25 lipca 2017

Od Sorayi Cd Zen


Zwierzę wraz z Zenem, bo tak się ten chłopak przedstawił, usiedli obok mnie. Białowłosy uśmiechał się co po chwilę, jakby to było jego nawykiem. Ja sama tak nie potrafię. Od siedmiu lat uśmiecham się bo muszę, chyba że w towarzystwie osób przed którymi nie muszę udawać. Dopiero wtedy na jaw wychodzi mój prawdziwy uśmiech. Ponoć moja matka uśmiechała się tak samo. Tak twierdzą moi bracia. Czy to prawda, nie wiem tego... Ze względu bezpieczeństwa podałam mu tylko imię. Jak zwykle, swoje nazwisko zostawiłam dla siebie. 
Moje drżenie musiało być widoczne, ponieważ Zen ściągnął z siebie swój płacz i okrył mnie nim. Lekko się skrzywiłam, gdy przez przypadek dotknął mojej rozległej rany na plecach. 
Spytał co robię tutaj, tak ubrana. W sumie to sama nie wiem. Chciałam tylko iść coś zjeść.., no i uciec przy okazji.
-- Miałam swoje powody. Po prostu... nie czuję się najlepiej. Wybacz, ale nie znam cię, dlatego nic więcej ci nie powiem. -- Spojrzałam na niego, dokładnie tym razem mu się przyglądając. Lekki wiatr dostający się z zewnątrz rozwiał moje długie włosy delikatnie i jego też. Zakręciło mi się w głowie, przez co prawie ześlizgnęłam się z ławki. Źle się czułam, powinnam zostać w szpitalu, ale nie wrócę tam. Nie mogę rozpraszać braci. Powinnam zniknąć wszystkim z oczu. Później skontaktuję się z Tobim, pewnie już mnie szukają. Kolejna zjebka od starszego brata czai się na horyzoncie. 
Zwierzę rasy Hares nie przestawało się na mnie gapić. Lekko spanikowałam. Co, jeśli ten cały Zen kogoś tu zawoła i zaprowadzi mnie z powrotem na oddział? Drugiej szansy na ucieczkę nie dostanę...
Spojrzałam Zenowi jeszcze raz, głęboko w jego czerwone oczy. Czy mogę mu zaufać?

< Zen? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz