25 czerwca 2018

Od Sorayi CD Simon ( po balu )


Poczułam ulgę, gdy Simon zabrał mnie z tej zatłoczonej sali. Musiałam przyznać, że nie czułam się już najlepiej. Zaczynała boleć mnie głowa, ale to pewnie przez ten alkohol. Nie powinnam pić żadnego alkoholu, ale te toasty... Ludzie patrzyli dziwnie, trzeba było wypić za zdrowie odnalezionej księżniczki i ostatniej wygranej nad wojskami Ciernia...

Miejsce, do jakiego mnie zabrał Simon było... Nawet nie potrafiłam znaleźć określenia na to, co zobaczyłam. To przebiło wszystko, nawet pierwszą moją wizytę w jego prywatnym świecie. Pomógł mi usiąść na łóżku, które było niesamowicie miękkie. Jeszcze w życiu nie siedziałam na obłoku. Anioł sprawił po chwili, że chmury wokół nas się rozstąpiły, a mnie ukazał się widok nieskończenie piękny Wprost doskonały. Patrzyłam z zachwytem na zmęczonej lekko twarzy. Leciutki wiatr rozwiewał nam włosy, a mimo to nie było mi wcale zimno. Czy to za sprawą jakiejś magii? Tak podejrzewałam, ale nie było to w tamtym momencie najważniejsze. Urzeczona tym, co pozwolono mi ujrzeć, nie mogłam wydobyć z siebie choćby słowa. Gwiazdy, wszędzie dookoła nas lśniły dumnie i majestatycznie miliony, jak nie miliardy gwiazd. Sprawiały takie wrażenie, że gdybym wyciągnęła rękę, to bym jednej dotknęła. Wyczułam na sobie wzrok Simona, ale nie spojrzałam na niego. Patrzyłam przed siebie, a minuty mijały. Minuty, które zamieniały się w kwadranse. Wreszcie odwróciłam się, by popatrzeć na niego. Spojrzeć w te czarne, pochłaniające czarne oczy. Wstałam więc, by się do niego zbliżyć. Zaczęłam czuć w sobie to, jak bardzo zaczęłam go kochać. Niemal, a raczej na pewno, tak samo mocno jak Oriona. W tamtej chwili dotarło do mnie, że na odnalezienie go, mam bardzo nikłe szanse. Niemal zerowe. A nie mogłam tego zrobić Simonowi. Nie mogłam go przecież tak zranić... Podeszłam do upadłego, uniosłam dłoń, by dotknąć jego twarzy. Następnie uniosłam się na palcach powoli, by złączyć swoje usta z jego, w czułym pocałunku.
-- Simon -- szepnęłam cicho, lecz mój anioł z pewnością dobrze mnie usłyszał. -- Kocham cię. -- Powiedziałam te dwa słowa z pełnym przekonaniem. Byłam tego pewna. Przeznaczenie chciało, że stanęliśmy sobie na drodze. Wreszcie to zrozumiałam. Jednak, po chwili poczułam, jak miękną mi nogi, jak zaczynam osuwać się w dół. Dzięki Bogom, Simon zdołał mnie uchronić przed upadkiem, łapiąc w swoje silne raz opiekuńcze ramiona. Ten jego zatroskany wzrok potrafił się zmieniać z sekundy na sekundę. Niespodziewanie dostałam nagłego napadu mokrego kaszlu, który to od jakiś dwóch dni zaczął mi doskwierać, ale szybko przeszedł, a ja starłam zaróżowioną ślinę z ust. Zaróżowioną... Popatrzyłam na swoją dłoń, potem na Simona i jeszcze raz na palce upaćkane mą własną śliną i krwią.
-- Co się ze mną dzieje.? -- spytałam, jednak nie oczekiwałam odpowiedzi od Simona, ale od samej siebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz