20 lipca 2017

Od Sorayi / Koniec sennego koszmaru !


Starałam się jakoś trzymać, jednak szło mi to z coraz większym trudem. Alora za to zaczęła swoją małą walkę z tym nędznym, ciernistym pomiotem. Próbowała na własną rękę zdziałać coś swoją siłą umysłu, jednak i jej siły były mocno nadwyrężone. Mimo to, Cierń puścił ją, dzięki czemu dziewczyna zdołała się oddalić. Jednak jej siła nie wystarczy, by nas stąd uwolnić. Tu potrzeba czegoś więcej. Nie wystarczy tylko przełamać mroczny urok. Trzeba przejąć nad nim kontrolę, sprawić, by ta senna rzeczywistość stała się nie więzieniem, ale snem, który byłby całkowicie nam podległy.
Wyjawiłam Orionowi swój plan, jednak ten ociągał się. Nie chciał tak prędko zrezygnować z rzucenia się na Ciernia, jednakże, gdy wypowiedziałam po raz kolejny jego imię, coś w nim drgnęło. Odwrócił się w moją stronę. Jak tylko nasze spojrzenia się ze sobą spotkały, z jego oczu niemal od razu zniknęła żądza mordu. Zastąpiło ją za to coś innego, coś czego nie potrafiłam rozszyfrować. Poczułam się dziwnie, jakby jego spojrzenie patrzyło nie tylko na mnie, ale także na to, co kryję wewnątrz mnie. W jednej chwili odwrócił się do mnie przodem, pomógł mi wstać, po czym objął w pasie od tyłu. Głowę oparł lekko na moim ramieniu. Mimo beznadziejnej sytuacji moje serce jakoś dziwnie zareagowało na tego typu czułość. Czułam ciepło od niego bijące i siłę. Ogromną wręcz siłę. Nagle poczułam coś jeszcze, co sprawiło, że na moment urwał mi się oddech. Obca energia zaczęła mnie wypełniać dodając mi coraz więcej sił i sprawiając, iż czułam się coraz lepiej. Była taka przyjemna, miła, a co najistotniejsze, doskonale dopasowywała się do mojej energii. Jakby były jednością. Otworzyłam swój umysł dla Oriona, dając mu dostęp do moich największych sekretów. Byłam świadoma tego, że to, co białowłosy ujrzy sprawi, iż zacznie mnie nienawidzić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że połączenie umysłów, inaczej połączenie dusz, pokaże mu jakim potworem jestem w rzeczywistości. Wszystkie zbrodnie jakich się dopuściłam objawią się mu. Z drugiej strony, ja też zobaczę to, czego on dokonał w swoim życiu. Jego złe występki.
Byłam gotowa na to, co mogłam zaraz ujrzeć. Odwiedzanie cudzych wspomnień ćwiczyłam razem z braćmi, także to nie była dla mnie żadna nowość, no ale... To były wspomnienia kogoś obcego i to nie byle kogo, a Oriona. Tego Oriona.
Poczułam to charakterystyczne spadanie w dół, któremu poddałam się od razu. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam stałam na jakiejś polanie. Lekki wiatr rozwiewał mi włosy. W oddali usłyszałam śmiech bawiących się dzieci. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam trzech chłopców. Najstarszy z nich miał białe włosy, od razu rozpoznałam w nim Oriona. Ten zielonowłosy to musiał być Reo, zaś najmniejszy z trójki miał blond włosy. Tego chłopca nie znałam. W jednej chwili rozległ się jakiś odgłos, to był dźwięk upadającego ciała. Chłopcy przestali się bawić, ich śmiechy zamarły, a radość na ich twarzach została zastąpiona strachem i bólem. Jedynie Orion nie wyglądał na wystraszonego. Był wściekły. Rozejrzałam się po okolicy. Nieopodal mnie po lewej stronie jakiś pijany mężczyzna bił leżącą na ziemi kobietę. Chciałam coś zrobić, odciągnąć tą biedaczkę od tego naprutego w trzy dupy gacha. Ale ktoś mnie ubiegł. Tym kimś był sam Orion. Poraniona kobieta próbowała jakoś wstać, rozdzielić szamoczących się. jednak nie potrafiła się podnieść.
-- Synku... nie... Zostaw tatę... -- Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. Że co? Ten pijany cham to ojciec Oriona?! A ta pobita kobieta to jego matka..? Spojrzałam w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu beztrosko bawiło się troje rodzeństwa. Chłopcy zniknęli, śladu po nich nie było. Ponownie spojrzałam na Oriona, który jak szalony okładał pięściami własnego rodziciela. Mężczyzna leżał w bezruchu na zakrwawionej trawie, mimo to, białowłosy chłopiej nie przestawał go bić. Jego dłonie, koszulka były całe umazane szkarłatną cieczą jego ojca. Matka Oriona płakała, wołała by przestał, ale on jej nie słuchał. Sam uspokoił się dopiero po kilku minutach. Dziki gniew nadal malował się na jego niewinnej dziecięcej twarzy.
-- Już nigdy nie podniesiesz ręki na mamę -- powiedział, po czym uklęknął obok swojej rodzicielki i mocno się do niej przytulił.
Orion, w tak młodym wieku, zabił własnego ojca. Poniekąd nie mieściło mi się to w głowie. Moja rodzina zawsze się kochała. Tata nawet nigdy poważnie nie krzyknął na mamę. Kochał ją do szaleństwa, tak jak ona jego. Z drugiej zaś strony, człowiek, co podnosi rękę na własną rodzinę jest nic niewart, dlatego po części rozumiem Oriona i usprawiedliwiam to, co zrobił. Jednak zabójstwo własnego ojca, choćby ten był samym złem wcielonym, to zbrodnia. Zabójstwo to zabójstwo. Sama wiem o tym doskonale.
Później zaczęły mi się ukazywać inne niecne występki Oriona. Sporo tego było. Nie sądziłam z początku, że może on mieć tyle na sumieniu. Mordy, oszustwa... Inne przewinienia... Dokonał w swoim życiu naprawdę wiele niegodziwych rzeczy. Podobnie jak ja, tyle, że on potrafił się kontrolować. Ja, niestety, tego nie potrafię. Kiedy krew zaczyna we mnie wrzeć, kontrolę nade mną przejmuje moja mroczna strona. Część mnie, która przez większość mojego życia spała głęboko wewnątrz mnie. Zaczęła się przebudzać po śmierci Katsuyi i mojej matki.
Boję się tej drugiej mnie.

W pewnym momencie odczułam, jak połączenie naszych duch dobiega końca, jednak nie zerwało się ostatecznie, co mnie lekko zdziwiło. Orion przytrzymywał je i nadal przekazywał mi swoją energię. Czułam jej nieokiełznaną moc. Tak świetnie dopasowywała się do mojej, mieszała się z nią dając piorunujące efekty. Poczułam się jak nowo narodzona. Nic mnie, jak na razie nie bolało. Otworzyłam szeroko oczy. Ponownie znaleźliśmy się w pałacu Ciernia, z tą różnicą, że on ledwo stał, a ja byłam pełna energii i gotowa do walki. Jednym, szybkim ruchem wyciągnęłam wbity w moje ciało czarny sztylet. Odrzuciłam go na bok i będąc ciągle w uścisku Oriona pozwoliłam swoim myślom płynąć. Tak, jak ćwiczyłam to na treningach z braćmi. Pora aby wyciągnąć jednego z moich asów z rękawa. Użyłam trochę zmieszanej energii i posłałam ją do Ciernia, który upadł na kolana. Alora dołożyła swoje trzy grosze.
-- Jak to możliwe...?! Jestem najpotężniejszym czarnoksiężnikiem jakiego nosiła ziemia...! -- Cierń wydarł się w naszą stronę. Był zły, zaczął tracić nad sobą kontrolę, a ja skorzystałam z tego i całkowicie złamałam jego urok, uwalniając nas spod jego władzy. -- Nie...! -- krzyknął w eter. Wdarłam się do jego umysłu, sprawiając mu jak najwięcej bólu.
Plan zdobycia władzy nad światem..
Zdobycie wszelkich talentów magicznych...
Zrównanie Akademii z ziemią...
Zdobycie kluczy do wrót Boskich Krain i reszty światów...
Wojna...
Anielica...
Białowłosa dziewczyna...
I..
O nie. To niemożliwe. Niemożliwe!
Widziałam siebie. W ręku trzymałam koronę Dragoso. Wokół mnie tańczyły błyskawice...
On wie.
Wie, że to ja strzegę korony. Ktoś sypnął. Ktoś zdradził. Moi bracia...! Czy są bezpieczni? Czy nic im nie jest...?
-- Skąd wiesz o koronie? -- spytałam Cierń, jednak ten zaczął się śmiać w odpowiedzi. -- Pytam skąd to wiesz?!
-- Spokojnie półbogini, bękarcie z boskiej krwi. Złość piękności szkodzi. Wiem to od moich szpiegów, którzy infiltrowali szeregi twoich oddziałów. Trochę zajęło mi zwerbowanie odpowiednich ludzi i doszukanie się tak istotnych informacji, ale czekanie opłaciło się. Wiem wszystko.
Sorayo, córko mojego największego wroga, idę po ciebie...

To były ostatnie słowa Ciernia, nim rozpłynął się razem z otaczającymi nas gruzami i ścianami mrocznego zamku. Nakazałam sennej rzeczywistości przybrać obraz łąki, tej która jest nieopodal mojego domu. Rośnie na niej mnóstwo konwalii.
-- Aloro, możesz już wracać. -- Spojrzałam na dziewczynę, która chciała coś powiedzieć, jednak nie pozwoliłam jej na to. -- Bez dyskusji. Lada moment do miasta wkroczą wojska Ciernia. Jego najwierniejszy sługa stoi na ich czele. Musisz jak najszybciej wrócić do realnego świata, by Adris cię uleczyła. A ty, Orionie, możesz mnie już puścić. -- Kiedy Alora wróciła do realu, zostałam z białowłosym sama. Wyplątałam się z jego objęć i stanęłam twarzą do niego. Starałam się nie zaczerwienić jak idiotka, widząc jego nagie, wytrenowane ciało. O matko, a było na co popatrzeć. Przełknęłam szybko ślinę, bo tak jakoś nagle zaschło mi w gardle.
-- Dziękuję za pomoc i za twoją energię. Bez ciebie nie dałaby sobie rady, także dziękuję. I... -- zacięłam się. Spuściłam głowę w dół. Teraz, kiedy wiedział już, jak złym jestem człowiekiem, pewnie nie będzie chciał mieć ze mną nic do czynienia.  -- Widziałeś to, prawda? Widziałeś czego się dopuściłam. Nie chcę się usprawiedliwiać, ponieważ nie mam do tego najmniejszego prawa, ale ja żałuję. Żałuję wszystkiego, choć większość z nich zasługiwała na śmierć. Może niekoniecznie z mojej ręki, ale zasługiwała. Ostrzegano mnie, bym nigdy nie szła tą drogą, bo to mnie zgubi. -- Nagle się cicho zaśmiałam, ponieważ z czegoś zdałam sobie właśnie sprawę. -- Masz słuszność nazywając mnie diabłem. Jestem nim. -- Więcej nie mogłam mu powiedzieć. Czułam, że nie dałabym rady tego zrobić. Nie byłam gotowa zmierzyć się z własnymi lękami, a prawda była taka, że to, czego się najbardziej boję, to ja sama. Jednak nigdy nikomu o tym nie powiem. Kto by uwierzył takiej morderczyni jak ja... -- Pora wracać.

Tak, najwyższa pora wrócić do świata żywych. Poczułam się senna i... obolała? Ból, coraz większy ból i odrętwienie. Coraz większe katusze... Nagle wszystko zaczęło mnie boleć, ciało stało się cięższe od kamienia. Zachciałam krzyczeć, drzeć się z bólu, ale nie mogłam. Krzyki ugrzęzły mi w gardle. Czułam, że leżę na brzuchu. Jak moje plecy i żyły płoną żywym ogniem. Jakieś szumy wokół mnie... Pikanie? Szepty? Nie, to nie szepty. To wołania, ale kto kogo woła..? Przez niemiłosierny ból nie mogłam się skupić.
-- Soraya! Soraya..? Słyszysz mnie? Siostra odpowiedz, błagam..!
-- Obudzili się, całą trójka!
-- Sora, jak mogłaś nas tak wystraszyć?!
-- Przestańcie się drzeć, idioci! Nie widzicie, że jest w szoku?!


< No. Wreszcie! Alora? Orion? Wszyscy ?! Wojna wojna wojna....! >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz