- Raczej czemu jaśnie pan raczy mnie ratować? Nie jestem już dzieckiem, umiem sobie poradzić na ulicy. Nie jestem ci więc nic dłużny! - wykrzyczał i z wkurzoną miną ruszył w swoją stronę, ale chyba nie za bardzo spodobała mu się okolica, bo kiedy usłyszał dziwny szmer, od razu przyspieszył kroku. Nie wiem tylko co on sobie pomyślał, że zrobiłem. W teorii taka moja praca, więc zrobiłem coś by był spokój, a co do tego naciągacza, to informacja o nim jeszcze dziś trafi gdzie trzeba. Widziałem jak jedna z “odpowiednich osób” kryła się w tłumie, więc nie będzie z tym problemu, ale mam złe przeczucie, że jeszcze się z nim spotkam… eh.
***
Minęło kilka dni, a ja dalej nie spotkałem ponownie tego młodzika. Wolałbym żeby tak zostało, ale nie mogę go dłużej ignorować. Kawałek spaczenia który na nim zostawiłem pokazywał mi jego lokalizację przez tych kilka dni, ale teraz kręci się wokół Akademii. Dodając do tego fakt, że jest złodziejem, prawdopodobnie szykuje skok. Głupiec. Dla niego to musi wyglądać jak łatwy skok. Dostać się do środka nie jest ciężko. Szkoda, że jeszcze nikt stamtąd nie wyszedł.Jeżeli chce się tam dostać, to najprawdopodobniej będzie chciał zdobyć jajo. Nawet nie będzie mieć szansy go dotknąć, w końcu jest chronione przez ukrywających się tam specjalistów w tego typu sprawach. Niech tylko spróbuje zwędzić jajo, a pożegna się z życiem Nie ważne, że to dzieciak. Najlepiej będzie to zignorować, przynajmniej tak chciałem zrobić, ale “szefowa” posiada szósty zmysł i powiedziała mi “przypadkiem” że jeśli tylko mam możliwość komuś pomóc, czy zaniechać jego zły czyn, muszę to zrobić. Zignorowałem jej słowa, ale kiedy powtórzyła to z cztery razy, patrząc na mnie bardzo wymownym wzrokiem pomyślałem, że dla świętego spokoju się tym zajmę.
***
A oto i jest nasz włamywacz, całkiem nieźle jak na dzieciaka. Jednak fakt, że brak zamka w tak ważnym miejscu jakim jest sala przed nim nie wzbudziła w nim podejrzeń, a samą radość, pokazuje ,że jeszcze trochę mu brakuje. Dlaczego mnie nie zobaczył? Połączyłem się komórkami spaczenia z podłożem, więc nie miał nawet na to szansy. Kiedy już miał postawić w środku pierwszy krok pojawiłem się za nim i złapałem go za kark jednocześnie podnosząc go w górę. Jako, że nie jestem dobry w rozmowach zastanawiałem się co mam mu powiedzieć…
< Yael? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz