć słowa "Jam jest Złoty Strażnik". Po tych słowach przepływa na nas cząstka mojej mocy i energii. Po czym zmieniacie się w swojego wewnętrznego zwierza i pokazujecie swoją moc. Całe pasowanie kończy się wypalaniem przeze mnie Wam znak zwierzęcia. -Wytłumaczyłam wszystko. Euros dał znak na rozpoczęcie pasowania. Osoby kolejno zaczynały podchodzić.
<Sara?>

1 stycznia 2020

Sara Morgan - Test na Złotego Strażnika



Gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi mój motocykl przekroczył bramę główną miasta Eter. Wyglądała wspaniale, o wiele lepiej niż to sobie wyobrażałam. Odwróciłam głowę za siebie, żeby posłać jej jeszcze jedno spojrzenie. Nareszcie tu dotarłam. W środku cieszyłam się jak małe dziecko. Moja podróż wreszcie dobiegła końca.

Przedzierając się przez ulicznych tragarzy, spacerowiczów, powolutku brnęłam do centrum, gdzie znajdowała się akademia smoczych jeźdźców. Od dłuższego czasu coś mnie kusiło, aby podjąć próbę przejścia, jednakże... Nie jestem człowiekiem, co mnie z mety dyskwalifikowało. Tylko niemagiczni, czyli ludzie mogli zostać jeźdźcami. Dlatego postanowiłam wstąpić do złotej straży. W ten sposób będę mogła pomóc innym, no i nauczę się czegoś nowego, mam nadzieję.
Znienacka usłyszałam cichutkie pikanie w uchu, które pochodziło od maciupkiej słuchaweczki schowanej za moją prawą małżowiną. Palcem dotknęłam jej, a po sekundzie usłyszałam głos mojego przyjaciela z drużyny pogromców potworów.
- Słucham.
- Jesteś już na miejscu? - usłyszałam dobrze znany mi głos. Uśmiechnęłam się pod nosem na samo wspomnienie jego właściciela.
- Właśnie wkroczyłam do miasta. Za jakieś dwadzieścia minut dotrę do akademii.
- Obyło się bez problemów? - W tym pytaniu wyczułam troskę.
- Ojej, martwisz się o mnie? Hahaha, spokojnie, droczę się tylko... - dodałam od razu, gdy usłyszałam jak mój rozmówca mruknął pod nosem coś niezrozumiale. - Tak, droga minęła mi bezproblemowo. W tej części Dragoso spodziewałam się większej aktywności sług Ciernia. Jak widać jeźdźcy skutecznie ich tępią.
- Szczęściara. Tobie to się zawsze upiecze. My kilka dni temu natknęliśmy się na jeden z oddziałów tego paskudy. Kilkoro z nas zostało rannych, ale dzięki elfickiej magii wszyscy się wylizali w trymiga.
- To dobrze. Uważajcie na siebie, dobrze? Chcę mieć do czego i kogo wracać. - Westchnęłam po chwili. Na samą myśl, że moich przyjaciół mogłoby zabraknąć, coś ściskało mnie nieprzyjemnie w żołądku.
- Mała, nie pękaj. Dajemy radę. Dobra, skoro nie zabili cię po drodze i wszystko dobrze, to ja spadam. Mam dzisiaj robotę jeszcze.
- Na razie, Sam. Jeszcze raz, uważajcie na siebie, a... Jeszcze jedno... Uważajcie na moją matkę, ok? Niech nie wychyla nosa ze świątyni - rzekłam zmartwionym głosem.
- Ma się rozumieć, mała. To strzałka.
- Do usłyszenia. - Sam rozłączył się po naszym pożegnaniu. W samą porę, gdyż właśnie dojechałam do celu. Zaparkowałam swój motocykl pod imponującymi schodami. Stanęłam przed nimi, poczułam lekkie zdenerwowanie, nie wiedzieć skąd tak nagle. Wzięłam kilka uspokajających wdechów, by dodać sobie odwagi. Dalej Sara, dasz radę, rzekłam do siebie w myślach. Wiatr na otuchę owiał mi twarz, co przyjęłam ochoczo. Nabrałam motywacji i zaczęłam wspinać się po schodach.
Po trzech minutach weszłam do środka gmachu, który zapierał dech w piersi. Bogato zdobiona budowla, górująca nad pozostałymi budynkami, wewnątrz okazała się jeszcze piękniejsza. Szłam jak urzeczona, rozglądając się dookoła. Moje marzenie wreszcie zaczęło się spełniać. Byłam w akademii. Tej słynnej na cały świat szkole dla smoczych jeźdźców, gdzie rodziły się prawdziwe legendy. Nie mogłam przestać się uśmiechać.

Nagle zdałam sobie sprawę, że przemierzałam korytarze jakbym je znała. Gdy mijałam jakieś drzwi lub salę to wiedziałam co tam jest i co się w nich odbywa. Nie zaniepokoiło mnie to, choć powinno. Byłam tak uradowana przybyciem na Eter, że nie zwróciłam na ten istotny fakt uwagi. Moje nogi znały drogę do wieży, w której miała znajdować się, a przynajmniej powinna, dowodząca złotą strażą, Lilith.
Dotarcie do komnaty głównodowodzącej zajęło mi dłuższą chwilę, w końcu to ogromny zamek, ale gdy stanęłam przed wejściem do jej gabinetu w ostatniej chwili powstrzymałam się przed zapukaniem. Teraz albo nigdy, powiedziałam do siebie w myślach. Moja szansa na spełnienie snów, które od tygodni spędzały mi sen z powiek. Potrzebowałam minutki na zebranie się do kupy i wreszcie zapukałam trzy razy.
- Wejść. - Usłyszałam pozwolenie, po czym otworzyłam drewniane drzwi i weszłam do środka. Wewnątrz skromnie umeblowanego gabinetu, za metalowym biurkiem siedziała młoda, białowłosa kobieta. Spojrzała na mnie po chwili zza dokumentów. Jej źrenice na sekundę się rozszerzyły, jednak moment po tym wróciły do poprzedniego stanu. Uśmiechnęłam się do niej lekko, ręką założyłam włosy za prawe ucho, które i tak zaraz wróciły na swoje poprzednie miejsce.
- Witam. Nazywam się Sara Morgan i chciałabym zostać złotym strażnikiem.
- Witaj Morgan, jestem Lilith. Miło mi cię poznać. A mogę wiedzieć, skąd w tobie chęć do bycia strażnikiem? Jeśli do nas dołączysz to nie będzie już odwrotu. Nie będziesz mogła zrezygnować, rozumiesz? Staniesz się współodpowiedzialna za obronę całego Dragoso i jego wszystkich mieszkańców.
- Tak, wiem na co się piszę i jestem zdecydowana. Chcę zostać złotym strażnikiem oraz chronić to, co kocham. Po to się urodziłam. - Posłałam dziewczynie zdecydowane spojrzenie. Serio, nie po to się tłukłam taki szmat drogi, by w ostatniej chwili zrezygnować.
- Urodziłaś, powiadasz... Skoro tak, zgoda. Możesz podejść do testu. Wytłumaczę ci zasady...
- Nie trzeba. Znam je. - Może trochę niegrzecznie weszłam jej w słowo, ale co tam. Moja ekscytacja na nowo we mnie zaczęła rosnąć. - Jestem gotowa – dodałam na koniec.

Udałyśmy się do sali ćwiczeń w akademii. To ta największa, jak przypuszczałam. Rozejrzałam się wokół zadzierając głowę wysoko do góry. Na twarzy automatycznie zagościł mój szeroki uśmiech. Wokół unosiła się aura walki i magii. Zupełnie jak w klasztorze, no z jednym wyjątkiem, tam nie odbywały się żadne walki czy bitwy. To święte miejsce, które nigdy nie zostało skalane brutalizmem wojny. Co jest nie lada wyczynem, zważywszy na to w jakich czasach przyszło nam żyć.
- Zaprezentujesz nam swoje zdolności w walce z Shiro. - Lilith wyrwała mnie z zachwytu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przyszedł tu z nami jeszcze ktoś. Wysoki młody mężczyzna, nieco podobny do białowłosej przywódczyni.
- Oj, przepraszam. Nie zauważyłam cię. - Uśmiechnęłam się pod nosem nieco głupkowato. Lekki rumieniec okazujący zawstydzenie przyozdobił moje policzki.
- Nie szkodzi. Zaczynajmy. Jesteś gotowa? - zapytał niewzruszony. Kiwnęłam głową, że jestem. Odsunęłam się od nich na bezpieczną odległość. Przykucnęłam i położyłam prawą dłoń na ziemi. Zamknęłam oczy i wypowiedziałam te same słowa co zwykle, gdy budziłam w sobie walkirię.
- Ojcze, błagam cię byś obdarzył swoją mocą wojowniczą córę twoją. - Gdy wypowiedziałam ostatnie słowo mocniej zabiło mi serce w piersi, a na plecach poczułam znajome uczucie wyrastających skrzydeł, których pióra po chwili pokryły się metalem. Wstałam powoli i popatrzyłam na moją dwuosobową widownię. - Jestem walkirią, tak wyglądam naprawdę. To mnie nie dyskwalifikuje, prawda? - spytałam, a ci pokręcili przecząco głowami. - Nie... nie eksponuję skrzydeł. Używam ich jako tarczy lub środku transportu jedynie w wyjątkowych przypadkach, tak samo jak resztę umiejętności.
- A jakie to umiejętności? - spytała Lilith, podczas gdy pozwoliłam swoim pięknym skrzydłom zniknąć.
- Siła i szybkość. Ze względu na to kim jestem moja siła nawet przed przyzwaniem znacznie przekracza tę należącą do zwykłego człowieka. Co do szybkości, to jestem na poziomie... - zastanowiłam się przez chwilę szukając dla siebie dobrego porównania. - Hm, wydaję mi się, bez przywołania atrybutów moją szybkość można porównać do tej należącej do geparda. Szkopuł jest taki, że dość szybko się męczę. Jak to mówią, coś za coś. Jednak gdy przywołam swoje moce w pełni, na jakieś niecałe pół godziny ulegają zwielokrotnieniu, no ale jest to bardzo wyczerpujące. Dlatego nie przywołuję walikriańskich atrybutów często.
- Interesujące. A teraz umiejętności bitewne. Masz doświadczenie w walce?
- Zależy co przez to dokładnie rozumiemy. Wychowałam się w klasztorze, który jest poza wpływami Ciernia i w którym nikogo jak odkąd nie zabito. Trenowano mnie od najmłodszych lat i nauczono jak opanować w sobie moce walkirii. Dopiero podczas podróży miałam okazję skonfrontować się z poplecznikami Ciernia.
- Czyli... nigdy nie walczyłaś? Na żadnej wojnie? - Lilith i Shiro aż się zdziwili. Na moment zapadła cisza, ponieważ nie wiedziałam jak ubrać w słowa to, co miałam już na końcu języka.
- Ee.. tak jakoś wyszło... Znaczy, walczyłam z różnymi potworami na zlecenie... - wydukałam, jakże nędzną wymówkę.
- Cóż, nie pozostaje nam nic innego jak sprawdzić cię w boju. Shiro!
Lilith wydała rozkaz swojemu podwładnemu. Ten podszedł nieco bliżej i wyciągnął miecz, przyjmując pozycję bojową. Rozejrzałam się i znalazłam pod jedną ze ścian stoły i regały z różnymi broniami. Wybrałam dla siebie długi kij, podobny do tego, którym zazwyczaj się posługuję. Różnica kryła się w materiale. Mój był bambusowy z metalowym rdzeniem, a ten był cały z metalu. Sprawdziłam szybko jak leży w dłoni, wykonałam nim kilka próbnych machnięć, a kiedy stwierdziłam, że się nada wróciłam na środek sali. Na rozgrzewkę zaczęłam nim wywijać, a kiedy skończyłam kiwnęłam delikatnie głową, że jestem gotowa do walki. Utkwiłam spojrzenie w swoim przeciwniku. Skupiłam się na jego ciele, w jaki sposób oddychał, jak układały się jego ramiona, kiedy napinał mięśnie, by w idealnym momencie móc zaatakować. Wyczułam w nim wielką magię, zaś w Lilith jeszcze potężniejszą. Bez wątpienia byli wspaniałymi wojownikami. Uspokoiłam oddech tak jak nauczyłam się tego od klasztornych mistrzów. Poczułam jak przez moje ciało przepływa magia...

Wystarczyła mi sekunda by przemierzyć dystans między mną, a Shiro i zadać silny cios, przed którym w ostatniej chwili zdążył czmychnąć. W miejscu, gdzie przywaliłam z impetem końcem kija pojawiła się wyrwa. Mężczyzna nie pozostał mi dłużny i postanowił sam zaatakować. Udało mi się zablokować jego cios kijem i odepchnąć go na jakieś trzy metry. Zrobiłam to z taką siłą, że Shiro omal nie upadł. Wykorzystałam to, w oka mgnieniu doskoczyłam do niego, pozbawiłam miecza, i podcinając mu nogi powaliłam przeciwnika na glebę. Wymierzyłam w pierś chłopaka koniec metalowego pręta. Ten chwycił za jego trzon i pociągnął w bok, zmuszając mnie tym samym do utraty równowagi. Dzięki temu kupił sobie kilka sekund czasu. Za szybko to wszystko się potoczyło. Jak zwykle się pospieszyłam. Shiro spróbował zadać mi cios, tym razem to on chciał mi podkosić nogi. Niestety, ale nie udało mi się odskoczyć, zagapiłam się po prostu. Przeciwnik dopadł do mnie, zamierzył się pięścią i... złapałam jego rozpędzoną pięść pewnie, mocno. Był silny, ale ja od niego silniejsza o wiele. Ścisnęłam go bardziej, jeszcze i jeszcze, aż zaczął syczeć z bólu. Gdy stracił koncentrację zepchnęłam go z siebie, ale nie puściłam go. Wstając szybko pociągnęłam chłopaka za sobą, wyrzucając go w górę, nad głowę, by na koniec rzucić nim o ziemię. Niezbyt mocno, nie chciałam go połamać.

Ku mojemu zdziwieniu Shiro podniósł się na równe nogi. Z szybkością godnej kobry królewskiej ruszył do ataku. Próbowała parować każdy jego atak, lecz raz po raz udało mu się mnie trafić. To w udo, to w żebro, jednakże nie mogłam się dać pokonać. Lata ćwiczeń, jakie fundowali mi mnisi nauczyły mnie, że nie wolno działać pochopnie, że należy czekać na właściwy moment, a kiedy ten się nadarzy to go mądrze wykorzystać. Po dłuższej wymianie ciosów zauważyłam u Shiro pewien powtarzający się schemat. Znając już jego styl mogłam zręczniej i z wyprzedzeniem kontrować jego uderzenia. Moje ruchy zaczęły nabierać prędkości. Z upływem czasu dostrzegłam słaby punkt w obronie Shiro. Kiedy wymierzał cios prawą pięścią zaraz za lewą nie nadążał na nowo trzymać gardy i to właśnie był ów moment. Wyczekałam, aż znowu się odsłoni, za pomocą prawego sierpowego trafiłam go prosto w szczękę, posyłając go znowu na glebę, z której już nie wstał. Nie powiem, zmęczyła mnie ta walka i to nawet bardzo. Oddychając głęboko i nierówno pochyliłam się nad mężczyzną, podałam mu dłoń, by pomóc mu wstać. Z ociąganiem, ale przyjął moją pomoc. Poklepał mnie po ramieniu z uznaniem, następnie oboje spojrzeliśmy na Lilith czekając na jej werdykt.



(Lilith?)