22 grudnia 2018

Od Cor'a Do Yael'a


Nagle chłopak stęknął z bólu, a ja chyba wiem z jakiego powodu, ale to jest chyba jakiś głupi żart…
- Przestań! - wykrzyczał młody. Krzyczał z całych sił, widać było że to wszystko jest dla niego raczej bolesne, ale nic się na to nie poradzi, kto by przypuszczał że tak to się skończy? - Proszę… - powiedział cicho na końcu.
Następnie przez pomieszczenie przeszła fala dźwiękowa, na mnie nie zrobiła wrażenia, ale zgodnie z moimi przewidywaniami chłopak chciał iść w stronę jej źródła. Próbował się wyrwać więc go puściłem i krzyczał w przestrzeń chwiejąc się między filarami. Raz na jakiś czas podpierałem go i puszczałem na właściwą drogę, on musi przejść tę drogę sam, czy coś takiego.
Po chwili dotarł do jaj, cały zlany potem i drżący z zimna. Mówił w języku który tylko on mógł zrozumieć. Podszedł do jednego z jaj i objął je, a po tym wszystkim stracił przytomność.
Dlaczego musiałem spotkać tak kłopotliwego dzieciaka?


< Yael? >

12 grudnia 2018

Od Libby CD Sorayi


- Gorące źródła? - Nie wiem, czy byłam bardziej zdziwiona czy uradowana. Miejsce było naprawdę niesamowite. Wszystko idealnie ze sobą współgrało, tworząc harmonię. Kryształy pięknie emanowały światłem, a jaskinia była dziwnie przytulna. Czarno włosa nie miała zamiaru czekać i od razu weszła do wody. Poszłam w jej ślady i po chwili sama zanurzyłam się w cieplutkiej wodzie.
- Oh, jak cudnie - powiedziałam rozluźniając wszystkie mięśnie.
- Prawda? Idealne miejsce na odstresowanie - odpowiedziała dziewczyna praktycznie całkowicie się zanurzając.Wyciągnęłam rękę w stronę mojej torby i wyjęłam z niej jajko. Musiałam się opiekować tym maleństwem aż do wyklucia. Więc skoro ja mam przyjemność ze źródełka to niech i ono ma. Delikatnie odłożyłam je na brzeg i wróciłam do relaksowania się. 
- Widzę, że masz jajko. Jak myślisz co będzie?
- Nie mam pojęcia. Ale boję się, że jeśli to będzie smok ognia, to mu źródełka nie przypadną do gustu. - Zaśmiałam się cicho. Przez dłuższy czas siedziałyśmy w tym cieple, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Było naprawdę przyjemnie. Brakowało mi tylko muzyki i jakiejś maseczki na twarz. Nagle usłyszałam delikatny szmer. Na początku nie miałam pojęcia co to, ale gdy pioruńsko szybko jajko sturlało się do wody od razu się obudziłam. 
- Jajko! - krzyknęłyśmy w tym samym czasie. Szybko podpłynęłam ten niewielki kawałeczek i je chwyciłam. Jednak to co wyciągnęłam z wody nie było tym czego oczekiwałam. Gdy zobaczyłam, że zamiast jajka mam samą skorupę wpadłam w panikę. Soraya zobaczyła to i pomogła mi się rozglądać. 
- Nigdzie go nie ma! - krzyknęłam.
- Zaraz go znajdziemy - uspokajała mnie czarnowłosa. Nie daleko nas zaczęły pojawiać się bąbelki. Nie byłam pewna czy chcę podchodzić, bo zaczęłam się obawiać. Jednak po chwili z wody wynurzył się uśmiechnięty łepek. Zatrzymałam się jak zamurowana. Po chwili już cały maluch był na powierzchni i niczym się nie przejmując taplał się w najlepsze. 
- Ha ha ha masz szczęście. To smok wody.
- Chyba właśnie przeszłam zawał - dodałam
Podeszłam do tego urwisa i wzięłam go na ręce. Na początku był zdezorientowany, jednak po chwili znów był energicznym rozrabiaką.
- To dziewczynka - oznajmiła mi Soraya. Przypatrzyłam się jemu dokładnie i chodź nie byłam przekonana postanowiłam zaufać komuś bardziej doświadczonemu. 
- W takim razie nawę cię Mona. Co ty na to? - Smoczyca dalej się wiercąc wymachiwałam ogonem. Odstawiłam ją na ziemi przy źródle i również wyszłam. Dziewczyna zrobiło to samo i po chwili już obydwie stałyśmy ubrane. Trochę mokre, ale ubrane. 
- Wracamy? - spytała Sor.
- Jasne, tylko gdzie jest Mona? - Obydwie zaczęłyśmy się rozglądać wokół. Coś tak czułam, że będą z nią kłopoty. Nagle usłyszałyśmy jakiś dźwięk, z wnętrza groty. 
- Co tam jest? -spytałam trochę zestresowana.
- Dalsza część jaskini. - Gdy miałam nadzieję, że to wiatr akurat echo przyniosło do nas charknięcia tego małego zbója. 
- No chyba sobie robisz jaja...


< Soraya? Co jest dalej? >

Od Sorayi Cd Libby


Moja smoczyca przybliżyła swój wielki łeb, dzięki czemu mogłam ją pogładzić po jej kryształowych, czarnych łuskach. Uśmiechnęłam się do jaszczura, ta odpowiedziała mi jedynie pomrukiem. Cała Nicris...
- Chcesz się ze mną udać w pewne miejsce? Będziemy mogły spokojnie porozmawiać. Nikt nie będzie nam przeszkadzać. - Spytałam dziewczynę. Ona zastanowiła się przez chwilę, po czym zgodziła się.
- Ok. Zobaczysz, spodoba ci się.

***

Zabrałam na tyły domu. Libby oglądała wszystko z zainteresowaniem, jednak tam, gdzie zamierzałam ją zaprowadzić jest o wiele bardziej interesująco. Po drodze, za pomocą telepatii poleciłam swojej smoczycy, by szybciej dotarła w tajemnicze miejsce, do którego zmierzałyśmy z Lib.
- Dokąd idziemy? - usłyszałam za sobą głos dziewczyny.
- Zadajesz dużo pytań, wiesz? - Obróciłam w jej stronę uśmiechając się od ucha do ucha. - Spokojnie, spodoba ci się - powtórzyłam drugi raz.

Prowadziłam ją już przez las. Wyczułam lekki niepokój od Libby, jednak tak jak jej powiedziałam, spodoba się jej tam. Jakiej kobiecie by się tam nie spodobało... Stanęłyśmy u wejścia do podziemnych jaskiń. Muszę przyznać, iż zaraz po świecie Simona jest to moje drugie ulubione miejsce. Szarowłosa stanęła przed ciemnością, wejściem do podziemnych tuneli z nieprzekonaną miną. Nic więcej już nie mówiąc, złapałam ją za ramię i lekko popchnęłam w stronę ciemnicy. Usłyszałam jak Lib przełknęła głośniej ślinę. Zrobiłyśmy w ciemność kilka kroków, a po chwili rozbłysło delikatne światło z kryształów, które ukazało nam dalszą ścieżkę.
- Chodź, nie bój się - rzekłam do dziewczyny, a echo mojego głosu odbiło się kilka razy od ścian pokrytych kryształem.

Po kilkunastu minutach dotarłyśmy na miejsce. Do podziemnych kryształowych komnat, w których znajduje się legowisko mojej Nicric, oraz gorące źródła. Gdy pierwszy raz tu trafiłam byłam zdziwiona faktem, że to w ogóle tu jest, i że nikt nie wie o istnieniu tego miejsca.
- Witaj w naszych małych, prywatnych gorących źródłach! Wszystko, co tu widzisz, a mam na myśli te kryształy, są magiczne. Wyczuwają energię i reagują na nią, stąd to światło. Poza tym, Nicris przerobiła tę jaskinię tak, bym mogła sterować kryształami wedle własnego uznania. - Podeszłam bliżej do źródła i zaczęłam się rozbierać. - Wskakuj, woda jest idealna.


< Libby? Mała kąpiel? >

9 grudnia 2018

Od Drake'a Cd Ariana/Reszta


Wziąłem Zulę za rękę, po czym odciągnąłem ją na bok. Muszę z nią porozmawiać o czymś ważnym, a nie chcę by jej cudownie ożywiony tatusiek nam przeszkadzał.
- Zula... Musimy pogadać. Teraz. - Musiałem dodać na końcu nieco ostrzejszym tonem.
- No dobrze, ale o czym? - spytała, jednocześnie spoglądając w stronę swojej rodziny.
- Najpierw chciałbym, byś skupiła swoją uwagę na mnie, bo to, co chcę ci powiedzieć jest ważne.
- Dobrze, już dobrze! Słucham cię, Drake. - Popatrzyła na mnie wreszcie, tymi brązowymi, pięknymi oczami. Uniosła wyczekująco jedną brew do góry. Ująłem delikatniej jej prawą dłoń i zacząłem mówić.
- Zula, obawiam się, że nie będę mógł ci towarzyszyć.
- Co?! Ale... jak to? - Tym razem w jej oczach pojawiło się zdziwienie.
- Ty, ja i Ariana jesteśmy smoczymi jeźdźcami. Nasza nieobecność osłabi szeregi Akademii. Jak dojdzie do kolejnego ataku na Eter mogą sobie nie poradzić bez nas. Zula, kochanie, jesteś pewna, że chcesz rzucić wszystko i wyruszyć z ojcem? Ja rozumiem, że to twój ojciec. Sam dla siostry zdradziłem kiedyś najważniejszą dla mnie wtedy osobę i to był błąd. Może... nie musisz z nim wyjeżdżać? Zastanowiłaś się nad tym? On pojawił się tak nagle. Znikąd obwieścił, że chce was zabrać. Poza tym, gołym okiem widać, że zależy mu najbardziej na Arianie. Wybacz, że cię ranię mówiąc ci to, jednakże dla mnie najważniejsza jesteś ty. Kocham cię. Chcę cię za żonę. Nie wyobrażam sobie już życia bez ciebie. Jeśli już chciałabyś wyjechać, to czemu nie tam skąd ja pochodzę? Na inny kontynent. Tam Cierń nas nie dosięgnie. Poznasz moją rodzinę... - Objąłem dziewczynę mocno. - Nie zmuszę cię do niczego. Nawet nie mam takiego zamiaru. Zrozumiem każdą twoją decyzję, ale proszę też o to, byś ty zrozumiała mnie. - Ująłem jej twarz, pogłaskałem po policzku, a potem zbliżyłem swoje usta do jej by złączyć nas w czułym pocałunku. Gdy oderwaliśmy się od siebie zauważyłem, jak jej ojciec idzie ku nam. Z Arianą u boku. Zapowiada się "rodzinna" pogawędka z przyszłym teściem...


< Zula? Reszta? >

8 grudnia 2018

Od Eshii Cd. Logan


Lepiej posiekać tego idiotę na kawałki czy od razu utopić? Trudny wybór. Nie mniej jednak chęć mordu rosła coraz bardziej z każdym słowem białowłosego. Gdyby nie moja naprawdę silna wola, facet już gdy otworzył usta, leżałby jako zimny trup na równie zimnej skale. Jak można być takim kretynem?! Na świecie istnieją trzy stopnie głupoty. Idiota, debil i Logan. Inaczej nie dało się tego nazwać. On na serio mnie nie rozpoznał? I jeszcze wziął za niemowę? Brak mi słów. No naprawdę…
Uspokoiwszy się na tyle ile to możliwe, zaczęłam pakować cały swój dobytek do sakw przytoczonych skórzanymi pasami do smoczego siodła.
Haru mruknął niezadowolony i spojrzał na mnie oburzonym wzrokiem

~ Tak. Mi naprawdę też nie podoba się opcja podróżowania z nim. Musimy go jednak mieć na oku. A jeśli to szpieg? ~ Moje próby racjonalnego wyjaśnienia smoki podjętej decyzji, skończyły się fiaskiem. 
Skrzydlaty świsnął ogonem, o mało nie odcinając mi głowy i obrażony ruszył do wyjścia z jaskini. Westchnęłam tylko cicho pod nosem ruszając za nim.

Podróż przez mękę czas zacząć!


< Logan? >

Od Yael'a Cd. Cor


- Yeuthe! - Głośny dźwięk rozerwał moje myśli na strzępy. Nigdy w życiu nie słyszałem aby ktoś tak krzyczał!

W tym samym momencie utraciłem władzę nad ciałem i gdyby nie czyjaś potężna dłoń chwytająca mnie za kark i unosząc do góry z pewnością nawiązałbym niezbyt fascynujący kontakt z kamienną posadzką.

- Yeuthe! - krzyk powtórzył się, a ja stęknąłem z bólu.
- Przestań! - Z pomiędzy moich warg wydobył się ochrypły głos. - Proszę…

Jednak w odpowiedzi ponownie uderzyła we mnie potężna fala dźwięku. Chciałem iść w tamtym kierunku. To coś mnie wzywało.

- Wreszcie jesteś! - usłyszałem tym razem zamiast dziwnego jak na razie niezrozumiałego przeze mnie słowa ktoś zwrócił się do mnie z taką radością.
- Gdzie jesteś? - Mój głos ociekał wręcz tęsknotą.

Po chwili też wyrwałem się z uścisku mężczyzny, który nadal ściskał mój kark. Zataczając się ruszyłem na oślep między kolumnami znajdującymi się w pomieszczeniu. Pot oblewał moje ciało, a jednocześnie drżałem z zimna. Wtem stanąłem jak wyryty na przeciwko sporych rozmiarów jaj.

- Haku nea? Ko nema?* - mój język układał się w nieznane, a jednocześnie tak znane słowa...



< Przepraszam, że tak słabo T-T >

*- Smoku mój? Ty to?(dosł.) - Mój Smoku, To naprawdę ty?

7 grudnia 2018

Od Ariany CD Antonio/ Zula/ Drake/ Angela/ Awisin (Podróż czas zacząć)


Spojrzałam na mały złoty zegarek, po czym zamknęłam go w dłoni. Z moich oczu chciały wydostać się łzy, lecz nie pozwoliłam na to..przecież nie będę tu płakać. 
- Wrócę.., na pewno wrócę - rzekłam i popatrzyłam na mojego bruneta. Widziałam przed sobą mężczyznę, którego kiedyś tak długo odsuwałam od siebie, zniechęcałam i nienawidziłam, a teraz? Teraz widziałam mężczyznę, którego pokochałam, który mnie zmienił, i może jednej mej części się to nie podoba to jestem z tego powodu szczęśliwa. Schowałam podarunek do torby , którą od razu przyczepiłam do siodła mego smoczego towarzysza. Wiążąc ją poczułam dłonie Antonia, kiedy umocowałam już torbę, od razu odwróciłam się do niego i przytuliłam. Kątem oka udało mi się dostrzec to, iż Zula wszystko widzi. Cóż, później będę musiała jej się ostro tłumaczyć. Z resztą ta mi również, bo co tu robi Drake skoro to sprawa rodzinna?
- Za niedługo wylatujemy! - usłyszałam jej komunikat. 
- Będę tęsknił, uważaj na siebie - powiedział Antonio całując mnie w czoło.
- Też będę tęsknić... - rzekłam. Puściłam jego dłoń i pozwoliłam mu odejść. 
~ Ariś co się zadziało? Ty i Antonio? Od kiedy ? - usłyszałam w głowie pytania Spire. Westchnęłam i odwróciłam się, miałam teraz jego paszczę centralnie przed sobą.
~ Wytłumaczę Ci jak będziemy lecieć - obiecałam.

***

Czekaliśmy w porcie nadal, a ja nie wiedziałam czemu..czyżby Zula nie umiała się pożegnać z Drakiem? Postanowiłam do nich podejść, jednak zatrzymał mnie czyjś głos. 
- Ariana... - głos tak bardzo mi znany... I tak długo przeze mnie nie słyszany..
Zatrzymałam się i nie wykonałam żadnego ruchu.. stałam jak poparzona.. wydaje mi się.. to mi się przesłyszało.
- Tak bardzo tęskniłem - powiedział znowu. Popatrzyłam na Zulę, która tylko się uśmiechała. Zakryłam swoje usta, a z oczu zaczęły płynąć łzy. Powoli się odwracałam. A kiedy go zobaczyłam, padłam kolanami na ziemię, twarz zakryłam rękoma i płakałam nie mogąc się uspokoić. Po chwili poczułam jego dłonie na moich, ukucnął tuż przy mnie.
- Ari, to ja - szepnął i złapał moje dłonie odkrywając moją twarz. Nasze oczy skupiły się na sobie.. Przez chwilę nie wiedziałam co mam robić. W końcu rzuciłam się w jego ramiona, mocno mnie przytulił do siebie.
- Tato... tato... - mówiłam przez płacz. Nie mogłam uwierzyć, że jest tutaj.., że żyje... Tyle lat minęło...
- Już jest wszystko dobrze, i zawsze będzie cukiereczku-powiedział spokojnym, pewnym siebie głosem. 

<Reszta?>

Od Libby CD Sorai


Siedziałam na piaszczystej plaży, słuchając szumu fal. To właśnie to. Cisza i spokój, którego mi trzeba było. Zawsze gdy coś się dzieje lub muszę pomyśleć to szukam sobie spokojnego gniazdka. Wzięłam piasek w garść i przekładałam z jednej ręki do drugiej. Moje myśli były zaśmiecone tym co dzieje się z moim rodzeństwem. Nie wiem co bym zrobiła gdy bym dowiedziała się o śmierci mojej siostry. Wyprostowałam nogi i wsunęłam je pod piasek. Zamiast martwić się szkołą i tym co teraz, już myślę o najgorszym. Rozglądając się wokół zobaczyłam postać. Chyba ją kojarzyłam, ale dla pewności podeszłam. Im bliżej byłam tym się upewniałam. Dziewczyna szła po piasku i chyba była zamyślona. Zastanawiało mnie co mogło ją tak pochłonąć.
- Soraya - Powiedziałam kładąc delikatnie rękę na jej ramieniu. Dopiero w tym momencie czarnowłosa spojrzała na mnie
- Coś się stało? Wyglądasz na.. zmartwioną
- Czemu chcesz wiedzieć?
- Z ciekawości. Wyglądasz na opanowaną osobę,więc zastanawia mnie co cię tak wchłonęło.
Soraya spojrzała się na mnie i .. tyle. Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę.Nie byłam pewna czy mnie w jakiś sposób analizuje czy znów odleciała.Chyba będę musiała zrezygnować.
- Tęsknię za kimś -odparła ze smutkiem w oczach. Trochę mnie zaskoczyła tą nagła odpowiedzią. Z jakiegoś powodu i mi zrobiło się smutno. Może dlatego, że też mi kogoś brakowało. Chciałabym ją jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam jak.
- Za kim? - Dalej drążyłam temat. Chciałam poznać chodź mały rąbek jej tajemnicy. Chodź minimalnie ją poznać.
- Za.. - Przez chwilę się zastanawiała.Tak jak by musiała spojrzeć w głąb siebie i jeszcze raz sobie przypomnieć  jak ta osoba wyglądała. - ... przyjacielem.
Wyczułam, że nie chce o tym rozmawiać. Nagle ni z stąd ni z zowąd coś przeleciało nad nami. Wielki cień padł na ziemię , a podmuch wiatru sypał piaskiem w każdą stronę. W końcu na ziemi wylądował wielki smok.
- Nigrum - krzyknęła czarnowłosa.
Więc to jej zwierzak. Moje małe maleństwo jeszcze wyleguje się w swoim jajku. Ciekawe czy będzie tak samo potężne jak smok Sor.
- I jak ci się podoba? - Usłyszałam pytanie dziewczyny 
- Jest cudowny. Mam nadzieję, że i mój będzie taki wspaniały. Chodź mam pewne obawy.
- Jakie?
- Z pewnych względów tylko kilka razy miała styczność ze smokami... - Teraz to dopiero byłam zmartwiona moją przyszłością.


< Soraya? > 


6 grudnia 2018

Od Sorayi Cd Libby


Pomogłam nowej odnaleźć się wśród korytarzy akademii. Wydała mi się spokojną, ułożoną nastolatką, toteż czemu nie miałabym jej pomóc. Zaczęłam ją obserwować od chwili naszej krótkiej wymiany zdań w sali. Miałam przeczycie, że gdybym mogła to bym się z nią świetnie dogadała.

***

Po zakończonych zajęciach w akademii udałam się prosto do domu. Z testami pod pachą zeszłam po schodach i już przez nikogo nie zatrzymywana mogłam iść prosto do swojego domu nad morzem. Zdążyłam się stęsknić za moimi braćmi, za Aną i oczywiście za dzieciakami. Rey, Trey no i Lyra rosną jak na drożdżach. Tęsknię za tymi brzdącami. Kto by pomyślał, że dzieci moich starszych braci tak na mnie będą wpływać.
Nie minęło piętnaście minut, a ja znalazłam się na ganku przed tylnym wejściem do domu. Z wnętrza już słyszałam odgłosy domowników, zwłaszcza trójki dzieci, które dokazywały jak zawsze. Nawet Simona potrafiły wykończyć...
- Heej! - krzyknęłam. Bliźniacy zwrócili na mnie swoją uwagę. Obydwoje, na swoich malutkich nóżkach zaczęli iść ku mnie. Oczywiście, Rey musiał "popchnąć" Treya, który to się przewrócił, a następnie rozpłakał. Podeszłam do małego, wzięłam na ręce. - No już, już. Nie płacz. - Zaczęłam nim lekko kołysać. W tym samym czasie Ana podniosła drugiego z bliźniaków.
- Od rana dają nam w kość. - Kobieta uśmiechnęła się do syna. Odwróciła się na pięcie i poszła z nim do kuchni.
- A gdzie Oktay? - spytałam miziając młodego.
- Na górze! - odpowiedziała mi moja szwagierka.
- No, to mój mały kolego, idziemy poszukać wujka! - rzekłam do Treya. Chłopiec popatrzył na mnie, a następnie parsknął śmiechem. - W drogę!


***

Oddałam Oktayowi testy, przywitałam się z Arrow i ich córeczką, a jako, że zbliżała się godzina piętnasta zjedliśmy wszyscy razem obiad. Po posiłku dziewczyny poszły na górę położyć spać dzieciaki. Zostałam sama z braćmi, jednak nie za długo. Postanowiłam wyjść się trochę przejść. Pobyć trochę w samotności. To dobrze mi zrobi...
Tak też uczyniłam.
Spacerując już po plaży, boso, moje stopy zanurzone w ciepłym piasku co chwilę były obmywane przez przyjemnie chłodne fale. Ile to już czasu minęło od zniknięcia Oriona? Ataku Ciernia na Eter? Kilka miesięcy. Właśnie. Tyle czasu już upłynęło, a ja nadal nie znalazłam żadnego tropu odnoście Oriona. W międzyczasie pojawił się Simon. Tyle się wydarzyło... Kocham Simona. Kocham go całym sercem. Jeszcze nikogo tak nie pokochałam ja właśnie jego, jednak nie wiem co zrobię gdy Orion się odnajdzie. Czy on w ogóle żyje? Co się z nim stało, do licha? Lekko posmutniałam, ponieważ... ja... tęsknię za nim.
- Naprawdę za tobą tęsknię... - mruknęłam pod nosem, kierując swoje słowa prosto do niego. Gdziekolwiek by teraz nie był. Nagle poczułam, iż ktoś się do mnie zbliżał, powoli. Nie była to zła energia, a wręcz odwrotnie. Była delikatna, przyjemna, taka... kobieca. Nie odwróciłam jednak głowy, by sprawdzić kto to.



< Libby? >

3 grudnia 2018

Od Iona cz.I


(Małe wyjaśnienia pod opowiadaniem. Miłego czytania!)

Szkarłatne tęczówki, w których kryły się złowrogie iskry, napawały mnie przerażeniem. Patrzyłem prosto w oczy demona, czując, prócz strachu, głęboki smutek w sercu. Ja i ów stwór z piekieł byliśmy tą samą istotą, ciałem i duszą. Codziennie oglądałem swoje odbicie w lustrze z tymi samymi myślami. To nie byłem ja. Jednak rzeczywistość mówiła sama za siebie. Ilekroć wstawałem z łóżka, najpierw torturował mnie ból fizyczny, by potem cierpienie psychiczne. Nie wiedziałem, kim jestem.
Gdy po raz pierwszy wstałem z łóżka, przez pierwsze kilka sekund czułem błogi spokój. Nie trwało to długo. Dla świata zaledwie parę krótkich sekund. Jak teraz wspominam, dla mnie były to godziny. Następnie zaatakowało mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, wszystko mnie bolało. Jak już sobie uświadomiłem, że nie ma szans, bym wstał z łóżka, zacząłem dostrzegać bandaże, w które było owinięte całe moje ciało. Dla osoby postronnej zapewne przypominałbym mumię.
W pomieszczeniu byłem sam. Prócz pryczy, na której leżałem, rozpoznawałem czysty, biały sufit, nieco mniej schludne, pomalowane na paskudną żółć, ściany. Widziałem nie do końca wyraźnie. Chwilę mrugałem oczami, zanim przyzwyczaiłem się do otaczającego mnie światła. Nie było okna. Drzwi nie widziałem. I w tamtym momencie, gdy już nic więcej nie dostrzegłem, poczułem pustkę. Kim do cholery ja byłem? Dlaczego wszystko mnie bolało? Co mi się stało? Z jakiego powodu leżę w tak paskudnym pomieszczeniu? Te i wiele innych pytań uderzyło we me ze zdwojoną siłą. Rozbolała mnie głowa. Aż zemdlałem.Tak rozpamiętując moje nowe narodziny, w łazience, która znajdowała się w jakiejś zapyziałej tawernie w pipidówie dolnym na zadupiu, jakich wiele, po prostu stałem. Nie mam jakiegoś szczególnego planu po mojej brawurowej ucieczce, do której potem oczywiście wrócę. Bo jakżeby inaczej. Znajdowałem się w tak zwanej „głębokiej dupie". Nie wiedziałem nic. A przynajmniej, wszystko dotychczas okazało się kłamstwem. Nie mam także za wiele pieniędzy. W zasadzie wcale. Gdyby nie uprzejmość gospodarzy, również bym i śmierdział. Tego na pewno nikt nie chciał Przeczesałem swoje za długie, białe włosy. Tak bardzo nienaturalne. Wyróżniały mnie strasznie. Dlatego nie wychodziłem do innych gości. No, ale nic nie pobije moich oczu. Co prawda, pod kapturem jakoś udawało mi się je ukryć. Jednak to było na dworze, podczas wędrówki. Wtedy nikt na mnie nie zwracał uwagi. Westchnąłem. Tak bardzo miałem przesrane.
Nie wiem, po ilu godzinach ponownie się obudziłem. Musiało to być co najmniej kilka dni. Bandaży było mniej. Do tego chyba była noc. Ktoś wyłączył światło. Ku mojemu zaskoczeniu, także nie byłem znów sam. Obok mnie siedziała pulchna kobieta. Z perspektywy czasu widze wszelkie sygnały, które wysyłało mi otoczenie. Zanim uświadomiłem sobie, jak niebezpieczna jest ta kobieta, omotała mnie. Straciłem tyle czasu, ale kto by podejrzewał o najgorsze pulchniutką, starszą kobiecinkę, jak się po czasie okazało, swoją wybawicielkę? Dzięki niej żyłem. - A... Kim... Kim ty... Kim ja... - Próbowałem sklecić jakieś sensowne zdania. Gardło suche jak wiór nie pozwoliło na to. Staruszka pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Nie wysilaj się. Musisz dużo odpoczywać. Mam na imię Morana. Możesz mi mówić babciu. - Uśmiechnęła się, jak wtedy sądziłem, uroczo. Naprawdę nie wiem, czym mnie faszerowali, że nie dostrzegałem tych zgniłych zębów.
Po sekundzie poczułem wilgoć na ustach. Spanikowany machałem głową na wszystkie strony. Po tym ból, jaki przeszył moje ciało, był nieziemski. - Chciałeś pić, nieprawdaż? Więc z łaski swojej się nie rusza. No, no, no! Zaraz znowu będzie trzeba cię zszywać! - Zawołała kobieta, kręcąc nade mną głową. Już bez sprzeciwu otworzyłem usta. Potem nie do końca wiem, co się działo. Morana chyba wyszła, a ja zasnąłem po pełnej cierpienia chwili.
Oparłem się mocniej o umywalkę. Teraz spoglądam na swoje dziwne dłonie. Takie szczupłe, białe. Cały byłem biały, poza oczami. Skóra jasna jak mleko, no i te włosy. Tak, stanowczo mam za długie włosy. Nie tylko ja to wiem. Już przy pierwszym spotkaniu ona to zauważyła. Czuję smutek, gdy o niej pomyślę. Nie była niczemu winna. Jednak była jedną z wielu niewinnych ofiar, które poniosły śmierć z rąk tej wstrętnej wiedźmy. Czuję wściekłość. Zaciskam pięści. Biorę oddech i ponownie zanurzam się w bolesnych wspomnieniach.
Trzecia pobudka do miłych też nie należała. Okropny wrzask zmusił mnie do uniesienia powiek. Ostre światło zakuło mnie w oczy. Nie myśląc wcale, wstałem, aby sprawdzić, o co chodzi, kto mi nie daje w spokoju spać. Wszelkie wątpliwości z wcześniejszych pobudek, nie powróciły. Po omacku znalazłem drzwi. Trzymając się ściany i klamki udało mi się wyjść. O mało, co jej nie wyrwałem, za co potem miałem oberwać. Prawie natychmiast na kogoś wpadłem. Drobna, mała postać, ubrana w prześcieradło. Nie, nie prześcieradło. To była sukienka. Jednak co miał powiedzieć otumaniony facet, który ledwo wrócił do świata żywych, gdy zobaczył jakiś kawałek białego materiału? No jakaś szmata.
- Babuniu! Ion się obudził! - Zawołała właścicielka owych, jakże zacnych, szat. Nie zdążyłem przyjrzeć się jej twarzy. Nie to, co ona. Dziewczyna, bo była to młoda przedstawicielka płci żeńskiej, zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem.
- Masz za długie włosy. - Stwierdziła i najzwyczajniej w świecie czmychnęła. Nie minęła nawet minuta, a stara kobieta, która siedziała obok mnie, po mojej drugiej pobudce, stała przede mną. Oczywiście była ponownie niezadowolona. Też zmierzyła mnie wzrokiem.
Wzięła się pod boki, po czym pokręciła z politowaniem głową. Zacmokała parę razy. Ja w tym czasie stałem i milczałem. Co miałem powiedzieć? -Ion skarbie, tobie życie nie jest miłe. Tyle się namęczyłam. Tak dużo starań! Ileż ziół na ciebie zużyłam mój drogi, a ty latasz sobie wesoło, jakbyś był wielkim mocarzem. - Wtedy nie wiedziałem, że to tylko gra aktorska. Po prostu się roześmiałem an wyolbrzymienia tej uroczej staruszki. Ta, wtedy była naprawdę milutka.
Patrzę na swoje dłonie po zewnętrznej stronie. Pełno małych blizn i oparzeń. Pamiątka po zbieraniu chwastów. Ach, przepraszam. Żadne chwasty. Trochę nauczyła mnie o roślinach. Za to mogę być jej wdzięczny. Chociaż czasami czuję, że powinienem wcześniej o nich wiedzieć. Już mnie nie posłała do łóżka, tylko zaprowadziła do kolejnego pomieszczenia z paskudnymi, żółtymi ścianami. Tam były okna. Później, jak pozwolił czas, stałem przy nich i wyglądałem na świat. Jednak szybko dostałem jedzenie, więc nie miałem potrzeby ujrzenia tych paru drzew, krzaków i jakiś dziwnych kwiatów.
Nie wiedziałem, kto gotował. Zastanawiało mnie to czasami. Nigdy nie widziałem żadnej kuchni ani niczego podobnego w domu babci. Babcia jednak dawała mi coraz t nowsze zadania. Zbieranie roślin było jednym z nich. Potem, podobno w trosce o moją sprawność fizyczną, kazała mi trenować. Bieganie, potem jakieś proste ćwiczenia, a na końcu dziwny sposób walczenia mieczem.
Zerkam w stronę otwartych drzwi. Widzę za nimi łóżko, na którym leży niezwykły miecz. Lekka, czarna stal z misternie rzeźbioną rączką. Dziwny jest. Mam wrażenie, że wolę cięższy oręż. Skąd?
Zabrałem go przed ucieczką. Chociaż w tamtym czasie wszystko miało posłużyć mi za broń. Dom był bardzo duży... Za duży jak na taką garstkę osób. Kilkanaście pomieszczeń, a w tym kuchnia, pokój spełniający funkcję salony oraz pokój z łazienką dla każdego. Wszędzie były te paskudne, żółte ściany. Gdy zaproponowałem Moranie zmianę, wyśmiała mnie. Potem marudziła coś pod nosem o rządzeniu się dużego dziecka w jej własnym domu. Wyposażony był prosto. Same najpotrzebniejsze rzeczy bez zbędnych ozdób. Poza mną i gospodynią mieszkało w nim jeszcze kilka osób. Napotkana przeze mnie wcześniej dziewczyna oraz trójka dzieci, prawdopodobnie sierot, które starsza kobieta wielkodusznie przyjęła pod swój dach. Żebym ja wtedy wiedział, po co tak naprawdę to wszystko robiła... Byłem niecierpliwy.
Podobno niebawem miałem odzyskać pamięć. Za każdym razem, gdy pytałem babcię o to, jak długo przyjdzie mi jeszcze czekać, odpowiadała „cierpliwość jest cnotą". Przy czym bierność jest zgubą. Tak uważałem i uważam teraz. Miałem coraz więcej zadań. Z pozoru proste. Coś jak... Przenieś przedmiot pierwszy z punktu A do punktu B. Posprzątaj pokój ten i ten. Zajmij się dzieckiem tym, a uśpij tamte. Dziewczyna czasami mi pomagała. Oczywiście za każdym razem marudziła, jakie to długie mam włosy."Nie przyciąć ci ich?" pytała kilka razy. Grzecznie dziękowałem. Lubiłem je. Dalej je lubię.
Nosiło mną coraz bardziej. Nie umiałem siedzieć ani minuty w jednym miejscu. Moranę niemal trafił szlag. Po orzeknięciu, że z moim zdrowiem wszystko w porządku, wygoniła mnie na dwór. Trenuj! - powiedziała. No to trenowałem. Biegaj! - rozkazała. To też biegałem. Wkrótce przestawałem wyglądać jak szkielet człowieka. Mięśnie uwidoczniły się. Skóra, choć wciąż biała, nabrała zdrowszego odcienia. Codzienne treningi znacznie mnie odprężały. Były dla mnie czymś równie naturalnym, co oddychanie. W czasie kolejnych ćwiczeń umysł mógł się wyciszyć. Wszelkie zmartwienia odchodziły daleko na rzecz skupienia.
Prawie nie zauważyłem, kiedy Elise zniknęła. Tak miała na imię dziewczyna spotkana po którejś tam z kolei pobudce. Niewiele mogę o niej powiedzieć. Miła była. Nie interesowała mnie za bardzo. Wolałem czarne oczy. El miała dziwne ni to niebieskie, ni zielone. Z dnia na dzień po prostu wyparowała. Zapytana o nią przeze mnie Morana wzruszała ramionami.
- Młoda jest. Zapewne wyruszyła do miasta zabawić się ze swoim chłopaczyną.- I wróciła do swoich zajęć. Miasto? Chłopaczyna? Niby skąd, jak dziewczyna, podobnie jak ja, nie opuszczała posesji dalej niż na dziesięć metrów. Wtedy mnie nie zastanowiło, dlaczego sam nie chciałem nigdzie iść. Przebywanie u staruszki stało się dla mnie czymś oczywistym. Spałem u niej, jadłem, trenowałem, pracowałem. Wystarczyło mi.


(Po bardzo długiej nieobecności wracam z wyjaśnieniem, gdzie się podział Orion! Post podzieliłam na części, ze względu na długość całego tekstu.)

Od Logana Cd Eshia


No proszę, proszę. Dziewczyna okazała się być niema! No co za... fart. Gdybym ją teraz miał zabić, to nawet nikt by nie usłyszał jej wrzasków. Dlaczego wszystkie ofiary mordów takie nie są? To by znacznie ułatwiło sprawę.
- Ok... Skoro nie gadasz, to lepiej dla mnie. Przynajmniej będzie cicho. Bez tej całej babskiej paplaniny. - Machnąłem na nią ręką, uradowany z tego, że chociaż podróż nam upłynie w ciszy. Nam? Ano tak. Zamierzam ją wziąć ze sobą, oczywiście. Szukam takich jak ona do klubu, którego wygrałem w karty. Drugi właściciel na pewno nie będzie mieć nic przeciwko temu. W końcu wychodzę z własną inicjatywą! Poza tym, kto się nią zajmie lepiej, niż ja? Potrafię się zatroszczyć o kobietę, oj potrafię. Ta dzierlatka jeszcze się o tym przekona, prawda płomieniu z ogniska? Spojrzałem na ogień. Uśmiechnąłem się do niego. Ten przyznał mi rację.  Jak zawsze, zresztą.  Ach, jaki to ja jestem doskonały...
- Dobra, niema. Pakuj swoje manatki, bo zabieram cię ze sobą! Zobaczysz, będziemy się ze sobą dobrze bawić.... - Nagle przypomniałem sobie o czymś niezwykle istotnym. Popatrzyłem na zwierzaki niemej dziewuszki. - Was też zabieram. W drogę! Ha, w akademii na pewno się martwią o ciebie, niema. Ej, będę ci mówił "Niema". Dobrze, Niema?  - Uśmiechnąłem się do niej promienie, po czym wyjrzałem na zewnątrz. Deszcz na szczęście już ustał. Zaczęło się przejaśniać. Pierwsze promienie słońca przedostawały się już, oświetlając wierzchołki wysokich drzew. Cudownie... Byłyby jeszcze piękniejesz, gdyby płonęły. O, właśnie! To byłby dopiero widoczek. A może by tak... nieee... Nie mogę wystraszyć mojej przyszłej tancerki. Gdzie ja znajdę kolejną taka jak ona?
- Niema, no dalej, dalej! Pakuj szczoteczkę, resztę bibelotów i za pięć minut ruszamy na Eter!



< Eshia? > 

2 grudnia 2018

Od Mirajane do Avena (+18)


Śpiąc, chwilowo poczułam ogromny ból. Dostałam czymś. Dziwne uczucie. Nie wydawało mi się to agonią, czyli nie umieram. Serce zabiło mi szybciej, zaczęłam po chwili panikować. Aven, Aven, Aven... Co z nim? Gdzie jest? Czy jest bezpieczny..? Momentalnie otworzyłam oczy z wrzaskiem. Ktoś przypalał mi moją skórę rozżarzonym prętem. Po policzkach popłynęły mi łzy. Nie wiedziałam kto to, ale poczułam uderzenie w policzek. Zaczęłam mocniej płakać. Ból powrócił, teraz stał się jeszcze większy. Gorący metal dotknął mojej skóry, rozciął ją... Spojrzałam przed siebie z wrzaskiem. Aven. On siedział w klatce. Głośno wrzeszcząc, płakałam, chciałam się wyrwać. Ból był jednak coraz większy. 
- Ara... Ara... Nie krzycz tak głupia suko... Jak chcesz... Możemy sprawić, aby było gorzej... Oboje... Ha... Haha... Hahaha! - zaczął się śmiać. 
Przez ból nie mogłam określić jakiej płci była to osoba. Wrzasnęłam, kiedy gorący przedmiot dotknął mojego policzka. Z rany popłynęła krew... Sączyła się z każdej części skrzywdzonej przez tego kogoś... 
- A-Aven... - wydukałam, a po chwili moje oczy stały się puste.
Poczułam, jak nagle ktoś rozrywa mi koszulkę... Dobiera się do mnie. Obrzydzenie... Obrzydzenie... Ten ktoś całkiem mnie rozebrał. Zaczął mnie dotykać... 
- Zostaw... Mnie... A-Aven... P-Pomóż mi... 
Głowa mi opadła... Nie miałam siły na walkę... Boli... Bardzo boli... W głowie ćmiła mi pustka, widziałam ciemność. Serce biło mi szybko, bałam się... Chciałam się przytulić... Boję się... Aven, przytul mnie... Boję się... Jest... zimno. Coraz zimniej...



<Aven? >

Od Avena CD Mirajane


Patrzyłem przed siebie i widziałem piękny widok, patrzyłem na Mirajane i widziałem mój cały świat. Pomyśleć, że kiedyś co chwila spędzałem czas z inną. Teraz nie mogę tak zrobić. Ba, nawet nie umiałbym. Mira zmieniła bestię na lepsze. Już nie wyobrażam sobie bym mógł żyć tak jak kiedyś. 
Jednak by było dobrze... by było najlepiej muszę znaleźć medalion, jeden kawałek nie wystarczy. Chcę mieć je wszystkie i zapanować nad klątwą, która męczy mnie i moje rodzeństwo już tyle lat. 

***

Kiedy otworzyłem oczy było już ciemno, Mira spała tuż przy mnie, ale czułem kogoś jeszcze. Gdzieś tu ktoś był. Szturchałem dziewczynę by się zbudziła, lecz nawet nie drgnęła. Zaryczałem cicho i nadal nic. Moje serce momentalnie przyspieszyło, skoczyłem na równe łapy i zacząłem budzić na wszelkie sposoby Mirę, lecz nic.. Co się do kurwy dzieje?!
- Twoja lala już unieszkodliwiona, teraz możemy załatwić sprawy sprzed lat. Będę miał twój łeb - usłyszałem głos tuż za sobą, a kiedy się odwróciłem nie zobaczyłem niczego. Poczułem podmuch powietrza, a potem już tylko wielki ból w głowie. Potem nic... 
Pustka.


< Mirajane? >
Nuda mnie się więc coś wymyśliłam, nie wiem co się tu dzieje, może będziesz miała pomysł XD


Od Mirajane do Avena


Spojrzałam na Avena. Ten wyłożył się na trawie. Wyglądał na spokojnego, czułam to w sercu, biła od niego też aura bezpieczeństwa. Te uczucie wręcz kochałam. Kochałam być bezpieczna przy moim ukochanym... Szybko wtuliłam się w jego futro, radośnie się uśmiechając i wsuwając dłoń po chwili na jego łeb, aby go pogłaskać. Oczywiście, kochałam jak był w formie człowieka, ale wiedziałam, że to nie jest w pełni dla niego możliwe. Miałam zamiar go zaakceptować takim jakim jest. Nie miałam zamiaru go zmuszać do niczego, chciałam, aby był po prostu sobą. Poza tym, kochałam go właśnie takiego. 
- Aven... Kocham cię. Spędźmy więcej czasu razem... W spokoju. Bez strachu o własne życie... - szepnęłam, patrząc w jego turkusowe oczy. 
Od razu poczułam spokój. Byłam bezpieczniejsza, miałam większe poczucie, że jestem mu potrzebna. Delikatnie się uśmiechnęłam w jego stronę, gładząc pyszczek i szyję tygrysa. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Róż mieszał się z błękitem i żółcią, stworzyło to... Tak piękną panoramę. Usiadłam obok Avena, patrząc na horyzont. 
- Jest tak pięknie... Kochanie, przy tobie czuje się taka bezpieczna... - szepnęłam z rumieńcem, nie odrywając wzroku od pięknego krajobrazu...



< Aven? >

Od Bloody CD Kuro


Uszykowana do wyjścia czekałam w holu na Kuro. Tak naprawdę sama nie wiem dlaczego postanowiłam tu jeszcze być. To jest łowca, a ja jestem tuż pod jego nosem, jednak to ja jestem sprytniejsza od niego. To niezbyt mądrze by zapraszać do siebie obcą kobietę z lasu bez żadnych testów sprawdzających czy jestem wampirem. Oj, niemądry dał się nabrać na biedną, strachliwą dziewczynę, którą udaję doskonale.
Wyszliśmy, szłam tuż za nim, nie chciałam póki co się oddzielać od niego. Muszę trwać przy roli biednej dziewczyny która boi się zostać sama. 
- Pójdę z Tobą, jeśli to nie problem. Przy okazji rozejrzę się i poznam okolice - odpowiedziałam i również posłałam mu uśmiech.

***

Na targu było wielkie zamieszanie, wszędzie hałas, który, gdybym nie wyłączyła swej wrażliwości na dźwięki, powodowałby ból głowy. Przepychaliśmy się przez liczne tłumy. Ok, tak naprawdę to Kuro prowadził, a ja wędrowałam jego ścieżką.
Rozdzieliliśmy się przy targu jakiegoś rudowłosego, z którym Kuro zamierzał rozmawiać i załatwiać pewne sprawy. Ja postanowiłam dać mu spokój na razie i nie przeszkadzać. Rozejrzałam się więc po prawie, że całym targowisku. Moją uwagę zwrócił mężczyzna ubrany w ciemną czerwień, nasze spojrzenia się spotkały i wtem zdałam sobie sprawę kim on jest. To on nie tak dawno ścigał mnie za zabójstwo jego koleżki, który miał i tak przewinienia w kraju, ale to nie na teraz. Ważne było teraz to, że jest on łowcą, jeśli spotka się z Kuro może się to źle skończyć dla mnie.
Kiedy zaczęłam się powoli i jak najbardziej naturalnie cofać, zastałam opór na swej drodze, moją przeszkodą stał się sam Kuro, który patrzył na mnie pytająco.


<Kuro?>

Od Avena CD Mirajane



Lot tutaj nie należał do najprzyjemniejszych. Jako tygrys nie miałem jak czegokolwiek się trzymać.
Byłem jednak spokojny o to, że Mirze nic się nie stało. Jeszcze jeden taki numer, a nie wiem co jej zrobię... Tyle słów, tyle próśb, a ona nic.
- Idziemy na spacer, czy do pokoju? - Jej pytanie wyrwało mnie z myśli. Spojrzałem swoimi turkusowymi oczami na nią i zlustrowałem od góry do dołu, wyglądała dobrze i nie widać było już po niej takiego zmęczenia... na pierwszy rzut oka. Jednak gdyby się przyjrzeć, można było zaobserwować lekko zaspane oczy. Otarłem się łbem o jej nogę, po czym skierowałem do wyjścia z akademii. Mira szła tuż za mną, czułem ją oraz słyszałem doskonale.
Usiadłem przy wielkim wiśniowym drzewie, było ono dosyć stare. Przy nim znajdował się mały strumyk, w którym od razu zmoczyłem swój jęzor by się napić. Kiedy ugasiłem już pragnienie wyłożyłem się niczym domowy kotek brzuchem do góry i zamknąłem oczy. Nie musiałem czekać długo, niebieskowłosa niemal od razu wtuliła się w moje kocie cielsko. Jej dłoń zawędrowała do mojego łba i gładziła mnie z czułością.



< Mirajane? >

Od Cor'a Cd Yael'a


- Raczej czemu jaśnie pan raczy mnie ratować? Nie jestem już dzieckiem, umiem sobie poradzić na ulicy. Nie jestem ci więc nic dłużny! - wykrzyczał i z wkurzoną miną ruszył w swoją stronę, ale chyba nie za bardzo spodobała mu się okolica, bo kiedy usłyszał dziwny szmer, od razu przyspieszył kroku. Nie wiem tylko co on sobie pomyślał, że zrobiłem. W teorii taka moja praca, więc zrobiłem coś by był spokój, a co do tego naciągacza, to informacja o nim jeszcze dziś trafi gdzie trzeba. Widziałem jak jedna z “odpowiednich osób” kryła się w tłumie, więc nie będzie z tym problemu, ale mam złe przeczucie, że jeszcze się z nim spotkam… eh.

*** 

Minęło kilka dni, a ja dalej nie spotkałem ponownie tego młodzika. Wolałbym żeby tak zostało, ale nie mogę go dłużej ignorować. Kawałek spaczenia który na nim zostawiłem pokazywał mi jego lokalizację przez tych kilka dni, ale teraz kręci się wokół Akademii. Dodając do tego fakt, że jest złodziejem, prawdopodobnie szykuje skok. Głupiec. Dla niego to musi wyglądać jak łatwy skok. Dostać się do środka nie jest ciężko. Szkoda, że jeszcze nikt stamtąd nie wyszedł.Jeżeli chce się tam dostać, to najprawdopodobniej będzie chciał zdobyć jajo. Nawet nie będzie mieć szansy go dotknąć, w końcu jest chronione przez ukrywających się tam specjalistów w tego typu sprawach. Niech tylko spróbuje zwędzić jajo, a pożegna się z życiem Nie ważne, że to dzieciak. Najlepiej będzie to zignorować, przynajmniej tak chciałem zrobić, ale “szefowa” posiada szósty zmysł i powiedziała mi “przypadkiem” że jeśli tylko mam możliwość komuś pomóc, czy zaniechać jego zły czyn, muszę to zrobić. Zignorowałem jej słowa, ale kiedy powtórzyła to z cztery razy, patrząc na mnie bardzo wymownym wzrokiem pomyślałem, że dla świętego spokoju się tym zajmę.

*** 

A oto i jest nasz włamywacz, całkiem nieźle jak na dzieciaka. Jednak fakt, że brak zamka w tak ważnym miejscu jakim jest sala przed nim nie wzbudziła w nim podejrzeń, a samą radość, pokazuje ,że jeszcze trochę mu brakuje. Dlaczego mnie nie zobaczył? Połączyłem się komórkami spaczenia z podłożem, więc nie miał nawet na to szansy. Kiedy już miał postawić w środku pierwszy krok pojawiłem się za nim i złapałem go za kark jednocześnie podnosząc go w górę. Jako, że nie jestem dobry w rozmowach zastanawiałem się co mam mu powiedzieć…


< Yael? >

Logan Unknown


Vergil by Menta1Scars.deviantart.com on @deviantART

Imię i nazwisko: Logan (nazwisko nieznane)

Przezwisko: Brak.


Wiek: 26 lat

Płeć: Mężczyzna

Stanowisko: Jak na razie brak. niezdecydowany.

Specjalizacje:

- walka mieczem, sztyletami, przecież to oczywiste
- hazard, wygrał połowę udziałów jednego z klubów nocnych na wyspie Eter
- biegi przełajowe, dzięki dużej wytrzymałości potrafi przebiec wiele kilometrów
- jazda konna, przydawała się podczas ucieczek czy rabunków
- podpalanie, o tak dobry w tym jest
- knucie planów ucieczek, w skrócie strategie

Rodzice: Nie mówi o nich.

Rodzeństwo: Brak.


Partner: Nie posiada.

Potomkowie: Brak.

Smok: Na razie brak.

Pupil: Też brak.

Charakter: Szalony? Nieokiełznany? Nieprzewidywalny? Czy może gwałtowny? Każde z tych określeń do niego pasuje. Prócz swojej rozchwianej osobowości cechuje go przede wszystkim niezwykła inteligencja. Ktoś wreszcie może konkurować z Dreyarami, chociaż... czy to aby na pewno? Potrafi o siebie zadbać, w końcu musiał się tego nauczyć. Życie nie było dla niego łaskawe. Kiedyś doszły go słuchy, iż sam Cierń ma plan związany ściśle z jego osobą. Że niby posłuży jako... wyciągarka czegoś z kogoś. Olał to kompletnie. Jedyne na czym mu zależało to wpatrywanie się w płomienie. Tylko one go uspokajają. Logan uwielbia patrzeć na ogień. Nic go tak nie pociąga jak właśnie to - patrzenie na trawiący wszystko i zmieniający w zgliszcza żywioł.


Historia: Cóż, jak to bywa w życiu. Ojca nie poznał. Odszedł, a raczej zostawił go i jego matkę niedługo po narodzinach chłopaka. Zostawił mu jednak coś w spadku - miecz, który ponoć w rodzinie ojca Logana przekazuje się kolejnemu pokoleniu. Czy Logan w to wierzy? Oczywiście, że nie. Dla niego jego ojciec jest zakałą, łajdakiem, który zabawił się jego matką i porzucił. Wybrał inną rodzinę. Zostawił ich na pastwę losu...  Lata mijały. Matka nie dawała sobie rady z jego wychowaniem w pojedynkę. Ukrywali się przez większość czasu, często zmieniali miejsce zamieszkania z niewiadomych Loganowi powodów. Mama tłumaczyła mu, że to dla jego bezpieczeństwa. Gdy Logan podrósł zaczął być nieznośny jeszcze bardziej, jego niezwykła umiejętność, którą odziedziczył o ojcu wzrastała na sile, jednak chłopak doskonale poradził sobie z jej opanowaniem. Z czasem okazało się, iż jest niesamowicie inteligentny, bystry. Do tego również przebiegły. Kiedy Logan skończył czternaście lat napadli na niego i jego matkę zbóje na usługach Ciernia. Chcąc ratować chłopaka, kobieta zasłoniła go własnym ciałem. Zginęła na miejscu, zaś Logana porwano. I tak to trafił do mrocznego świata, złego, przesiąkniętego czarną magią. 

Właściciel: Moonlight

Pochwały/Upomnienia: (0/0)

GłosBruno Mars

Zbroja: -

Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 0

Punkty Umiejętności
WYTRZYMAŁOŚĆ: 35 / SIŁA:25 / SZYBKOŚĆ: 20 / ZWINNOŚĆ: 20 / PANCERZ: 0





(FORMULARZ SMOKA POJAWI SIĘ PO PRZEJŚCIU PRÓBY PRZEZ KANDYDATA NA SMOCZEGO JEŹDŹCA wtedy proszę o uzupełnienie formularza przez właściciela postaci)

1 grudnia 2018

Od Yael'a Cd. Cor'a



Naprawdę nie ukradłem tych owoców. Tym razem nie. Miałem co prawda na nie straszną ochotę ale wolałem już się nie wychylać w tej części miasta, co najmniej przez parę kolejnych dni. Potrzebowałem zniknąć. I to jak najprędzej. Dlatego gdy sklepikarz z pod którego fikuśnych ciuszków, wylewały się fałdki tłuszczu, zaczął się drzeć, że niby ukradłem mu najlepsze owoce, ogarnęła mnie wściekłość. Nic nawet jednak nie zdążyłam mu zrobić gdy na scenę wparował ponownie jegomość w czarnym płaszczu. Facet zaczynał być wkurzający. Serio zebrało mu się na litość, że po raz któryś “ratował” mnie z opresji? A ja to niepełnosprawny czy co?! Nie dość, że zapłacił temu naciągaczowi to jeszcze go przeprosił! Ja nie mogę…. Co prawda nie jestem tego pewien bo tam skąd pochodzę słowo którego użył może znaczyć również śledzia… Uznajmy jednak, że to było przepraszam. Fuknąłem cicho pod nosem i rzucając tłuściochowi od straganu zabójcze spojrzenie, ruszyłem za facetem w czerni. Miałem zamiar jasno dać mu do zrozumienia, że ma się ode mnie odwalić bo nie mam zamiaru wciągać się w jakieś długi czy inne gówno. Mrucząc cicho ze złości pod nosem, podążałem śladem nieznajomego.

Wkrótce opuściliśmy tereny, które jako tako kojarzyłem i udaliśmy się do kompletnie obcej dzielnicy. Zaniepokojony, delikatnie przyspieszyłem kroku. Zaraz się jednak skarciłem w myślach, uspokajając kołaczące nieco mocniej niż zazwyczaj serce.
W końcu mężczyzna zatrzymał się


- Czemu za mną idziesz? - Na jego chłodny głos wzdrygnąłem się. Wyjątkowo nieprzyjemny typ. Co mnie podkusiło, żeby się za nim szlajać?!

- Raczej czemu jaśnie pan raczy mnie ratować? Nie jestem już dzieckiem, umiem sobie poradzić na ulicy. Nie jestem ci więc nic dłużny. To rzekłszy odwróciłem się z zamiarem odejścia.

***


Parę następnych dni spędziłem na “nie wychylaniu się”. Nuuuuuddddaaaa…… Ile można udawać, że się nie istnieje?!

Pchnięty potrzebę poczucia adrenaliny wpadłem na szalony pomysł. A co gdyby z tej jakże cudownej akademii, czujcie ten sarkazm, wykraść jedno z owianych legendą “smoczych jaj”. Sam nie wierzyłem w te bzdury, ale zawsze warto się upewnić. Kto wie za ile by takie jajo poszło na czarnym rynku? Może mógłbym nawet kupić jakieś małe mieszkanie? W każdym razie perspektywa wykradzenia tak pilnie strzeżonego obiektu, była niesamowicie kusząca. Dlatego też ostatnie parę dni spędziłem, kręcąc się w bezpiecznej odległości od Akademii, pilnie obserwując wszystkie zajścia i ludziu się tam znajdujących. Ta akcja musiała być perfekcyjna. Szykował się włam stulecia.


To właśnie miała być ta noc. Głębokie cienie otuliły właśnie ulice miasta, a ludzie po dniu pracy ułożyli się do snu. Tylko z karczm i oberży dobiegała głośna muzyka i pijackie śpiewy. Przemknąłem ciemnymi zaułkami i jako cień, niezauważony wślizgnąłem się na teren zamku. Musiałem dowiedzieć się gdzie jest sala w której trzymają wszystkie te jaja, kluczyłem więc korytarzami przez nic nie niepokojony. W końcu stanąłem przed olbrzymimi drewnianymi drzwiami zdobionymi złotem i wszelakimi innymi drogocennymi kruszcami. Na ich środku widniała płaskorzeźba pokaźnych rozmiarów jaja, pokryta jakąś dziwną materią, przypominającą nieco łuski. To musiało być tu. Przyjrzałem się im uważniej. Żadnych strażników, nawet głupiego zamka z kluczem nie było! Najciszej powoli nacisnąłem klamkę i delikatnie uchyliłem wrota. W pomieszczeniu panował półmrok oraz niepokojąca wręcz cisza. Z duszą na ramieniu, wsunąłem się do środka.



<Cor? Co ty na to :P >

ZMIANY !!!




Kochani, w niedzielę 02.12.2018 blog będzie mieć ograniczoną dostępność z powodu prac nad nowym szablonem. 




Moonlight