Aztus podskoczył, czując prąd.
- Powiedz mu coś! - krzyknął do mnie. Oczywiście w myślach.
Chciałam coś na to poradzić, a tu bęc! Kotek stał się gigantem. Aztus stanął na tylnych łapach i zaczął warczeć. Sięgnęłam po pistolet, nawet jeśli było to głupie, bo na takiego giganta to mało poradzę, a dodatkowo mogłam dostać nieźle w kość za zabicie jego pupila. Ajć... Wygadałam. Przełknęłam głośno ślinę. Nie no... Okropne rzeczy mi się dzieją... Ale nawet prędko minęło... Już wolę nie opisywać jak to było.
- Jasne... - schowałam pistolet za plecami. - nic się nie stało
Przysunęłam się do Aztusa. Bałam się i to bardzo tego kogoś i tych cosiów.
-A. Powiedz żeby te zwierzaki zostawiły Aztusa... Nie jestem przyjaciółką Ciernia... Tylko mój tata... A on był taki... No... Nieważne - przyznałam się z zakłopotaniem.
<Mutancie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz