3 grudnia 2018

Od Iona cz.I


(Małe wyjaśnienia pod opowiadaniem. Miłego czytania!)

Szkarłatne tęczówki, w których kryły się złowrogie iskry, napawały mnie przerażeniem. Patrzyłem prosto w oczy demona, czując, prócz strachu, głęboki smutek w sercu. Ja i ów stwór z piekieł byliśmy tą samą istotą, ciałem i duszą. Codziennie oglądałem swoje odbicie w lustrze z tymi samymi myślami. To nie byłem ja. Jednak rzeczywistość mówiła sama za siebie. Ilekroć wstawałem z łóżka, najpierw torturował mnie ból fizyczny, by potem cierpienie psychiczne. Nie wiedziałem, kim jestem.
Gdy po raz pierwszy wstałem z łóżka, przez pierwsze kilka sekund czułem błogi spokój. Nie trwało to długo. Dla świata zaledwie parę krótkich sekund. Jak teraz wspominam, dla mnie były to godziny. Następnie zaatakowało mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, wszystko mnie bolało. Jak już sobie uświadomiłem, że nie ma szans, bym wstał z łóżka, zacząłem dostrzegać bandaże, w które było owinięte całe moje ciało. Dla osoby postronnej zapewne przypominałbym mumię.
W pomieszczeniu byłem sam. Prócz pryczy, na której leżałem, rozpoznawałem czysty, biały sufit, nieco mniej schludne, pomalowane na paskudną żółć, ściany. Widziałem nie do końca wyraźnie. Chwilę mrugałem oczami, zanim przyzwyczaiłem się do otaczającego mnie światła. Nie było okna. Drzwi nie widziałem. I w tamtym momencie, gdy już nic więcej nie dostrzegłem, poczułem pustkę. Kim do cholery ja byłem? Dlaczego wszystko mnie bolało? Co mi się stało? Z jakiego powodu leżę w tak paskudnym pomieszczeniu? Te i wiele innych pytań uderzyło we me ze zdwojoną siłą. Rozbolała mnie głowa. Aż zemdlałem.Tak rozpamiętując moje nowe narodziny, w łazience, która znajdowała się w jakiejś zapyziałej tawernie w pipidówie dolnym na zadupiu, jakich wiele, po prostu stałem. Nie mam jakiegoś szczególnego planu po mojej brawurowej ucieczce, do której potem oczywiście wrócę. Bo jakżeby inaczej. Znajdowałem się w tak zwanej „głębokiej dupie". Nie wiedziałem nic. A przynajmniej, wszystko dotychczas okazało się kłamstwem. Nie mam także za wiele pieniędzy. W zasadzie wcale. Gdyby nie uprzejmość gospodarzy, również bym i śmierdział. Tego na pewno nikt nie chciał Przeczesałem swoje za długie, białe włosy. Tak bardzo nienaturalne. Wyróżniały mnie strasznie. Dlatego nie wychodziłem do innych gości. No, ale nic nie pobije moich oczu. Co prawda, pod kapturem jakoś udawało mi się je ukryć. Jednak to było na dworze, podczas wędrówki. Wtedy nikt na mnie nie zwracał uwagi. Westchnąłem. Tak bardzo miałem przesrane.
Nie wiem, po ilu godzinach ponownie się obudziłem. Musiało to być co najmniej kilka dni. Bandaży było mniej. Do tego chyba była noc. Ktoś wyłączył światło. Ku mojemu zaskoczeniu, także nie byłem znów sam. Obok mnie siedziała pulchna kobieta. Z perspektywy czasu widze wszelkie sygnały, które wysyłało mi otoczenie. Zanim uświadomiłem sobie, jak niebezpieczna jest ta kobieta, omotała mnie. Straciłem tyle czasu, ale kto by podejrzewał o najgorsze pulchniutką, starszą kobiecinkę, jak się po czasie okazało, swoją wybawicielkę? Dzięki niej żyłem. - A... Kim... Kim ty... Kim ja... - Próbowałem sklecić jakieś sensowne zdania. Gardło suche jak wiór nie pozwoliło na to. Staruszka pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Nie wysilaj się. Musisz dużo odpoczywać. Mam na imię Morana. Możesz mi mówić babciu. - Uśmiechnęła się, jak wtedy sądziłem, uroczo. Naprawdę nie wiem, czym mnie faszerowali, że nie dostrzegałem tych zgniłych zębów.
Po sekundzie poczułem wilgoć na ustach. Spanikowany machałem głową na wszystkie strony. Po tym ból, jaki przeszył moje ciało, był nieziemski. - Chciałeś pić, nieprawdaż? Więc z łaski swojej się nie rusza. No, no, no! Zaraz znowu będzie trzeba cię zszywać! - Zawołała kobieta, kręcąc nade mną głową. Już bez sprzeciwu otworzyłem usta. Potem nie do końca wiem, co się działo. Morana chyba wyszła, a ja zasnąłem po pełnej cierpienia chwili.
Oparłem się mocniej o umywalkę. Teraz spoglądam na swoje dziwne dłonie. Takie szczupłe, białe. Cały byłem biały, poza oczami. Skóra jasna jak mleko, no i te włosy. Tak, stanowczo mam za długie włosy. Nie tylko ja to wiem. Już przy pierwszym spotkaniu ona to zauważyła. Czuję smutek, gdy o niej pomyślę. Nie była niczemu winna. Jednak była jedną z wielu niewinnych ofiar, które poniosły śmierć z rąk tej wstrętnej wiedźmy. Czuję wściekłość. Zaciskam pięści. Biorę oddech i ponownie zanurzam się w bolesnych wspomnieniach.
Trzecia pobudka do miłych też nie należała. Okropny wrzask zmusił mnie do uniesienia powiek. Ostre światło zakuło mnie w oczy. Nie myśląc wcale, wstałem, aby sprawdzić, o co chodzi, kto mi nie daje w spokoju spać. Wszelkie wątpliwości z wcześniejszych pobudek, nie powróciły. Po omacku znalazłem drzwi. Trzymając się ściany i klamki udało mi się wyjść. O mało, co jej nie wyrwałem, za co potem miałem oberwać. Prawie natychmiast na kogoś wpadłem. Drobna, mała postać, ubrana w prześcieradło. Nie, nie prześcieradło. To była sukienka. Jednak co miał powiedzieć otumaniony facet, który ledwo wrócił do świata żywych, gdy zobaczył jakiś kawałek białego materiału? No jakaś szmata.
- Babuniu! Ion się obudził! - Zawołała właścicielka owych, jakże zacnych, szat. Nie zdążyłem przyjrzeć się jej twarzy. Nie to, co ona. Dziewczyna, bo była to młoda przedstawicielka płci żeńskiej, zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem.
- Masz za długie włosy. - Stwierdziła i najzwyczajniej w świecie czmychnęła. Nie minęła nawet minuta, a stara kobieta, która siedziała obok mnie, po mojej drugiej pobudce, stała przede mną. Oczywiście była ponownie niezadowolona. Też zmierzyła mnie wzrokiem.
Wzięła się pod boki, po czym pokręciła z politowaniem głową. Zacmokała parę razy. Ja w tym czasie stałem i milczałem. Co miałem powiedzieć? -Ion skarbie, tobie życie nie jest miłe. Tyle się namęczyłam. Tak dużo starań! Ileż ziół na ciebie zużyłam mój drogi, a ty latasz sobie wesoło, jakbyś był wielkim mocarzem. - Wtedy nie wiedziałem, że to tylko gra aktorska. Po prostu się roześmiałem an wyolbrzymienia tej uroczej staruszki. Ta, wtedy była naprawdę milutka.
Patrzę na swoje dłonie po zewnętrznej stronie. Pełno małych blizn i oparzeń. Pamiątka po zbieraniu chwastów. Ach, przepraszam. Żadne chwasty. Trochę nauczyła mnie o roślinach. Za to mogę być jej wdzięczny. Chociaż czasami czuję, że powinienem wcześniej o nich wiedzieć. Już mnie nie posłała do łóżka, tylko zaprowadziła do kolejnego pomieszczenia z paskudnymi, żółtymi ścianami. Tam były okna. Później, jak pozwolił czas, stałem przy nich i wyglądałem na świat. Jednak szybko dostałem jedzenie, więc nie miałem potrzeby ujrzenia tych paru drzew, krzaków i jakiś dziwnych kwiatów.
Nie wiedziałem, kto gotował. Zastanawiało mnie to czasami. Nigdy nie widziałem żadnej kuchni ani niczego podobnego w domu babci. Babcia jednak dawała mi coraz t nowsze zadania. Zbieranie roślin było jednym z nich. Potem, podobno w trosce o moją sprawność fizyczną, kazała mi trenować. Bieganie, potem jakieś proste ćwiczenia, a na końcu dziwny sposób walczenia mieczem.
Zerkam w stronę otwartych drzwi. Widzę za nimi łóżko, na którym leży niezwykły miecz. Lekka, czarna stal z misternie rzeźbioną rączką. Dziwny jest. Mam wrażenie, że wolę cięższy oręż. Skąd?
Zabrałem go przed ucieczką. Chociaż w tamtym czasie wszystko miało posłużyć mi za broń. Dom był bardzo duży... Za duży jak na taką garstkę osób. Kilkanaście pomieszczeń, a w tym kuchnia, pokój spełniający funkcję salony oraz pokój z łazienką dla każdego. Wszędzie były te paskudne, żółte ściany. Gdy zaproponowałem Moranie zmianę, wyśmiała mnie. Potem marudziła coś pod nosem o rządzeniu się dużego dziecka w jej własnym domu. Wyposażony był prosto. Same najpotrzebniejsze rzeczy bez zbędnych ozdób. Poza mną i gospodynią mieszkało w nim jeszcze kilka osób. Napotkana przeze mnie wcześniej dziewczyna oraz trójka dzieci, prawdopodobnie sierot, które starsza kobieta wielkodusznie przyjęła pod swój dach. Żebym ja wtedy wiedział, po co tak naprawdę to wszystko robiła... Byłem niecierpliwy.
Podobno niebawem miałem odzyskać pamięć. Za każdym razem, gdy pytałem babcię o to, jak długo przyjdzie mi jeszcze czekać, odpowiadała „cierpliwość jest cnotą". Przy czym bierność jest zgubą. Tak uważałem i uważam teraz. Miałem coraz więcej zadań. Z pozoru proste. Coś jak... Przenieś przedmiot pierwszy z punktu A do punktu B. Posprzątaj pokój ten i ten. Zajmij się dzieckiem tym, a uśpij tamte. Dziewczyna czasami mi pomagała. Oczywiście za każdym razem marudziła, jakie to długie mam włosy."Nie przyciąć ci ich?" pytała kilka razy. Grzecznie dziękowałem. Lubiłem je. Dalej je lubię.
Nosiło mną coraz bardziej. Nie umiałem siedzieć ani minuty w jednym miejscu. Moranę niemal trafił szlag. Po orzeknięciu, że z moim zdrowiem wszystko w porządku, wygoniła mnie na dwór. Trenuj! - powiedziała. No to trenowałem. Biegaj! - rozkazała. To też biegałem. Wkrótce przestawałem wyglądać jak szkielet człowieka. Mięśnie uwidoczniły się. Skóra, choć wciąż biała, nabrała zdrowszego odcienia. Codzienne treningi znacznie mnie odprężały. Były dla mnie czymś równie naturalnym, co oddychanie. W czasie kolejnych ćwiczeń umysł mógł się wyciszyć. Wszelkie zmartwienia odchodziły daleko na rzecz skupienia.
Prawie nie zauważyłem, kiedy Elise zniknęła. Tak miała na imię dziewczyna spotkana po którejś tam z kolei pobudce. Niewiele mogę o niej powiedzieć. Miła była. Nie interesowała mnie za bardzo. Wolałem czarne oczy. El miała dziwne ni to niebieskie, ni zielone. Z dnia na dzień po prostu wyparowała. Zapytana o nią przeze mnie Morana wzruszała ramionami.
- Młoda jest. Zapewne wyruszyła do miasta zabawić się ze swoim chłopaczyną.- I wróciła do swoich zajęć. Miasto? Chłopaczyna? Niby skąd, jak dziewczyna, podobnie jak ja, nie opuszczała posesji dalej niż na dziesięć metrów. Wtedy mnie nie zastanowiło, dlaczego sam nie chciałem nigdzie iść. Przebywanie u staruszki stało się dla mnie czymś oczywistym. Spałem u niej, jadłem, trenowałem, pracowałem. Wystarczyło mi.


(Po bardzo długiej nieobecności wracam z wyjaśnieniem, gdzie się podział Orion! Post podzieliłam na części, ze względu na długość całego tekstu.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz