Trwaliśmy do siebie przytuleni jeszcze przez jakiś czas, jednak Ariana przerwała wokół panującą ciszę udawanym kaszlem. Zarówno ja, jak i Zuzu, spojrzeliśmy na nią w tym samym momencie.
-- No ok, pora wziąć się do roboty. Mamy dzisiaj napięty plan.. Kto chce iść ze mną na małe przesłuchanko do lochów?? -- spytałem, a na moją opaloną twarz wkradł się wręcz sadystyczny uśmiech psychopaty. W końcu będę mógł nieco poszaleć.
Nakazałem dziewczynkom, by szły za mną. Nabrałem ochoty na rozlew krwi, co w moim wykonaniu ma znaczenie dosłowne. Krew się będzie lała strumieniami!!! Minęliśmy salę szpitalną, później skierowaliśmy się w stronę pokoi.
-- Poczekajcie, wezmę tylko Ildirim, przyda nam się.. -- Nie wiadomo dlaczego, ale mam tak wielką ochotę się uśmiechać, że aż sam nie mogę tego pojąć.
Co się ze mną dzieje..?
Standardowo, jak tylko otworzyłem drzwi do mojego pokoju, przez futrynę wyleciał biały jaszczur, który swoim, nie już takim małym cielskiem powalił mnie na glebę. Zaczął tym swoim jaszczurowatym jęzorem lizać mnie po twarzy, zostawiając litry śliny.
-- Na Bogów.. Ildirim, prze.., przestań! -- zacząłem krzyczeć.. -- Dzie..dziewczyny, pomóżcie mi..!
Te łaskawie, jak już oczywiści przestały się ze mnie nabijać, odciągnęły smoka na tyle, bym mógł wstać i doprowadzić się jako tako do porządku. -- Ty śliniaku... -- mruknąłem pod nosem niezadowolony, lecz mimo to nadal się uśmiechałem.
Dlaczego ja się uśmiecham..?
< Ariana? Zula? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz