25 lipca 2017

Od Sorayi Cd Zen


Błądziłam myślami niczym w obłokach. Nie wiedzieć czemu, ale myślałam o Orionie, nie o wojnie. Właśnie o białowłosym magu. Powinnam zamartwiać się co zrobić w obecnej sytuacji, opracować jakiś plan działania, wspomóc choć mentalnie moich braci, żołnierzy, samą księżniczkę. Wiem od Tobirayi, że ją tu przetransportował. Mądrze postąpił. Tu będzie najbezpieczniejsza. 
Co do mnie, zdaję sobie sprawę, iż postąpiłam nieodpowiedzialnie wymykając się ze skrzydła szpitalnego, jednak, kiedy tak dłużej się nad tym zastanawiam, powinnam zniknąć na jakiś czas. Ukryć się, wylizać się z ran, przeczekać bitwę. Teraz jestem praktycznie bezbronna. Gdyby pomioty teraz, w tym momencie, wdarłyby się do ogrodu, byłoby po mnie. 
Nie mogę do tego dopuścić...
Rozplatałam ostrożnie wstążkę z moich włosów. Widziałam, jak drżą mi obie dłonie. Z trudem zawiązałam sobie czerwoną wstążkę na ramieniu. Nie chciałam jej zgubić, jest dla mnie zbyt cenna. Włosy opadłby mi na plecy, aż do bioder. Szczelniej okryłam się prześcieradłem, bo było mi jakoś dziwnie zimno. Przez niską ilość krwi w organizmie moje ciało nie może dojść do siebie. Moje powieki robiły się coraz cięższe, zachciało mi się spać. Jakby kilka tygodni snu mi nie starczyło.., i wtedy wyczułam czyjąś obecność. Energia, męska, zbliżała się do mnie. Chciałam się gdzieś ukryć, jednak moje odrętwiałe ciało na to nie pozwoliło. Po minucie, zza krzaków wyszedł jakiś chłopak. W ręku niósł kilka konwalii. Podszedł do mnie i mi je wręczył. Konwalie to moje ulubione kwiaty, mam do nich poniekąd słabość, dlatego wyciągnęłam powoli drżącą lewą rękę po nie.
-- Dzień dobry, co tutaj pani robi? -- zapytał mnie nieznajomy. Przyglądał mi się bardzo dokładnie. Ja, niemal naga pod cienką warstwą materiału, przełknęłam szybko ślinę, ponieważ znowu zaschło mi w gardle. Ten koleś wlepił we mnie to swoje przenikliwe spojrzenie, które coraz bardziej mnie drażniło. Zebrałam się w sobie jako tako. Przybliżyłam do twarzy kwiaty, by móc powąchać ich przepiękny zapach. Woń konwalii uspokoiła mnie, była tym, czego potrzebowałam na chwilę obecną.
-- Na początek wypadałoby się przedstawić -- odpowiedziałam cicho. Spojrzałam mężczyźnie w oczy, obdarzając go moim standardowym, oziębłym spojrzeniem. -- Jednak dziękuję za kwiaty. Są piękne.

< Zen? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz