7 grudnia 2018

Od Ariany CD Antonio/ Zula/ Drake/ Angela/ Awisin (Podróż czas zacząć)


Spojrzałam na mały złoty zegarek, po czym zamknęłam go w dłoni. Z moich oczu chciały wydostać się łzy, lecz nie pozwoliłam na to..przecież nie będę tu płakać. 
- Wrócę.., na pewno wrócę - rzekłam i popatrzyłam na mojego bruneta. Widziałam przed sobą mężczyznę, którego kiedyś tak długo odsuwałam od siebie, zniechęcałam i nienawidziłam, a teraz? Teraz widziałam mężczyznę, którego pokochałam, który mnie zmienił, i może jednej mej części się to nie podoba to jestem z tego powodu szczęśliwa. Schowałam podarunek do torby , którą od razu przyczepiłam do siodła mego smoczego towarzysza. Wiążąc ją poczułam dłonie Antonia, kiedy umocowałam już torbę, od razu odwróciłam się do niego i przytuliłam. Kątem oka udało mi się dostrzec to, iż Zula wszystko widzi. Cóż, później będę musiała jej się ostro tłumaczyć. Z resztą ta mi również, bo co tu robi Drake skoro to sprawa rodzinna?
- Za niedługo wylatujemy! - usłyszałam jej komunikat. 
- Będę tęsknił, uważaj na siebie - powiedział Antonio całując mnie w czoło.
- Też będę tęsknić... - rzekłam. Puściłam jego dłoń i pozwoliłam mu odejść. 
~ Ariś co się zadziało? Ty i Antonio? Od kiedy ? - usłyszałam w głowie pytania Spire. Westchnęłam i odwróciłam się, miałam teraz jego paszczę centralnie przed sobą.
~ Wytłumaczę Ci jak będziemy lecieć - obiecałam.

***

Czekaliśmy w porcie nadal, a ja nie wiedziałam czemu..czyżby Zula nie umiała się pożegnać z Drakiem? Postanowiłam do nich podejść, jednak zatrzymał mnie czyjś głos. 
- Ariana... - głos tak bardzo mi znany... I tak długo przeze mnie nie słyszany..
Zatrzymałam się i nie wykonałam żadnego ruchu.. stałam jak poparzona.. wydaje mi się.. to mi się przesłyszało.
- Tak bardzo tęskniłem - powiedział znowu. Popatrzyłam na Zulę, która tylko się uśmiechała. Zakryłam swoje usta, a z oczu zaczęły płynąć łzy. Powoli się odwracałam. A kiedy go zobaczyłam, padłam kolanami na ziemię, twarz zakryłam rękoma i płakałam nie mogąc się uspokoić. Po chwili poczułam jego dłonie na moich, ukucnął tuż przy mnie.
- Ari, to ja - szepnął i złapał moje dłonie odkrywając moją twarz. Nasze oczy skupiły się na sobie.. Przez chwilę nie wiedziałam co mam robić. W końcu rzuciłam się w jego ramiona, mocno mnie przytulił do siebie.
- Tato... tato... - mówiłam przez płacz. Nie mogłam uwierzyć, że jest tutaj.., że żyje... Tyle lat minęło...
- Już jest wszystko dobrze, i zawsze będzie cukiereczku-powiedział spokojnym, pewnym siebie głosem. 

<Reszta?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz