Widziałam, jak bardzo zdeterminowany był Drake. Już ruszałam za nim, aby mu pomóc, gdy nagle chwycił mnie za dłoń Aaron. Spojrzałam na niego. Znam ten wzrok. Nie chciał, abym się na cokolwiek narażała. Pokręciłam głową.
-Aaron... Proszę cię. Muszę mu pomóc. Nie chcę, aby szedł sam. Wiesz dobrze, że nie zostawia się przyjaciół w potrzebie.
Mój brat westchnął i spojrzał na mnie wymownie. Wiem, że się martwi, ale... No kurczę! Nie można kogoś od tak sobie puścić. Nie wiadomo kim są porywacze. Co jak zginie lub jego też zdołają pojmać? Co to, to nie.
-Mira... Nie narażaj się... Proszę cię. Nie przebaczę sobie, jak ci się coś stanie...
Pokręciłam głową i odgarnęłam włosy na plecy. Złapałam za obudowę słuchawek, a mój brat zmrużył oczy. Wiem, że jest zły... Czuję to w kościach. Nie tyle co jest wściekły, ale się martwi i to aż przesadnie.
-Aaron... Chodź ze mną.
Powiedziałam i pociągnęłam go bardzo szybko za sobą. Pomachałam do Ariany. Nie minęła chwila, a byliśmy w moim pokoju. Zamknęłam drzwi, a potem tak raz, dwa obejrzałam moje smocze jajo. Wszystko było dobrze. Położyłam się na podłodze obok łóżka i wyjęłam spod niego dwa pistolety. Jeden podałam dla brata, a drugi schowałam do wewnętrznej strony mojego swetra. Podbiegłam do szafy i z niej wyciągnęłam na zapas słuchawki douszne. Profilaktycznie. Na nadgarstku związałam mocną wstążkę. Podeszłam do mojego brata.
-Nie chcesz, abym szła sama to idziesz ze mną i nie ma nie. Pomożemy dla Drake'a.
Rzuciłam i pociągnęłam go za sobą. Nie stawiał się. Po chwili wyrównał ze mną krok. Miałam nadzieję, że złapiemy go jeszcze. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na ziemię, nadal krocząc przed siebie. Myślałam, co mogło się stać dla Zuli. Jasne było, że została porwana, ale... Co się działo tam, gdzie ona teraz jest... Odrzuciłam te myśli, widząc na horyzoncie Drake'a. Po chwili go dogoniliśmy. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Ja i Aaron ci pomożemy. Lepiej nie iść samemu. Ja w razie kłopotów mogę przybiec do Akademii po pomoc.
Rzekłam. Miałam nadzieję, że mężczyzna nie odrzuci naszej pomocy. Posłałam mu pokrzepiający uśmiech i gotowa do drogi ruszyłam w towarzystwie brata i Drake'a. Modliłam się, aby Zula była cała i zdrowa... Wyobrażałam sobie też najgorsze scenariusze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz