2 grudnia 2018

Od Mirajane do Avena (+18)


Śpiąc, chwilowo poczułam ogromny ból. Dostałam czymś. Dziwne uczucie. Nie wydawało mi się to agonią, czyli nie umieram. Serce zabiło mi szybciej, zaczęłam po chwili panikować. Aven, Aven, Aven... Co z nim? Gdzie jest? Czy jest bezpieczny..? Momentalnie otworzyłam oczy z wrzaskiem. Ktoś przypalał mi moją skórę rozżarzonym prętem. Po policzkach popłynęły mi łzy. Nie wiedziałam kto to, ale poczułam uderzenie w policzek. Zaczęłam mocniej płakać. Ból powrócił, teraz stał się jeszcze większy. Gorący metal dotknął mojej skóry, rozciął ją... Spojrzałam przed siebie z wrzaskiem. Aven. On siedział w klatce. Głośno wrzeszcząc, płakałam, chciałam się wyrwać. Ból był jednak coraz większy. 
- Ara... Ara... Nie krzycz tak głupia suko... Jak chcesz... Możemy sprawić, aby było gorzej... Oboje... Ha... Haha... Hahaha! - zaczął się śmiać. 
Przez ból nie mogłam określić jakiej płci była to osoba. Wrzasnęłam, kiedy gorący przedmiot dotknął mojego policzka. Z rany popłynęła krew... Sączyła się z każdej części skrzywdzonej przez tego kogoś... 
- A-Aven... - wydukałam, a po chwili moje oczy stały się puste.
Poczułam, jak nagle ktoś rozrywa mi koszulkę... Dobiera się do mnie. Obrzydzenie... Obrzydzenie... Ten ktoś całkiem mnie rozebrał. Zaczął mnie dotykać... 
- Zostaw... Mnie... A-Aven... P-Pomóż mi... 
Głowa mi opadła... Nie miałam siły na walkę... Boli... Bardzo boli... W głowie ćmiła mi pustka, widziałam ciemność. Serce biło mi szybko, bałam się... Chciałam się przytulić... Boję się... Aven, przytul mnie... Boję się... Jest... zimno. Coraz zimniej...



<Aven? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz