2 grudnia 2018

Od Mirajane do Avena


Spojrzałam na Avena. Ten wyłożył się na trawie. Wyglądał na spokojnego, czułam to w sercu, biła od niego też aura bezpieczeństwa. Te uczucie wręcz kochałam. Kochałam być bezpieczna przy moim ukochanym... Szybko wtuliłam się w jego futro, radośnie się uśmiechając i wsuwając dłoń po chwili na jego łeb, aby go pogłaskać. Oczywiście, kochałam jak był w formie człowieka, ale wiedziałam, że to nie jest w pełni dla niego możliwe. Miałam zamiar go zaakceptować takim jakim jest. Nie miałam zamiaru go zmuszać do niczego, chciałam, aby był po prostu sobą. Poza tym, kochałam go właśnie takiego. 
- Aven... Kocham cię. Spędźmy więcej czasu razem... W spokoju. Bez strachu o własne życie... - szepnęłam, patrząc w jego turkusowe oczy. 
Od razu poczułam spokój. Byłam bezpieczniejsza, miałam większe poczucie, że jestem mu potrzebna. Delikatnie się uśmiechnęłam w jego stronę, gładząc pyszczek i szyję tygrysa. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Róż mieszał się z błękitem i żółcią, stworzyło to... Tak piękną panoramę. Usiadłam obok Avena, patrząc na horyzont. 
- Jest tak pięknie... Kochanie, przy tobie czuje się taka bezpieczna... - szepnęłam z rumieńcem, nie odrywając wzroku od pięknego krajobrazu...



< Aven? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz