Nie pamiętam jak do tego doszło, ale zostałem Smoczym Jeźdźcom. Chociaż mogło się to wszystko zacząć od tego, że usłyszałem informacje o poszukiwaniach następcy tronu. Nie byłoby mi na rękę gdyby następny król był honorowy i pełen współczucia i empatii. Obecny władca, który jest czarnym charakterem tej opowieści ma wielki gest jeśli chodzi o zapłatę dla swych szpiegów. Oczywiście, nie mówię że jestem jego szpiegiem tylko lubię dostawać złoto i coraz to większe wpływy. A co jeśli Smoczy Jeźdźcy z wybrańcem by go obalili? Całe moje starania poszłyby na marne! Dokładnie! A więc wracamy do punktu wyjścia.
Właśnie dzisiaj przechodzę "rekrutacje", mam nadzieję, że jakiś smok mnie wybierze i będę mógł dołączyć. Oczywiście, podczas całych tych formalności jedynie co robiłem to potakiwałem, uśmiechałem się i mówiłem jeśli mi kazali z przekonującą słodyczą w głosie. Nareszcie po tej nudzie dostrzegłem jaja smoków, w sumie żadnego z bliska nie wiedziałem. Jedno z jaj odezwało się a w moim umyśle zabrzmiał delikatny głos.
-Ryuunosuke..- powiedziała smoczyca a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Luinari.- powiedziałem i już po chwili w dłoniach miałem smocze jajo. I znów wpadłem w wir formalności i nudy. Ale odczuwałem ogromną satysfakcje, że udało mi się wkupić w ich szeregi i nikt niczego nie podejrzewa no oprócz Luinari ale ona jest moim towarzyszem broni. Nie mogłem się doczekać gdy zobaczę jej ślepia, oczywiście moje węże też chciały zobaczyć smoczyce. Gdy dobrze zająłem się jajem, następnie wziąłem jedną z ksiąg dotyczącej magii i ruszyłem w stronę ogrodów. Usiadłem pod drzewem i zacząłem czytać. Po dwóch godzinach wstałem i spojrzałem na niebo, było naprawdę tutaj spokojnie dzięki czemu mogłem całkowicie wsłuchać się w tą piękną ciszę.
-Wiem gdzie trzymają zakazane księgi..- pomyślałem i pojawiły się przede mną moje węże. Wstałem i ruszyłem powoli w stronę wyjścia z pałacu akademii. Spojrzałem na moich towarzyszy i gestem głowy pokazałem im, że czas ruszać szpiegować i polować. Nawet nie minęła sekunda, a one ruszyły bardzo szybko znikając z mojego zasięgu wzroku. Ja za to ruszyłem w stronę miasta, mimo tej cichy i ładnym ogrodom lepiej czułem się w mieście, było tam więcej przestrzeni i ciekawych miejsc. Tutaj jest za czysto i wszędzie są jacyś strażnicy, który mnie obserwują. Nagle usłyszałem głos za sobą.
-Nie widziałem/am Cię tutaj nigdy.- odwróciłem się i przybrałem uśmiech.
-Ah to bardzo prawdopodobne, jestem nową krwią.- odpowiedziałem. Ah, zapomniałem że są tutaj też inni i prawdopodobne będzie to iż zmuszony zostanę do nawiązania płytkich i powierzchownych znajomości.. Upierdliwe.
<Ktoś chętny? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz