Szłam korytarzem rozmyślając o ostatnich wydarzeniach. Żal było mi osób, które nadal przebywały w tym upiornym śnie.
Nagle z naprzeciwka ujrzałam nadchodzącą dziewczynę ze smoczym jajem na ręku. Zbliżyła się do mnie i coś powiedziała. Oczywiście nic nie zrozumiałam. Po chwili przyjrzała mi się badawczo i przemówiła. Tym razem w moim języku:
- Cześć
- Witaj - odparłam - Czy mogę w czymś ci pomóc?
- Nie raczej nie
- W takim razie, życzę miłego dnia i gratuluję zawarcia Przymierza - powiedziałam i wyminęłam ją z zamiarem odejścia
- Chociaż jest jedna rzecz - powiedziała nim zdążyłam oddalić się na dogodną odległość
- Tak?
- Znasz może jakieś lekarstwo na pękniętą skorupę smoczego jaja?
< Em... Amarisa? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz