Mijały godziny, a ja siedziałem w tej samej dziurze już od ładnych kilku dni. Dopracowywałem swój plan szturmu co do najdrobniejszego szczegółu. Jeśli wszystko ma się udać jak się należy, nie wolno mi popełnić żadnego błędu. Błąd oznacza porażę. Porażka oznacza śmierć. Zaufani ludzie donieśli mi o zbliżającej się bitwie. Więc Cierń postanowił zacząć działać. Widać znudziło mu się siedzenie na tej swojej ciernistowatej du*** i wziął się za robotę. Nawet postanowił wysłać swojego najwierniejszego sługusa. Jak mu tam było? A no, Xodo. Ciekawe czy zdążył się wylizać po naszym ostatnim spotkanku kilka lat temu. Sam nieźle oberwałem, jednak jemu dostało się o wiele mocniej.
Włączyłem sprzęt do podsłuchu. Z głośników zaczęły wydobywać się znajome mi już głosy starych pierdzieli z Rady. Na Bogów, są tak tępi, że już chyba bardziej się nie da. Z dziecinną łatwością mój człowiek wdarł się do ich siedziby i podłożył pluskwy. Szkoda, że nie wszyscy ludzie Ciernia są takimi półgłówkami. Wygraną już byśmy mieli w kieszeni.
-- ...nieprzewidziane trudności.
-- Ta smarkula okazała się silniejsza, niż sądziliśmy.
-- Trzeba będzie się jej bliżej przyjrzeć.
-- Nie zapominajcie, kto jest naszym najważniejszym celem... -- I właśnie po tych słowach poprawiłem swoją pozycję w fotelu, przysuwając się ucho bliżej głośników. Słuchałem bardzo uważnie, by żadna, nawet najmniejsza drobnostka mi nie umknęła. -- Nasz przyszły władca chce mieć je obie żywe. Nie wolno nam o tym zapominać.
-- Tak, masz rację. Jednak resztę, jak tylko przestaną być mu potrzebni, zabijemy. Na pierwszy ognień mają iść jeźdźcy i smoki. Później, rozbijemy szeregi wrogich nam organizacji, a na koniec zostaną sami Dreyarowie...
Dowiedziałem się właśnie czegoś niezwykle istotnego. Całe szczęście, że kazałem podłożyć podsłuch w Akademii. Wygląda na to, że mój czas w tej zatęchłej dziurze dobiegł końca. Kochane dzieci, wyspo z młodzieńczych lat, wracam do was.
Wracam, by pomóc wam pokonać Ciernia.
Od wyspy Eter dzieli mnie jakieś pięć dni drogi, a jeśli się pospieszę to dobre trzy. To i tak za długo, moim siostrzeńcom zagraża niebezpieczeństwo, a zwłaszcza jednej z nich. Jej matka w życiu by mi nie wybaczyła, jeśli dopuściłbym do jej skrzywdzenia. Moja Tay... Siostro, ile to już lat nie ma cię na tym świecie... Ci, którzy podnieśli rękę na naszą rodzinę zapłacą głowami. Przysięgam ci to uroczyście, Tayuyo. Spakowałem wszystkie swoje graty do skórzanego worka. Przewiesiłem go sobie przez ramię, tak samo jak mój nieodłączny miecz. Mój najwierniejszy towarzysz. Wyszedłem na dwór, gdzie z nieba nie lał już ten niemiłosierny skwar. Nastał wieczór, więc było przyjemnie ciepło, ulga po całym dniu upału. Wsiadłem na swojego mechanicznego konia, po czym ruszyłem przed siebie. Już niebawem, moja stopa znowu zawita na matczynej ziemi, która lada dzień spłynie rzekami niewinnie przelanej krwi.
C.D.N
Włączyłem sprzęt do podsłuchu. Z głośników zaczęły wydobywać się znajome mi już głosy starych pierdzieli z Rady. Na Bogów, są tak tępi, że już chyba bardziej się nie da. Z dziecinną łatwością mój człowiek wdarł się do ich siedziby i podłożył pluskwy. Szkoda, że nie wszyscy ludzie Ciernia są takimi półgłówkami. Wygraną już byśmy mieli w kieszeni.
-- ...nieprzewidziane trudności.
-- Ta smarkula okazała się silniejsza, niż sądziliśmy.
-- Trzeba będzie się jej bliżej przyjrzeć.
-- Nie zapominajcie, kto jest naszym najważniejszym celem... -- I właśnie po tych słowach poprawiłem swoją pozycję w fotelu, przysuwając się ucho bliżej głośników. Słuchałem bardzo uważnie, by żadna, nawet najmniejsza drobnostka mi nie umknęła. -- Nasz przyszły władca chce mieć je obie żywe. Nie wolno nam o tym zapominać.
-- Tak, masz rację. Jednak resztę, jak tylko przestaną być mu potrzebni, zabijemy. Na pierwszy ognień mają iść jeźdźcy i smoki. Później, rozbijemy szeregi wrogich nam organizacji, a na koniec zostaną sami Dreyarowie...
Dowiedziałem się właśnie czegoś niezwykle istotnego. Całe szczęście, że kazałem podłożyć podsłuch w Akademii. Wygląda na to, że mój czas w tej zatęchłej dziurze dobiegł końca. Kochane dzieci, wyspo z młodzieńczych lat, wracam do was.
Wracam, by pomóc wam pokonać Ciernia.
Od wyspy Eter dzieli mnie jakieś pięć dni drogi, a jeśli się pospieszę to dobre trzy. To i tak za długo, moim siostrzeńcom zagraża niebezpieczeństwo, a zwłaszcza jednej z nich. Jej matka w życiu by mi nie wybaczyła, jeśli dopuściłbym do jej skrzywdzenia. Moja Tay... Siostro, ile to już lat nie ma cię na tym świecie... Ci, którzy podnieśli rękę na naszą rodzinę zapłacą głowami. Przysięgam ci to uroczyście, Tayuyo. Spakowałem wszystkie swoje graty do skórzanego worka. Przewiesiłem go sobie przez ramię, tak samo jak mój nieodłączny miecz. Mój najwierniejszy towarzysz. Wyszedłem na dwór, gdzie z nieba nie lał już ten niemiłosierny skwar. Nastał wieczór, więc było przyjemnie ciepło, ulga po całym dniu upału. Wsiadłem na swojego mechanicznego konia, po czym ruszyłem przed siebie. Już niebawem, moja stopa znowu zawita na matczynej ziemi, która lada dzień spłynie rzekami niewinnie przelanej krwi.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz