Kuro nawet nic nie poczuł. Zaczął mówić do mnie w myślach
różnego rodzaju przeprosiny. Kazał je przekazać. Nie wiedział.
-Eh… W każdym razie… Przepraszam ciebie za Kuro i Amaimona…
Obaj mają wielkiego fioła na temat Ciernia i taka jest ich reakcja. Przepraszam
też za Ama, który poraził twojego kundla. Nie przepada za wszystkim co się
rusza…
Mówiąc to, podszedłem do blondynki, ująłem jej dłoń i
ucałowałem. No cóż… Tak zostałem wychowany. Ha! Żarcik. Sam się tak wychowałem i nikt nie przyłożył do tego ręki. Radziłem sobie bez rodziców prawie całe życie. Wyprostowałem się następnie i
uśmiechnąłem do niej. Kuro podbiegł do nóg Melusine i zaczął się ocierać o jej kostki.
Naprawdę było mu żal. Słysząc słowa dziewczyny o tym, że jej ojciec był przyjacielem
Ciernia, kiwnąłem głową.
-Rozumiem… Jeszcze raz ciebie przepraszam.
Oj dobra. Przesadzam może z przeprosinami, ale co jak co,
mogło się to skończyć gorzej. Moja niekontrolowana forma, mogła zabić
dziewczynę i jej pupilka. Nie byłoby fajnie… Miałbym problemów aż pod korek i
by się wylewało. Mimo to, posłałem jej ciepły uśmiech. Modliłem się, aby już
wszystko było dobrze i niekontrolowana przemiana nie miała tutaj już miejsca…
<Melaśna? Dawaaaj!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz