19 lipca 2017

Od Reo

Każdy dzień od dnia eksperymentu, z którego Orion się jeszcze nie wybudził, wyglądał tak samo. Wstanie bladym świtem, a nawet długo przed. Następnie trening do granic możliwości i wlekę się na śniadanie. Wkrótce potem lekcje, na które i tak rzadko przychodzę ze względu na mój wstręt do towarzystwa. Ostatnio preferowałem samotność wśród książek i z nich nabywanie potrzebnej mi wiedzy wiedzy.
Nikt nie miał do mnie pretensji. Raczej się nawet tym nie przejęli. Niemal nie zauważono moich częstych zniknięć. Tylko Naxi od czasu do czasu udało się wciągnąć mnie w rozmowę trwającą dłużej niż trzy sekundy i przekraczającą wypowiedzenie kilku słów, nawet nie zdań. Często pytała gdzie się wybieram popołudniami. W tamtych momentach przywdziewałem maskę fałszywej radości i mówiłem, że na spacer. Nie brałem jej ze sobą W rzeczywistości infiltrowałem najbliższe miasta aby posiadać jak najlepsze rozeznanie terenu na wypadek... No właśnie.
Cały czas wyczuwałem w powietrzu zbliżające się zagrożenie. Natura była jakaś dziwna. Ludzie z resztą też. Niby zachowujący się tak samo, ale jednak inaczej. W ich ruchach było więcej drżenia, nerwowości. Nieświadomie wyczuwali wojnę.
Chyba jedynym moim stałym towarzystwem, że tak powiem był mój smok, którego przechrzciłem Fistaszek. Nie wiem co piłem w tamtym momencie. Do teraz uważam to za głupi pomysł, ale maluch bardzo szybko się przyzwyczaił, a nawet uznał imię jako część swoich "niewątpliwych walorów" oraz integralną część siebie.
Właśnie co do mojego kochanego smoczusia był już młodym smokiem. Nieco byłem zdziwiony i mocno skonsternowany kiedy pewnego dnia zauważyłem, że przestał mi mieścić się w moim pokoju. Musiałem zamieszkać w nieco większej kwaterze ponieważ nie chciał mieszkać w innym miejscu niż ja. Rozczulające.
Z charakteru był przede wszystkim niezwykle lojalny, ale tylko w stosunku do mnie. Innych raczej unikał. Nawet nie przebywał z osobnikami swojego gatunku dłużej niż to było konieczne. No i coś niestety go wyróżniającego przez co często przyprawiał mnie o bóle głowy. Jeżeli już spotkał kogoś płci pięknej, nieważne czy człowieka czy smoka, to zaraz włączał mu się tryb casanovy.
Ile razy oberwałem przez niego damską torebka czy nawet butem. Ile musiałem przepraszać! Nie wiedziałem czy on tak na serio czy po prostu chciał sobie poradzić z pewnymi rzeczami w taki sposób.
Pomiędzy nami był jeden problem. Nie mieliśmy tej specyficznej więzi jaką powinna łączyć jeźdźca i jego smoka. Komunikacja w myślach był dla nas niemożliwa, a inne jego umiejętności, które powinny się objawić jak pozostały na razie nie odkryte tak pozostały.
Niby miał to gdzieś co nie omieszkał mi zakomunikować przy nadarzającej się okazji, ale martwiłem się. Jednak musiałem przyznać. Zbyt mną wstrząsnęło to co się działo z moim bratem bym mógł się nim odpowiednio zająć.
Czasami miałem wrażenie jakbyśmy jednak nie byli sobie przeznaczeni.

C.D.N



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz