Strach Zuli zdekoncentrował mnie na tyle, iż zapomniałem o reszcie strażników przebywających na statku. Głos jednego z nich otrzeźwił mnie na tyle, bym na nowo zaczął racjonalnie myśleć. Podszedłem szybko do Zuzu i nie zwracając uwagi na jej protesty, wziąłem ją na ręce i niczym burza wyszedłem z kajuty na korytarz. Pech chciał, że jak tylko wybiegłem zza zakrętu napatoczyło się kilkoro zbirów. Przerzuciłem sobie poranione ciało dziewczyny przez ramię i biegiem ruszyłem przed siebie. Jak tylko znaleźliśmy się na górny pokładzie drogę zastąpiło nam z około piętnastu żołnierzy. Zakląłem pod nosem. Nie chciałem walczyć, nie kiedy Zula jest tak poważnie ranna, i kiedy jestem praktycznie sam. Jeszcze tego by brakowało, by spod pokładu wylazło jeszcze więcej pieprzonych sługusów Ciernia. Położyłem moją Zuzu delikatnie na zabrudzonych deskach. Chciała uciec, jednak ból ją powstrzymał. Już niedługo, moja Zuzu, zajmę się twoimi ranami. Obiecuję. Wyjąłem zza kurtki moje dwa, groźnie połyskujące w świetle księżyca miecze i ruszyłem do walki.
To za ciebie, Zulita.
Uwinąłem się z oprychami w nieco dłuższym czasie, niż z początku zakładałem, jednak oni a ja... To zdecydowanie nie ich poziom. Posiekałem ich niczym moje ulubione salami, czyli w bardzo cienkie plasterki. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie czerwonego niczym świeża krew na moich braniach, słońca. To mogło zwiastować tylko jedno. Dzisiaj zacznie się wojna o Eter.
Spojrzałem na blondynkę, która nie spuszczała ze mnie wzroku. Strach ani na sekundę nie zniknął z jej pięknych, brązowych oczu.
-- Zuzu, to ja. Drake. -- Podszedłem do niej, po czym uklęknąłem w odległości jakiegoś półtora metra. -- Już wszystko w porządku. Zabieram cię do domu. Już jesteś bezpieczna. -- Mówiłem do niej jak najłagodniej.
-- Drake? To naprawdę ty? -- spytała z nadzieją. Uśmiechnąłem się do niej w swoimi stylu, pokazując niemal wszystkie zębiska.
-- A kto inny tak by poszatkował tych gachów..? -- spytałem sam i zaśmiałem się krótko. Wyciągnąłem ręce w stronę blondynki, która wpadła w moje ramiona niemal płacząc. Począłem ją tulić, lekko kołysać i głaskać po włosach. -- Już dobrze, Zuzu. Wracamy do domu.
Po drodze zgarnęliśmy tylko Mirę i Aarona, po czym pędem ruszyliśmy do Akademii. Jednak po drodze coś nas zatrzymało. Ukryliśmy się w krzakach, by nas nie było widać. Po drodze przywołałem do siebie Vihara i Ildirim. Wilczur uleczył rany mojej Zuzu, mimo to ja ciągle niosłem ją na rękach.
-- To oddziały Ciernia... -- wyszeptałem do towarzyszy. Teraz to nawet i mnie obleciał już strach.
Soraya, oni idą po ciebie...
< Mirajane? Zula? Aaron? >
To za ciebie, Zulita.
Uwinąłem się z oprychami w nieco dłuższym czasie, niż z początku zakładałem, jednak oni a ja... To zdecydowanie nie ich poziom. Posiekałem ich niczym moje ulubione salami, czyli w bardzo cienkie plasterki. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie czerwonego niczym świeża krew na moich braniach, słońca. To mogło zwiastować tylko jedno. Dzisiaj zacznie się wojna o Eter.
Spojrzałem na blondynkę, która nie spuszczała ze mnie wzroku. Strach ani na sekundę nie zniknął z jej pięknych, brązowych oczu.
-- Zuzu, to ja. Drake. -- Podszedłem do niej, po czym uklęknąłem w odległości jakiegoś półtora metra. -- Już wszystko w porządku. Zabieram cię do domu. Już jesteś bezpieczna. -- Mówiłem do niej jak najłagodniej.
-- Drake? To naprawdę ty? -- spytała z nadzieją. Uśmiechnąłem się do niej w swoimi stylu, pokazując niemal wszystkie zębiska.
-- A kto inny tak by poszatkował tych gachów..? -- spytałem sam i zaśmiałem się krótko. Wyciągnąłem ręce w stronę blondynki, która wpadła w moje ramiona niemal płacząc. Począłem ją tulić, lekko kołysać i głaskać po włosach. -- Już dobrze, Zuzu. Wracamy do domu.
Po drodze zgarnęliśmy tylko Mirę i Aarona, po czym pędem ruszyliśmy do Akademii. Jednak po drodze coś nas zatrzymało. Ukryliśmy się w krzakach, by nas nie było widać. Po drodze przywołałem do siebie Vihara i Ildirim. Wilczur uleczył rany mojej Zuzu, mimo to ja ciągle niosłem ją na rękach.
-- To oddziały Ciernia... -- wyszeptałem do towarzyszy. Teraz to nawet i mnie obleciał już strach.
Soraya, oni idą po ciebie...
< Mirajane? Zula? Aaron? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz