16 lipca 2017

Od Shurimy

Moje włosy przybrały iście krwawy odcień z tym, że końcówki ciemniały. Oj bardzo, aż zrobiły się czarne. Ich barwy dokładnie odzwierciedlały to co właśnie czułam, paniczny strach pomieszany z chęcią mordu. Z moich ust wydobył się ostry syk kiedy mężczyźni odchodzili.
Nie ujdzie im to płazem. Delikatnie pogłaskałam tygrysa po jego czarnym łepku. Miał takie miękkie futro.  Mógł skończyć jako ozdoba na ścianie bądź podłodze cholernie głupiego szlachcica. Pieprzeni łowcy.
W mojej głowie narodził się plan małej, słodkiej, ale jakże cudownej zemsty. Przyda mi się pewien eliksir, który miałam akurat w torbie. A tyle czasu zastanawiałam się gdzie go użyć.
Tak więc aby cokolwiek rozpocząć w związku z moja małą vendettą musiałam się pozbyć Kishna. Zabrzmiało to trochę brutalnie jak zaczęłam przedstawiać mu swoje plany. To tak w razie czego jakby się obudził, żeby wiedział gdzie jestem. No, ale wracając... Z wielkim wysiłkiem przeciągnęłam wielkie cielsko poza miasto do groty? Dziury? Chyba można było to tak nazwać. Ułożyłam go wygodniej no i powróciłam do ludzkiej osady znaleźć tych


Chwilę wcześniej

Rozejrzałam się po mojej byłej kwaterze w poszukiwaniu czegoś o czym być może mogłam zapomnieć. Nic... Wszystko wysprzątałam, łóżko pościeliłam, rzeczy spakowałam. Żałośnie było mi przyznać przed samą sobą, że jestem biedna. I to nie z racji zbyt małych funduszy. Pieniędzy jak na razie mi nie brakło. Chodziło tu bardziej o postać materialną. Jedyne ubranie jakie posiadałam to to na sobie. Nie wyglądało najlepiej. Podarte gdzieniegdzie nie było nawet trochę czyste mimo licznych prań. Kolory zupełnie wyblakły. Choć moje włosy tym nadrabiały.
Książki, inne duperele -  tego nie miałam wcale. Po ucieczce została mi tylko moja skórzana, stara torba zawierającą eliksiry oraz nóż. Choć nie umiałam z niego korzystać w samoobronie.
Nie miałam nic. Ani walniętej rodziny z obsesją na punkcie potęgi, nikogo bliskiego w rodzaju przyjaciela czy choćby głupiego znajomego, ani domu.
Uświadomiłam sobie jedną rzecz. Podczas spotkania z Kishanem o tym nie myślałam. Ani o wyglądzie, mojej sytuacji. Nawet nie pomyślałam nad moim dalszym losem.
-Tylko o tym jak boska jest jego klata - westchnęłam nad swoją płytkością,
Chwyciłam się za głowę i upadłam z głośnym hukiem na ziemię. Moją głowę zaczęły wypełniać liczne obrazy. Było to tak nagłe, że nawet nie zawyłam z bólu. Jednak taki nagły upadek był bolesny. Widziałam obrazy jak przez karmazynową zasłonę.
Kishan
Tygrys
Strzelby
Krew
Kishan
Ludzie
Kishan
Śmireć

 Teraz

Stałam nad jednym z tych parszywców. Spał sobie smacznie we własnym łóżeczku niczego nieświadomy. Szyderczy uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Gówno dbali o swoje życie. albo byli zbyt głupi by sądzić, że ktoś zechce ich uszkodzić. Ja chciałam. Tak odrobinę.
Przynajmniej miałam prostszą robotę. Dostać się do budynku było prosto. Wszyscy spali. Teraz tylko po cichutku...
Wyjęłam pewną mała fiolkę wypełniona niebieskim, pół przezroczystym płynem. Po odkorkowaniu wylałam trochę na koniuszki palców. Delikatnie roztarłam je po czym pochyliłam się nad niczego nieświadomym facetem i dotknęłam jego czoła.
- Śmierć twoim lędźwiom, twojej męskości, twojemu dziedzictwu- wymruczała dl zwiększenia efektu eliksiru. Jej  nic nie groziło, ale facet będzie miał poważne problemy ze swoim... no wiadomo czym.
I tak postąpiła w przypadku pozostałych mężczyzn. Może nie krwawo, ale przy takich żonach jakie mieli życie im się aż rozleci. Byłam pewna siebie. Nawet zbyt pewna. I to mnie zgubiło.

Kiedy już miałam wracać do kochanego Kishana urwał mi się fil. Ogarnęła mnie nagła ciemność. Nic nie poczułam. Co się do cholery stało?

 C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz