4 lipca 2017

Od Drake'a Cd Reszta


Brat Miry wydał się sympatyczny, jednak nie zamierzałem tak od razu mu zaufać, co to to nie. Teraz w głowie miałem jedynie odnalezienie mojej Zulity, bo jak Boga kocham, urwę temu komuś nie tylko głowę, jak tylko go dorwę w swoje ręce. 
-- Dobra, jak tam sobie chcecie. Ja już zacząłem działać w odpowiednim kierunku. Mój przyjaciel powinien niedługo wrócić z informacjami, gdzie dokładnie jest nasza Zula.
-- Doskonale. -- Euros posłał w moim kierunku usatysfakcjonowane spojrzenie.
-- Miejmy nadzieję, że nic poważnego jej nie jest. -- Swoje trzy grosze dorzucił Eran. Jego słowa jakoś nie zdołały mnie pocieszyć. Czułem, iż Zuzu jest w wielkim niebezpieczeństwie. Trzeba ją znaleźć, i to jak najszybciej. Ja muszę to zrobić.
-- Idę po nią. -- Odezwałem się nagle, zaskakując swym wyznaniem obecnych przy mnie zebranych. Wiem, postępuję lekkomyślnie, ale nie mogę siedzieć bezczynnie, z założonymi rękami.
-- Chłopcze, stój! -- Dyrektor krzyknął za mną, jednak miałem go gdzieś. Zula jest teraz dla mnie najważniejsza, razem z Sor oczywiście.
-- Nie bój nic, Zuzu. Idę cie uratować... -- mruknąłem pod nosem. O tak, pora wkroczyć do akcji, pokazać co poniektórym, że ze mną nie należy zadzierać.
Warowałem do swojego pokoju jak burza.  Zgarnąłem potrzebną broń, skrytą w pod łóżkiem i tak gotowy do boju, ruszyłem najpierw w stronę oddziału szpitalnego. Jak tylko minąłem próg, Dreyarowie spojrzeli na mnie lekko zaskoczeni mym nagłym wtargnięciem. Are już chciała mnie ochrzanić za zakłócanie spokoju, ale jak tylko dostrzegła mój zacięty wyraz twarzy od razu odpuściła. Tymczasem ja podszedłem do nadal śpiącej czarnowłosej dziewczyny, mojej niegdyś najlepszej przyjaciółki i ukochanej. Pogładziłem, na początku z wahaniem jej lady policzek, zaś po chwili zastanowienia złożyłem czuły pocałunek na jej czole, wpierw odgarniając kilka kosmyków jej jedwabistych włosów.
-- Idę pomóc przyjaciółce, jest w tarapatach. Już raz zostawiłem jedną w szponach wroga, drugi raz tego błędu nie popełnię. Trzymaj się, Burzo i wróć do nas. Wróć do mnie - wyszeptałem jej do ucha. Nie wiedziałem, czy moje wyznanie kiedykolwiek do niej dotrze. Pewnie nie, aczkolwiek musiałem to powiedzieć. Zaciągnąłem się zapachem jej skóry, był taki słodki. Taki pociągający... Miguel kiedyś opowiadał mi o tym, jak pachnie jej ciało. Opisywał to takimi epitetami, że aż nie wierzyłem na początku. Jednak teraz, gdy miałem okazję popróbować tej cudownej woni, muszę przyznać mu rację. Soraya rzeczywiście pachnie niczym świeże konwalie.
Patrzyłem na jej spokojną twarz. Nawet przez sen jest smutna. To po części moja wina. Wiem, że cierpi, jednak nie przyzna się przed nikim do tego. Woli sama radzić sobie z własnymi problemami. Jej upór bywa taki irytujący... Nie mogą cię powstrzymać, zbliżyłem się do niej jeszcze bliżej, wyrównując własną twarz z tą Sorayi. Musnąłem delikatnie jej usta swoimi, jedynie tyle mogłem teraz zrobić. W tym samym pomieszczeniu są jej bracia, jak nic by mnie zabili za to, co teraz robię, jakby mnie który złapał, dlatego, z ogromnym bólem serca, oderwałem się od Sor, wstałem z kolan i ruszyłem ku wyjściu. Z dudniącym o zebra sercem wyszedłem z Akademii.

< Mirajane? Ariana? Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz