18 lipca 2017

Od Oriona

Czułem niemal namacalnie jak ciało tej zabójczej kobiety słabnie z każdą chwilą. Opuszczały ją siły witalne, umysł był silnie napierany przez mroczną energię. Nie! Nie mogłem jej stracić! Nie kiedy...! No właśnie nie wiedziałem co. Nie potrafiłem w tej chwili myśleć trzeźwo. Zaślepiała mnie żądza mordu. To co niegdyś było moja zgubą a zarazem siłą, moim demonem napędzającym mnie jak demon.
-Orionie- wystarczyło tylko moje imię wypowiedziane cicho z jej słodkich ust żebym zignorował cały świat. Abym porzucił wszystko na rzecz odpłynięcia w nicość jej błyszczących niczym tysiące gwiazd oczu.
Musiałem jakoś oddać jej część energii jak nie całość. Ale jak do jasnej cholery miałem to zrobić? Ledwo co miałem styczność z magię. Nagle usłyszałem głos... Dobrze mi znany. Ale... Nieznany. Skąd ja go...

Syneczku pamiętaj, ale to na zawsze. Najlepszym sposobem podzielenia się siła prosto z serca jest połączenie dusz. Niektórzy uznają do jako tak zwane "wejście do czyjejś głowy". Istotnie może to tak wyglądać z pozoru.
Pamiętaj! Musisz pamiętać! Jeżeli nastąpi takie połączenie biorca widzi najgorsze, najbardziej plugawe postępki biorcy! co by nie zobaczył za żadne skarby nie może przerwać połączenia! Inaczej oboje umrą!

Nie zastanawiając się wcale po prostu podszedłem do little devil i objąłem ja w pasie od tyłu. Zamknąłem oczy by osiągnąć maksymalne skupienie. Wyobraziłem sobie dokładnie jak przesyłam jej energię. Jakimś cudem się udało. A wtedy poczułam jakbym spadał w wielką dziurę. Jednak nie poruszyłem się.

***
Nagły blask słońca zakuł mnie w oczy. Byłem na jakiejś polanie gdzie była Sor z... Nie mogłem uwierzyć. Stała naprzeciwko Davina! Przecież...
Był to rosły chłopak w wieku siedemnastu lat, który swoimi ponadprzeciętnymi umiejętnościami zaprezentował się przede mną pewnego dnia w mieście Ivo kiedy wykonywałem tam zadanie dla jego ojca. Na początku miąłem go zlekceważyć. W końcu miał to być tylko zwyczajny, rozpuszczany do szpiku kości syn bogatego kupca. Jednak tamten piękny dzień nauczył mnie abym nie ufał pozorom. Dzieciak piekielnie dobrze walczył. Udało mu się nawet drasnąć mnie w policzek. Dla każdego mojego przeciwnika wielkim osiągnięciem było choćby zbliżenie się do mnie na mniej niż 5 metrów. Pamiętam bardzo dobrze tamto wydarzenie. nigdy dotąd nikt nie usłyszał jak się smieję. Zaimponował mi smark.
Natychmiastowo załatwiłem by mógł do mnie dołączyć. Trochę szantażem, a trochę gładkimi słówkami przekonałem jego ojczulka aby w końcu pozwolił synowi wziąć los we własne ręce. Nie powiem żeby chłopak wahał się jakoś.
Został moim pierwszym uczniem. I ostatnim. Wiele miesięcy później nagle zniknął zostawiając po sobie tylko krótka notkę "Nie żyję już. Nie szukaj mnie. Przepraszam". Oczywiście nie posłuchałem.
Przetrząsnąłem prawie cała krainę w poszukiwaniu Davina. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wiedział. Już więcej nie wziąłem nikogo pod swoje skrzydła. Uczucia, które czułem kiedy go straciłem zmieniły mnie na zawsze. Niemal pogodziłem się z koszmarami dzieciństwa a jednak...
Wracając mój czarnowłosy diabeł stał na przeciwko chłopaka, który wyglądał tak samo jak tego dnia kiedy widziałem go po raz ostatni. Po jego zawsze uśmiechniętej twarzy spływały łzy. W jego oczach ujrzałem wyraźnie rozpacz. Nie smutek, tylko przeraźliwe cierpienie.
- Proszę, zrób to szybko. Wiem, że nie zasługuję na szybka śmierć, ale tak boję się śmierci- wykrztusił ledwo. Nie mogłem uwierzyć. Ten zawsze uśmiechnięty i odważny do granic swojej głupoty chłopak się bał.
Kobieta naprzeciw niego zaśmiała się szyderczo. Jej twarz wykrzywił grymas obrzydzenia. W oczach widniał czysty mord.
-Spokojnie. I tak nikt z tobą nie zapłacze- wysyczała i jednym ruchem przebiła jego pierś na wylot kataną. Mnie przerzuciło do następnego wspomnienia.
***
Wszędzie wokół ogień a pośrodku niego ona. Little devil we własnej osobie pokryta w każdym miejscy krwią... Z obłąkaniem w oczach. W tle słychać krzyki.
Jednak Davin... Jego wspomnienie, to co ujrzałem cały czas mnie dręczyło. W końcu dowiedziałem się co w końcu się z nim stalo, ale za jaka cenę. Ujrzałem bardzo szybko kazdy mord, każde zlecenie jakie kiedykolwiek zrobiła. Wszystko... Każda rzecz, która by mogła zostac uznana za ogół ludzki za "zbrodnię".
***
Nie potrafiłem się opanować. Z jednej strony miałem przerażającą ochotę zniszczyć jej umysł skoro miałem okazję, ale z drugiej przytulić ja, pogłaskać po głowie i powiedzieć, że ja kocham. Tyle sprzecznych emocji. Obdarzyłem miłością także Davina. Oczywiście innego rodzaju, a ona go zabiła.


<I co dalej lasie? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz