-Pozwól już do końca się uleczyć Neronowi, proszę nie martw się o mnie
Nawet nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo ta mnie pocałowała. Zaczęła mnie zapewniać, że da sobie radę i jeszcze nie wiem na co ją stać. Co to, to nie. Mimo tego, że jestem świadomy siły blondynki, nie dam jej walczyć samej. Nie pozwolę. Wolę cierpieć, niż pozostawić ją samą.
Dodała jeszcze. Ja pokręciłem stanowczo głową, podobnie jak ona do mnie powiedziała. Położyłem dłonie na jej policzkach i spojrzałem jej prosto w oczy.
-Choćbym miał cierpieć, nie pozwolę ci walczyć samej. Nie zostawię ciebie.
Powiedziałem i z trudem się podniosłem. Potrząsnąłem głową i zagwizdałem, gdy otrzymałem wiadomość o tym, że Kuro i Amaimon zbliżają się w naszą stronę. Po chwili wybiegli z Akademii. Od Amy raziło zielone światło, co oznaczało, że naładował się w czasie drogi, a Kuro powiększył się do swoich maksymalnych rozmiarów. Obaj moi pupile stanęli za mną, gotowi do walki. Odwróciłem się do kolejnej fali pomiotów. Wyszeptałem runiczne słowa, aby skrzydła zniknęły i nie zawadzały mi w walce. Ruszyłem biegiem ku pomiotom, atakując ich przeklętym ostrzem jak szalony.
Amaimon i Kuro również ruszyli do walki, nie spuszczając ze wzroku mnie i Moyry. Nie pozwolę tym szumowinom dotknąć się do mojej Księżniczki. Wpierw, będą musieli zabić mnie.
<Moyra? ^^>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz