17 czerwca 2017

Od Alvara

Droga, którą zamierzałem do stolicy wreszcie z piaszczystej zmieniła się w kamienną. Różnej wielkości kamienie zostały wkopane obok siebie w taki sposób by utworzyć jak najbardziej płaską powierzchnię. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem słysząc, że zbliżam się w kierunku przydrożnej karczmy. Drewniano kamienna konstrukcja podskakiwała wręcz wraz z tańczącymi i hulającymi ludźmi w środku. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Wszedłem spokojnie do środka niezauważony. Po paru minutach udało mi się dopchać do lady i zamówić coś zdatnego do spożycia. Następnie udałem się do odległego krańcach sali, by pozostać nieco dalej od potwornego hałasu wytwarzanego przez ciżbę. Po chwili otrzymałem swoje pierogi ruskie. Zaraz też dosiadło się do mnie paru chłopaków, którzy głośno rozprawiali o Cierniu i jego poczynaniach.

- Cierń to podobno mocno sobie pogrywa z tymi tam z góry - odezwał się pierwszy
- A no pogrywa. Co mu z tygo przydzie? Niewiadomo! - odparł drugi
- Nawet najstorsi gurole niewiedzo. Tak ludzie gadajo - poparł pierwszy
- A ludziska różne rzeczy gadajo! Ni widomo co prawda, a co kłamstwa. Czy to tam widział kto kiedy tygo Cirnia? - rzekł trzeci
- Jom widział - przemówił mężczyzna odziany w płaszcz podróżny.

Nadstawiłem uszu by jak najwięcej usłyszeć. Nic nie pamiętałem z przed pojawienia się w wiosce ale to imię… Cierń. Tego to ja bym ukatrupił. Nie wiem czemu go tak nienawidzę ale z tego co już zdążyłem usłyszeć to przydało by się go zabić.

- A czorny to byl jak samo pieklo. Wysoki na trzy chłopy. Bary jak pnie dębu i trza by co naimi trzych chłopa by tokiego objąć

Wstrząsnął mnie nagły dreszcz. Pamiętam. Pierwsza, rzecz. To ta czarna sylwetka. Widziałem go. W chwili gdy to sobie przypomniałem musiałem silnie ścisnąć pierś, która bolała jak diabli. Miałem na niej szeroką i głęboką bliznę. Strup, który miałem już znikał ale właśnie w tym momencie poczułem jakby, ktoś na nowo otwierał tę ranę.

- Co tam godosz. Nikt kto go widzioł nie przeżył!
- Ja widziałem! - upierał się chłop
- W takim razie okarz pierś - przemówiłem dość cicho lecz wyraźnie. Mężczyźni podskoczyli i spojrzeli na mnie wystraszeni. - Okarz, a być może uwierzę - powtórzyłem

Chłop wstał i zdjął koszulę. Jego pierś pozostawała bez skazy.

- Kłamiesz. Nie widziałeś Ciernia - przemówiłem ponownie. Następnie wstałem i ruszyłem do wyjścia
- Stój! - Krzyknął za mną jeden z chłopaków
- Słucham - spytałem zatrzymując się lecz nadal pozostając tyłem do rozmówcy. W karczmie zapadła niezwykła cisza i wszyscy odstąpili ode mnie
- A ty twierdzisz, rześ go widzioł?
- Widziałem. I módlcie się by go nie ujrzeć
- Udowodnij! - Zakrzyknęło paru
- Proszę bardzo! - powiedziałem i obróciłem się do nich przodem rozpinając koszulę. Ze wszystkich piersi wyrwał zduszony okrzyk przerażenia. Przez środek mojej piersi przebiegała głęboka na dwa centymetry rana. Co prawda już w większości zagoiła się. To i tak przedstawiła potworny widok.

< Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz