6 grudnia 2018

Od Sorayi Cd Libby


Pomogłam nowej odnaleźć się wśród korytarzy akademii. Wydała mi się spokojną, ułożoną nastolatką, toteż czemu nie miałabym jej pomóc. Zaczęłam ją obserwować od chwili naszej krótkiej wymiany zdań w sali. Miałam przeczycie, że gdybym mogła to bym się z nią świetnie dogadała.

***

Po zakończonych zajęciach w akademii udałam się prosto do domu. Z testami pod pachą zeszłam po schodach i już przez nikogo nie zatrzymywana mogłam iść prosto do swojego domu nad morzem. Zdążyłam się stęsknić za moimi braćmi, za Aną i oczywiście za dzieciakami. Rey, Trey no i Lyra rosną jak na drożdżach. Tęsknię za tymi brzdącami. Kto by pomyślał, że dzieci moich starszych braci tak na mnie będą wpływać.
Nie minęło piętnaście minut, a ja znalazłam się na ganku przed tylnym wejściem do domu. Z wnętrza już słyszałam odgłosy domowników, zwłaszcza trójki dzieci, które dokazywały jak zawsze. Nawet Simona potrafiły wykończyć...
- Heej! - krzyknęłam. Bliźniacy zwrócili na mnie swoją uwagę. Obydwoje, na swoich malutkich nóżkach zaczęli iść ku mnie. Oczywiście, Rey musiał "popchnąć" Treya, który to się przewrócił, a następnie rozpłakał. Podeszłam do małego, wzięłam na ręce. - No już, już. Nie płacz. - Zaczęłam nim lekko kołysać. W tym samym czasie Ana podniosła drugiego z bliźniaków.
- Od rana dają nam w kość. - Kobieta uśmiechnęła się do syna. Odwróciła się na pięcie i poszła z nim do kuchni.
- A gdzie Oktay? - spytałam miziając młodego.
- Na górze! - odpowiedziała mi moja szwagierka.
- No, to mój mały kolego, idziemy poszukać wujka! - rzekłam do Treya. Chłopiec popatrzył na mnie, a następnie parsknął śmiechem. - W drogę!


***

Oddałam Oktayowi testy, przywitałam się z Arrow i ich córeczką, a jako, że zbliżała się godzina piętnasta zjedliśmy wszyscy razem obiad. Po posiłku dziewczyny poszły na górę położyć spać dzieciaki. Zostałam sama z braćmi, jednak nie za długo. Postanowiłam wyjść się trochę przejść. Pobyć trochę w samotności. To dobrze mi zrobi...
Tak też uczyniłam.
Spacerując już po plaży, boso, moje stopy zanurzone w ciepłym piasku co chwilę były obmywane przez przyjemnie chłodne fale. Ile to już czasu minęło od zniknięcia Oriona? Ataku Ciernia na Eter? Kilka miesięcy. Właśnie. Tyle czasu już upłynęło, a ja nadal nie znalazłam żadnego tropu odnoście Oriona. W międzyczasie pojawił się Simon. Tyle się wydarzyło... Kocham Simona. Kocham go całym sercem. Jeszcze nikogo tak nie pokochałam ja właśnie jego, jednak nie wiem co zrobię gdy Orion się odnajdzie. Czy on w ogóle żyje? Co się z nim stało, do licha? Lekko posmutniałam, ponieważ... ja... tęsknię za nim.
- Naprawdę za tobą tęsknię... - mruknęłam pod nosem, kierując swoje słowa prosto do niego. Gdziekolwiek by teraz nie był. Nagle poczułam, iż ktoś się do mnie zbliżał, powoli. Nie była to zła energia, a wręcz odwrotnie. Była delikatna, przyjemna, taka... kobieca. Nie odwróciłam jednak głowy, by sprawdzić kto to.



< Libby? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz