O tak, to lubię. Kocham, jak moje ofiary wiją się przede mną z bólu, choć Leo nie okazał się najlepszą zabawką. Nie jęczał, nie krzyczał, nie błagał o litość. Skubaniec zawsze był honorowy i nawet teraz, gdy był u progu śmierci, patrzył na mnie pewnie, z wyższością, która nigdy mu nie przystawała. Był przyjacielem, kompanem, towarzyszem, lecz teraz jest dla mnie nikim. Uprowadził moją jedyną siostrę, podpuścił mnie do popełnienia największego życiowego błędu i pomagał przy torturach najmłodszej z Dreyarów.
Gdzie podział się ten prawy morderca, Leo?
Tego Leonarda, który klęczy przede mną w kałuży własnej krwi, nie znam...
Miałem ochotę skończyć z nim tu i teraz. Takie gnidy, w sumie ja jestem nie lepszy, ale kto by siebie potępiał, powinny kończyć na szubienicy. Jednak czyjeś ręce mi przeszkodziły. To była Zula. Ujęła moje obie dłonie, w których wciąć mocno ściskałem rękojeści swoich katan. Jakoś udało jej się mnie poskromić, za co później jej podziękuję. Choć moja krew jest wolna od demonicznej energii, to stany podobne do tego, w który właśnie wpadłem zdarzają mi się dość często. Ponoć to skutki oboczne złamanej klątwy, tak przynajmniej tłumaczył ojciec Sorayi mojemu.
Odetchnąłem kilka razy głęboko, przymykając na moment oczy. Całe napięcie ze mnie zeszło, pozostał jedynie względny spokój, który ponownie został zmącony przez Leo. Chciał powalić Zuzu na glebę, lecz laska nie dała się tak łatwo. Pięknie za to przywaliła mu z kopniaka w mordę, dzięki czemu ja się nawet szerzej uśmiechnąłem.
Miałem ochotę skończyć z nim tu i teraz. Takie gnidy, w sumie ja jestem nie lepszy, ale kto by siebie potępiał, powinny kończyć na szubienicy. Jednak czyjeś ręce mi przeszkodziły. To była Zula. Ujęła moje obie dłonie, w których wciąć mocno ściskałem rękojeści swoich katan. Jakoś udało jej się mnie poskromić, za co później jej podziękuję. Choć moja krew jest wolna od demonicznej energii, to stany podobne do tego, w który właśnie wpadłem zdarzają mi się dość często. Ponoć to skutki oboczne złamanej klątwy, tak przynajmniej tłumaczył ojciec Sorayi mojemu.
Odetchnąłem kilka razy głęboko, przymykając na moment oczy. Całe napięcie ze mnie zeszło, pozostał jedynie względny spokój, który ponownie został zmącony przez Leo. Chciał powalić Zuzu na glebę, lecz laska nie dała się tak łatwo. Pięknie za to przywaliła mu z kopniaka w mordę, dzięki czemu ja się nawet szerzej uśmiechnąłem.
Rozejrzałem się po ponurym korytarzu, który dzięki mnie zyskał nowe, krwawe zdobienia na ścianach i posadzce. Sark nadal kulił się w swoim kącie, trzęsąc niczym osika. Co za żałosny widok. Chwyciłem Leo za kudły i siłą nakazałem wstać. Chłopak jęknął z bólu, lecz ja nie zważałem na jego męki. Powinien się cieszyć, że to mnie los postawił na jego drodze, nie Sorayę. Wepchnąłem go brutalnie do jego celi, jednak nie zamknąłem krat.
-- Vihar! -- krzyknąłem w przestrzeń. Po minucie, wilczur wylądował u mego boku, składając swoje duże, puchate skrzydła. -- Podlecz tego skurwiela na tyle, by nie umarł. Później masz wolne, możesz sobie coś lub kogoś upolować. -- Wilczur szczeknął, co w jego języku miało oznaczać zgodę. Kiedy tylko zwierzak wszedł do celi Leo drgnął niespokojnie, co przysporzyło mu jeszcze więcej cierpienia.
Po kilku minutach mój wilczy przyjaciel opuścił celę, a ja zamknąłem ją na wszystkie spusty.
-- No, a teraz bierzemy się za ciebie.. -- zwróciłem się do Sarka, który jak tylko skapował, że o niego mi chodzi, dostał apopleksji. -- Zuzuś, moja ty blondyneczko, czyń honory...! -- wykrzyczałem z uśmiechem na ustach. Podszedłem do faceta, złapałem za szmaty i, najzwyczajniej w świecie, rzuciłem go pod nogi blondyny.
< Zula? >
-- Vihar! -- krzyknąłem w przestrzeń. Po minucie, wilczur wylądował u mego boku, składając swoje duże, puchate skrzydła. -- Podlecz tego skurwiela na tyle, by nie umarł. Później masz wolne, możesz sobie coś lub kogoś upolować. -- Wilczur szczeknął, co w jego języku miało oznaczać zgodę. Kiedy tylko zwierzak wszedł do celi Leo drgnął niespokojnie, co przysporzyło mu jeszcze więcej cierpienia.
Po kilku minutach mój wilczy przyjaciel opuścił celę, a ja zamknąłem ją na wszystkie spusty.
-- No, a teraz bierzemy się za ciebie.. -- zwróciłem się do Sarka, który jak tylko skapował, że o niego mi chodzi, dostał apopleksji. -- Zuzuś, moja ty blondyneczko, czyń honory...! -- wykrzyczałem z uśmiechem na ustach. Podszedłem do faceta, złapałem za szmaty i, najzwyczajniej w świecie, rzuciłem go pod nogi blondyny.
< Zula? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz