Między Arrow, a jej przyjacielem na nowo zaczynała rozkwitać kłótnia, jednak ja, co jest u mnie absolutną rzadkością, postanowiłem przywołać sprzeczającą się dwójkę do porządku.
-- Możecie się łaskawie zamknąć? Tak? To super.. -- powiedziałem poważnie, nawet nie zaszczycając ich spojrzeniem. Kiedy już robię się poważny, lepiej ze mną nie zadzierać, z resztą, każdy z Dreyarów tak ma. Nie wiedzieć czemu, ale wzbudzamy respekt niemal w każdym. Ludzie słuchają nas, podążają za nami. Mamy to w końcu w genach.
-- Do tamtego świata pójdę ja. Mnie Soraya pozna od razu, dlatego jestem najlepszą opcją. Oprócz tego, mam jej sam coś do przekazania... -- mruknąłem pod nosem, jakby sam do siebie. Pozostałej dwójce nie pozostało nic innego, jak się ze mną zgodzić. -- Obsługę sprzętu pozostawię wam. Ufam, że szybko połapiecie się w jego obsłudze. -- Dopiero po tych słowach uraczyłem ich spojrzeniem, którego nie powstydziłby się mój, świętej pamięci, ojciec.
Minuty mijały, a ja podszkoliłem nieco Falcoma w tym, jak posługiwać się rękawicami. Sam zabrałem te, co Sor miała w kieszeni swoich spodni. Całe szczęście, że miała je ze sobą, no i świsnąłem jej kilka lizaków, bo cóż.., zgłodniałem.
Jej smok patrzył na mnie, nie odrywając wzroku choćby na ułamek sekundy. Strzegła swojej pani, niczym anioł stróż, jednak nie dała od razu się dotknąć. Dopiero za trzecim podejściem pozwoliła na delikatne muśnięcie swoich przepięknych, zapierających dech w piersi, kryształowych łusek. Samica zeskoczyła z łóżka Sor i przydreptała na środek sali, jakby chciała coś powiedzieć. Posłała mi spojrzenie, które mówiło "zabierz mnie ze sobą". Patrzyła a taki sposób, iż nie sposób było jej odmówić. Jeszcze by mnie poczęstowała swoim kryształowym oddechem.
Nie przeżyłbym tego...
< Arrow? Falcom? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz